Na jeden dzień postanowiłem odejść od tradycyjnego profilu bloga (gospodarka, finanse, inwestowanie) i zająć się problemem przede wszystkim społecznym, choć z poważnymi skutkami ekonomicznymi. Przy porannej kawie natrafiłem na artykuł o unieważnieniu matur z rozszerzonej chemii, w jednej ze szkół w Ostrowcu Świętokrzyskim. Unieważnienie matur dotknęło 53 uczniów.

Uczniowie oskarżeni zostali o ściąganie. Cytuję: Według przepisów tylko przyłapanie na ściąganiu albo uzasadnione podejrzenie, że praca jest niesamodzielna, może unieważnić maturę. Nazwiska egzaminatora, który zakwestionował matury z Ostrowca, nie poznamy, jest tajne. A ustalił on, że 15 uczniów wpisało ten sam zły wynik w zadaniu nr 31. Spośród trzech możliwości trzeba było wybrać odczynnik do doświadczenia, a potem napisać, jaki kolor ma ciecz już po jego przeprowadzeniu. Poprawna odpowiedź brzmiała: żółty, brunatny albo pomarańczowy.

Proszę zwrócić uwagę, że trzeba było samodzielnie wpisać kolor a nie wybrać jedną z odpowiedzi. Stąd wpisanie przez niemal 1/3 uczniów oryginalnego (ilu z Was potrafi powiedzieć jakiemu popularnego kolorowi bliski jest szafirowy?), błędnego koloru rzeczywiście jest poważną poszlaką świadczącą o ściąganiu.

W tekście najbardziej zainteresował mnie ostatni akapit: Według CKE sprawa jest ewidentna. Ale uczniowie z Ostrowca mówią, że nie ściągali. Sprawę skierowali do prokuratora – pisaliśmy o tym wczoraj w ”Gazecie”.

Zostawmy na chwilę kwestię winy lub niewinności uczniów z Ostrowca Świętokrzyskiego. Otóż, zastanawia mnie inna rzecz: czy unieważnienie matury jest adekwatną karą dla ściągających? A może osobami ściągającymi na maturze powinien zająć się wymiar sprawiedliwości?

Sprawa jest ewidentna. Osoby ściągające na maturze, a więc oficjalnym egzaminie państwowym, oszukują. W polskim prawodawstwie, oszustwo jest karalne. Można nabawić się sporych problemów fałszując oświadczenie o dochodach składane w procesie ubiegania się o kredyt.

Oszukujący na maturach robią to by zwiększyć swoje szanse na dostanie się na wybrany kierunek studiów. Miejsce na finansowanych przez państwo studiach, zwłaszcza elitarnych kierunkach, ma swoją wartość. Jeśli osoba ściągająca na maturze nie zostanie przyłapana a dzięki ściąganiu poprawi swój wynik z matury to de facto ‘ukradnie’ miejsce na studiach jakiejś pracowitej, zdolnej lecz uczciwej osobie. W przypadku popularnego kierunku, na przykład medycyny, można mówić o zysku/stracie kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Istnieją więc materialne przesłanki by ściągającymi na oficjalnych egzaminach państwowych zajął się państwowy wymiar sprawiedliwości. Nie budzi wątpliwości także społeczny interes w ściganiu tego typu oszustwa.

Tym bardziej, że trwanie w atmosferze przyzwolenia na oszukiwanie może mieć poważne skutki ekonomiczne. Taka atmosfera, najzwyczajniej w świecie, zaburza optymalną alokację zasobów ludzkich. Niedawno, któryś z czytelników zwrócił uwagę na artykuł w New York Times, który opisywał problem tolerancji oszustwa w Chinach.

Zastanawiam się czy poważne potraktowanie oszukujących na maturze nie byłoby początkiem tworzenia ‘atmosfery uczciwości’ w polskim systemie edukacyjnym i polskim życiu gospodarczym. Co o tym myślicie?

A skoro już poruszyłem kwestię ‚atmosfery uczciwości’: co myślicie o reklamie dużego polskiego banku, która sugeruje, że bank nie ma nic przeciwko przeznaczaniu środków z kredytu na cel inny niż deklarowany?