Chciałbym powrócić do fascynującej kwestii optymalizowania zadowolenia z wydawania pieniędzy, którą poruszyłem kilka tygodni temu. Do tej pory zwróciłem uwagę na:

Co ciekawe, na tę pierwszą kwestię zwrócił uwagę Barry Ritholtz w artykule o tym, czego przez ostatni czas nauczył się bogatych ludzie, z którymi spotykał się w sprawach biznesowych.

Dziś chciałbym zwrócić uwagę na kwestię tego czy lepiej jest pozwalać sobie na wiele małych przyjemności czy lepiej odkładać je by raz na jakiś czas zafundować sobie coś naprawdę dużego. Oczywiście, w zakupie drogich produktów i usług nie ma nić niewłaściwego. Tak długo jednak jak mamy ograniczony dostęp do środków finansowych musimy decydować o tym na co je wydamy a czego nie kupimy.

Jeśli nauka ma w tej sprawię coś do powiedzenia to przede wszystkim to, że badania wykazały, że zadowolenie z życia związane jest raczej z częstością przyjemnych zdarzeń niż intensywnością tych zdarzeń. Wiele małych radości czyni człowieka bardziej zadowolonym niż krótka chwila wielkiego szczęścia (co wyjaśnia fakt, że zwycięzcy loterii nie należą do najbardziej zadowolonych z życia ludzi).

Daniel Gilbert, Elizabeth Dunn i Timothy Wilson zwracają uwagę, że największym wrogiem wielkich, kosztowych przyjemności są nasze doskonałe zdolności adaptacyjne. Co więcej, im lepiej znamy i rozumiemy coś, tym łatwiej się przyzwyczajmy do nowej sytuacji. Jeśli zdarzenie jest dla nas nowe (nie doświadczyliśmy tego wcześniej), niespodziewane (nie spodziewaliśmy się tego), zagadkowe (nie do końca wiemy czego możemy się spodziewać) oraz zmienne to trudniej jest się nam do niego przyzwyczaić. Wydaje się, że częste, niewielkie przyjemności lepiej spełniają te warunki utrudniające proces adaptacyjny niż duże, niezbyt częste zakupy.

Drugim wrogiem dużych przyjemności jest prawo malejącej użyteczności krańcowej. Osiem gałek loda nie daje cztery razy więcej przyjemności niż dwie gałki. Prawo malejącej użyteczności krańcowej dotyczy niemal każdej przyjemnością, za którą płacimy – czasem rozsądne jest nawet rozbicie jej na kilka wydarzeń. Ludzie podświadomie wykazują skłonność do takiego działania. W pewnym eksperymencie preferowali opcję wygrania $25 na loterii i kolejnych $50 kilka dni później a nie jednorazową wygraną w wysokości $75.

Jedną z zalet dzielenia przyjemności jest także osłabienie zdolności adaptacyjnych poprzez, to nie będzie odkrycie Ameryki, wprowadzenie nieciągłości czasowej, przerwy. Sprawa wydaje się oczywista ale siła tego efektu umyka uwadze ludzi. Leif Nelson i Tom Meyvis zapytali uczestników eksperymentu czy preferują otrzymanie jednego 3 minutowego masażu czy dwóch 80 sekundowych masaży z 20 sekundową przerwą? Większość ludzi wybrała tę pierwszą opcję. Tymczasem, po zakończeniu eksperymentu, uczestnicy, którzy otrzymali dwa 80 sekundowe masaże z krótką przerwą wyżej ocenili przyjemność z tego zdarzenia i byli za nie gotowi zapłacić dwa razy tyle co uczestnicy, którzy otrzymali jeden 180 sekundowy (a więc dłuższy) masaż.

Muszę przyznać, że w dzieciństwie, przy ograniczonych zasobach finansowych rozwinąłem w sobie przekonanie, że warto przez jakiś czas oszczędzać by w końcu zafundować sobie prawdziwą przyjemność. Tymczasem, z punktu widzenia optymalizowania zadowolenia z wydawania pieniędzy może to nie być najrozsądniejsze rozwiązanie. A co Wy o tym myślicie?