Jest taki dowcip, Karol Strasburger na pewno go zna. Sędzia zwraca się do oskarżonego o zabójstwo żony by opisał ostatnie chwile życia swojej partnerki. Oskarżony odpowiada: siedziałem na taborecie w kuchni i obierałem nożem jabłko, wtedy wkroczyła żona, poślizgnęła się i nadziała się na nóż. I tak 17 razy.

Wyobraźmy więc sobie dwa rachunku maklerskie. Jeden z nich należy do urzędnika MSWiA a jednocześnie członka bliskiej rodziny dziennikarza Michała Śliwińskiego pracującego dla Parkietu. Nie wiadomo do kogo należał drugi rachunek – wiadomo jednak, że operacje na obydwu dokonywano z tego samego komputera. Na tych rachunkach zawierano jeden typ transakcji.

Kupowano akcje spółek (za 40 tys. złotych na jednym rachunku i za 60 tys. złotych na drugim rachunku), o których Michał Śliwiński pisał artykuły o bardzo optymistycznej wymowie. Cytuję: Publikacje mówiły o tym, że sytuacja w opisywanej spółce ulegnie gwałtownej poprawie, wejdzie nowy inwestor, chce ją kupić wielki koncern itp. Informacje podawane przez Śliwińskiego na ogół były prawdziwe, chociaż zdarzało się, że kilka dni później je dementowano. Po wzroście kursu zamykano pozycje. KNF szacuje łączne zyski z procederu na 400 000 złotych.

Schemat ten powtórzono około 30 razy. Wszystkie tego typu transakcje kończyły się zyskiem. Właściciele tych rachunków nie dokonywali żadnych innych operacji poza tymi, które związane były z publikacjami w Parkiecie.

Cóż za fenomenalny zbieg okoliczności!

Komisja Nadzoru Finansowego nie wierzy jednak w zbieg okoliczności i skierowała doniesienie do prokuratury. Cytuję: W swoim zawiadomieniu do prokuratury komisja mówi, że mogło dojść do przestępstwa „manipulacji informacją giełdową za pośrednictwem mediów w celu osiągnięcia korzyści materialnej”. (Czyli art. 39 ust. 2 pkt 4 lit. A i art. 39 ust. 2 pkt 8 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi). Grożą za to kary grzywny do 5 mln zł. I kary więzienia od trzech miesięcy do pięciu lat.

Tutaj pojawia się kluczowe pytanie: jak prokuratura i sądy powinny traktować takie fenomenalne zbiegi okoliczności, w myśl zasady, że wszystkie niejasności interpretowane są na korzyść podejrzanych? Co jeśli podejrzani upierać się będą, że te trzydzieści transakcji to czysty przypadek a prokurator nie znajdzie bezpośrednich dowodów na przekazywanie przez Śliwińskiego informacji poufnych? Co o tym myślicie?

Jak komentuje sprawę Michał Śliwiński? Mówi, że jest zdziwiony pytaniami o zarzuty KNF: Nie znam sprawy, nie wiem, co jest w doniesieniu komisji, nikt mnie z nim nie zapoznał. Nie byłem też przesłuchiwany w tej sprawie przez prokuraturę.

O całej sprawie napisała Gazeta Wyborcza. Parkiet nie uznał za stosowne poinformować swoich czytelników, że były dziennikarz tej gazety jest podejrzany o to, że w porozumieniu z dwojgiem właścicieli rachunków w biurach maklerskich manipulował kursem akcji za pomocą artykułów publikowanych w Parkiecie. Krzysztof Jedlak, redaktor naczelny Parkietu ukontentowany solennym zapewnieniem Śliwińskiego, że nie ma sobie nic do zarzucenia czeka na wyniki postępowania KNF i prokuratury. To o tyle zdumiewające, że wyniki postępowania KNF są już znane – złożono przecież zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Wydawca Parkietu, ten sam, który wydaje Rzeczpospolitą, protestował natomiast przeciwko żądaniom prokuratury dotyczących wydania korespondencji elektronicznej Śliwińskiego i współautora części jego tekstów z okresu działania mechanizmu ‘kupuj akcje przed bombastycznym artykułem Śliwińskiego, sprzedaj tuż po nim’. Presspublica, po odrzuceniu protestu przez sąd zainteresowała nawet sprawą Fundację Helsińską.

Gazeta Wyborcza podaje przykładowe artykuły Śliwińskiego, które są częścią postępowania prokuratury (a wcześniej Komisji Nadzoru Finansowego). Moją uwagę zwrócił tekst US Pharmacia na poważnie przygląda się Kolastynie z 7 maja 2009 roku. Już dzień później, Michał Śliwiński napisał: Wczoraj po tekście w Parkiecie, w którym napisaliśmy, że US Pharmacia (USP) zleciła due diligence giełdowej Kolastyny, przedstawiciele producenta leków z Wrocławia w wypowiedzi dla agencji Bloomberg stwierdzili, że nie są już zainteresowani krakowską spółką (…)Podczas wczorajszej sesji akcje Kolastyny drożały nawet o 25 proc. (ostatecznie o 8 proc.)

Owe 25% (ostatecznie 8%) pozwoliło zarobić 49 000 właścicielom dwóch rachunków fascynująco skorelowanych z twórczością Śliwińskiego. Co ciekawe, Komisja Nadzoru Finansowego nałożyła w 2010 roku 100 000 zł kary na Andrzeja Grzegorzewskiego, szefa Rady Nadzorczej Kolastyny  za rozpowiadanie o tym, że Kolastyną zainteresowana jest US Pharmacia. O Kolastynie pisałem też tutaj.

Ot, kolejny dzień na warszawskiej giełdzie i kolejna strategia inwestycyjna: ‘na dziennikarza Parkietu’.

Pojawił się komentarz redaktora naczelnego Parkietu (via Grzegorz Zalewski).