Po raz pierwszy napisałem o spółce Wealth Bay na początku kwietnia 2009 roku. Akcje spółki kosztowały wtedy około 3 zł (uwaga: podaję ceny z uwzględnieniem późniejszego splitu akcji), co dawało kapitalizację 7 mln złotych dla spółki, o której można było napisać:

  • jeden pracownik – prezes – magister historii sztuki
  • cztery miesiące istnienia
  • żadnych znaczących osiągnięć operacyjnych
  • 0.5 mln kapitału zakładowego
  • 0 kapitału zapasowego
  • jakieś 0.28 mln majątku spółki (minus to co spółka ‘spaliła’ w 2009 roku)
  • żadnych zysków

Do tematu powróciłem 6 sierpnia 2009 roku. Spółka wyceniania była wtedy na około 20 złotych. Jej akcje kosztowały około 9 zł a inwestorzy gotowi byli płacić 70 zł za każdą złotówkę wartości księgowej. Dzienne przychody Wealth Bay wynosiły wtedy około 540 złotych. Na swojej działalności firma traciła około 1000 złotych dziennie.

Pod koniec października 2009 roku cena akcji WBY osiągnęła 18 złotych. Co się działo później?

WBY - banka spekulacyjna

Obecnie akcje spółki kosztują około 85 groszy po około 95% spadku z maksimum notowań. Na rysunku powyżej, oprócz kursu WBY znajduje się wykres kapitalizacji rynkowej (na samej górze, w mln złotych) oraz wykres wskaźnika Cena/wartość księgowa (na środku).

Pisanie o spekulacyjnych bąblach jest bardzo niewdzięczne. Po pierwsze, każda spekulacyjna gorączka ma swoich wyznawców. Są oni w stanie skutecznie zniechęcać do wyrażania opinii o bąblu spekulacyjnym. Po drugie, aktywa znajdujące się w gwałtownym trendzie wzrostowym mogą zwiększyć swoją wartość o kolejne 100%, 1000% czy 10000% zanim ‘ktoś zgasi światło’. To bardzo niewdzięczny czas dla piszących o bańce spekulacyjnej. Po trzecie, komentatorzy ostrzegający przed bąblem spekulacyjnym są w 99% przypadków ‘zbyt wcześnie’ – to normalne: bańka spekulacyjna formuje się przez jakiś czas a szczyt jest jednym punktem na linii czasu.

Dlatego nawet gdy piszę o bąblach spekulacyjnych nigdy nie podaje prognozy ani formułuję inwestycyjnych rad. Nie dysponuję narzędziami, które pozwalałyby mi uczciwie podejmować się takiego wyzwania.

Nigdy też nie zdecydowałbym się spekulować przeciwko bańkom spekulacyjnym w sposób, który nakładałby na mnie nieograniczone ryzyko. Innymi słowy, wyobrażam sobie spekulowanie przeciwko bąblom spekulacyjnym jedynie poprzez opcje. Nigdy nie używałbym do tego krótkiej sprzedaży czy kontraktów. Wreszcie, nie widzę powodu, dla którego świadomy istnienia bańki spekulacyjnej inwestor nie mógłby się przyłączyć do rozgorączkowanego tłumu (choć w tym wypadku też preferowałbym opcje – przy gwałtownych trendach należy się spodziewać dużej zmienności a to czyni blisko ustawione zlecenia obronne bardzo nieefektywnymi). W końcu ideą angażowania się na rynku jest zarabianie pieniędzy a nie udowadnianie swojej racji.

Zobaczcie zresztą na inny wykres spółki z New Connect:

Za stooq.net

Za stooq.net