Superfreakonomia* to książka, z której można się dowiedzieć jaki odsetek Amerykanów urodzonych w latach 1933-1942, którzy uprawiali seks przedmałżeński doświadczyło inicjacji seksualnej z prostytutką (około 2/3), czy procentowy wskaźnik umieralności w amerykańskich siłach zbrojnych był niższy czy wyższy w 2008 roku (wojny w Afganistanie i Iraku) niż pod koniec lat 80’ XX wieku (niższy) albo które urządzenie, poduszka powietrzna czy pas bezpieczeństwa, chroni życie podróżujących samochodami efektywniej kosztowo (1,8 mln USD do 0,035 mln USD za uratowane życie).

Powyższy akapit odsłania dwie istotne zalety Superfreakonomii. Po pierwsze, Levitt i Dubner dostarczają mnóstwo interesujących danych i oferują ich inspirującą, czasem kontrowersyjną interpretację (jak w przypadku tego czy pod wpływem alkoholu bezpieczniej jest prowadzić samochód czy podróżować na piechotę). Ta książka jest więc świetnym sposobem na znalezienie interesujących tematów do rozpoczęcia rozmowy na przyjęciu czy przerwie na kawę. Trzecią zaletą Superfreakonomii jest jej konstrukcja pozwalająca rozpocząć i skończyć lekturę w dowolnym momencie a później do niej powrócić. To czyni z książki idealną lekturą w czasie podróży, wakacji czy wizyt u lekarza.

Szczerze mówiąc, zabierając się do lektury Superfreakonomii liczyłem na możliwość ponarzekania na zjawisko sequelomanii, na odcinanie kuponów od wcześniejszych osiągnięć. Kupiłem wcześniej i przeczytałem Freakonomię, regularnie czytam też blog autorów tych książek, Stevena Levitta i Stephena Dubnera. Mimo to, a może właśnie dlatego, do lektury drugiej części książki podchodziłem sceptycznie i spotkało mnie przyjemne zaskoczenie.

Superfreakonomia, podobnie jak poprzedniczka, jest książką o tym, że bodźce mają znaczenie, że ludzkie zachowanie determinowane jest przez bodźce (z czego wynika wniosek, że najprostszym sposobem na zmianę zachowania jest manipulacja bodźcami).

Superfreakonomia pokazuje także, że choć od każdej reguły są wyjątki to dobrze jest znać regułę. W skomplikowanym świecie, w którym ludzie mogą być nietypowi pod nieskończoną liczbą względów, znalezienie punktu odniesienia jest bardzo cenne. Na początek warto poznać średnie, przeciętne działania i zachowania. W ten sposób chronimy się przed skłonnością do budowania naszego myślenia – naszych codziennych decyzji, praw, rządów – w oparciu o wyjątki i anomalie zamiast o realia.

To jest chyba kluczowy cytat z Superfreakonomii, który oddaje moje odczucia w kwestii użyteczności danych statystycznych. Nawet słabe dane statystyczne stanowią lepszy fundament podejmowania decyzji niż najlepsza anegdota. Ci, którzy tego nie rozumieją zaśmiecają Sieć truizmami o nogach człowieka i konia albo stopniują kłamstwa (dochodząc do statystyki).

W Superfreakonomii omówiono wiele interesujących badań. Zwróciłem szczególną uwagę na analizy wpływu telewizji w USA na wskaźniki przestępczości, bardzo niepoprawną politycznie analizę wpływu Ramadanu na zdrowie islamskich dzieci, których początek płodowego rozwoju przypadał na Ramadan, nowe spojrzenie na kwestię altruizmu i metodologię eksperymentów typu Dyktator i Ultimatum.

Tak mogłaby się skończyć recenzja Superfreakonomii gdyby książka nie zawierała piątego rozdziału, który poświęcony jest geoinżynierii jako alternatywnej metodzie przeciwdziałania globalnemu ociepleniu. Sama kwestia geoinżynieryjnych rozwiązań (na przykład wprowadzenie do stratosfery dużych ilości dwutlenku siarki) problemów klimatycznych jest interesująca. Niestety, zupełnie nie czuję się na siłach by krytycznie ocenić użyteczność tych rozwiązań. Jedyne zastrzeżenia mogę mieć, że niemal wszystkie pochodzą, z jednego, bardzo kontrowersyjnego źródła –  Intellectual Ventures (IV traktowane jest jak troll patentowy).

Zupełnie inną sprawą są natomiast intelektualne manipulacje, które wytyka się Levittowi i Dubnerowi w kwestiach samego globalnego ocieplenia. Nie ulega wątpliwości, że autorzy zupełnie zmanipulowali stanowisko jednego naukowca w kwestii udziału CO2 w globalnym ociepleniu, oraz że posłużyli się kilkoma intelektualnymi niedopowiedzeniami. Takimi jak fragment o tym, że antropogeniczne emisje CO2 stanowią jedynie 2% wszystkich emisji. To prawda. Rzecz w tym, że właśnie te 2% zakłóca równowagę w globalnej gospodarce CO2, co powoduje, że antropogeniczny CO2 odpowiada za 1/3 CO2 znajdującego się w atmosferze.

Za jedno Levittowi i Dubnerowi mogę być wdzięczny. Skłonili mnie do sfalsyfikowania rozpowszechnianego przez denialistów mitu o tym, że w latach 70’ istniał konsensus naukowy… w sprawie globalnego ochłodzenia. Otóż, jeden alarmistyczny artykuł w Newsweeku, z wyrwanymi z kontekstu cytatami z kilku artykułów naukowych, nie czyni jeszcze konsensusu naukowego. Ten, już w latach 70’ skłaniał się ku globalnemu ociepleniu.

Wszystkie te kontrowersje związane z ostatnim rozdziałem Superfreakonomii są o tyle niezrozumiałe, że Levitt i Dubner zadeklarowali na swoim blogu, że zgadzają się z tezą, że obserwowany wzrost temperatury jest wynikiem działań człowieka a globalne ocieplenie jest poważnym problemem wymagającym rozwiązania. Jak to się ma do intelektualnego stylu w jakim napisali 5 rozdział to tylko Dubner i Levitt wiedzą.

* Gdzieś, na początku roku Pani z wydawnictwa Znak napisała do mnie emaila i zapytała czy chciałbym otrzymać egzemplarz książki Superfreakonomia. Upewniłem się, że z przyjęciem tej ‘korzyści’ nie wiążą się żadne zobowiązania (takie jak napisanie recenzji na blogu a w szczególności napisanie pozytywnej recenzji na blogu) i wyraziłem zgodę.