Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale odnoszę wrażenie, że ludzie zainteresowani aktywnym zarządzaniem swoim budżetem domowym i ludzie doradzający innym w tej dziedzinie pomijają niezwykle istotny aspekt tego procesu. Zarządzanie budżetem domowym sprowadzane jest do maksymalizacji dochodów i optymalizacji wydatków. Całkiem słusznie. Jednak optymalizacja wydatków rozpatrywana jest z czysto finansowego punktu widzenia. Ludzie zastanawiają się jak kupić tańszy (z uwzględnieniem jakości) samochód, dobrze wyceniony dom i zdobyć atrakcyjnie oprocentowany kredyt. Niewielu ludzi zastanawia się nad tym, w które wydatki i jak opłacone uczynią ich bardziej szczęśliwymi.

Być może dzieje się tak dlatego, że ludzie intuicyjnie zdają sobie sprawę, że optymalizowanie czegoś tak trudnego do zmierzenia jak szczęście, zadowolenie jest wymagającym zadaniem. Ludzie prognozujący swój przyszły stan emocjonalny (dokonujący affective forecasting) bardzo często się mylą. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że ludzie mają problem z realistycznym wyobrażaniem sobie przyszłych wydarzeń. Wynika to głównie z faktu, że ludzie nie doceniają siły własnych zdolności adaptacyjnych i nie zdają sobie sprawy z czynników determinujących dostosowywanie się, przyzwyczajanie się do nowej sytuacji. W takich mentalnych symulacjach brakuje też wielu istotnych szczegółów. Po drugie, naszą reakcję na przyszłe wydarzenia kształtuje kontekst w jakim zachodzą a ten jest z reguły różny w momencie, w którym wydarzenia są prognozowane i w momencie, w których mają miejsce.

Od kilku dekad, badaniem nad optymalizowaniem zadowolenia zajmują się naukowcy, w systematyczny, uporządkowany sposób. Jakiś czas temu zwróciłem uwagę na świetną prezentację Daniela Kahnemana, w której omówił kilka wniosków do jakich doszli naukowcy w badaniach nad szczęściem. Oczywiście, jak każde badanie z dziedzin nauk społecznych także badania nad szczęściem narażone są na wiele błędów w projektowaniu eksperymentów i pomiarze jego wyników.

Niedawno zwróciłem uwagę na pracę trójki badaczy pod fascynującym tytułem If Money Doesn’t Make You Happy Then You Probably Aren’t Spending It Right. Trójka badaczy, profesorowie Daniel Gilbert, Elizabeth Dunn i Timothy Wilson podsumowują w tej pracy wyniki badań naukowych nad optymalizowaniem zadowolenia z posiadanych pieniędzy.

Pieniądze (ceteris paribus) dają szczęście, zarówno na poziomie jednostek jak i społeczeństw. Nie można się temu dziwić ponieważ pieniądze zapewniają lub ułatwiają dostęp do wielu czynników, o których wiemy, że zwiększają szczęście:

  • zdrowego i długiego życia
  • dającej zadowolenie, posiadającej sens, inspirującej pracy
  • czasu wolnego
  • usług ochraniających przed ‘problemami’ codziennego życia

Pieniądze zapewniają więc (ceteris paribus) szczęście ale ilość szczęścia, które kupują pieniądze jest mniejsza niż oczekiwania większości ludzi. Oczywiście, kluczowym powodem jest tutaj malejąca krańcowa użyteczność pieniędzy – zjawisko doskonale znane i opisane w ekonomii. Daniel Gilbert, Elizabeth Dunn i Timothy Wilson uważają jednak, że jest jeszcze inny powód, dla którego pieniądze zapewniają mniej szczęścia niż mogłoby się wydawać: ludzie, nie potrafią ich optymalnie wydawać.

W następnym kilku tekstach postaram się omówić, wszystkie osiem wniosków z artykułu badawczego Jeśli pieniądze nie dają Ci szczęścia to najprawdopodobniej nie wydajesz ich dobrze. Chciałbym jednak zaznaczyć, że wnioski, które wyciągnęli Gilbert, Dunn i Wilson:

  • są oparte o doświadczenia z dziedziny psychologii i badania opinii społecznej
  • z racji tego, że wszyscy jesteśmy odmiennymi indywidualnościami nie mogą mieć zastosowania do każdego z nas

Gilbert, Dunn i Wilson zajęli się takimi problemami:

  • czy więcej zadowolenia daje kupowanie przeżyć czy dóbr materialnych?
  • czy więcej szczęścia przynosi wydawanie pieniędzy na siebie czy na innych?
  • czy lepiej kupować kilka małych przyjemności czy jedną dużą?
  • czy warto wydawać pieniądze na rozszerzone gwarancje i ubezpieczenia?
  • czy lepiej ‘konsumować i płacić’ czy ‘płacić i konsumować’?
  • czy warto zwracać uwagę na peryferyjne cechy pozyskiwanych dóbr i usług?
  • jakie niebezpieczeństwa dla optymalizacji szczęścia niesie ze sobą kupowanie porównawcze?
  • czy warto kierować się opiniami innych ludzi?

Jak byście odpowiedzieli na te pytania?