Opowiedziano mi interesującą historię, która świetnie pokazuje funkcjonowanie polskiego systemu bankowego. Dotyczy dwóch największych polskich banków.

Sprawa wyglądała tak: był sobie Pan, powiedzmy Kowalski, który kupował mieszkanie od Pana Nowaka. Pan Nowak wziął wcześniej kredyt hipoteczny, którego zabezpieczeniem było wspomniane mieszkanie. Kredytu udzielił PKO Bank Polski.

Pan Kowalski finansował zakup mieszkania kredytem hipotecznym, którego udzielał drugi największy polski bank – Bank Pekao SA. Jak zawsze w takiej sytuacji, do podpisania umowy kredytowej wymagane jest zaświadczenie o całkowitym zadłużeniu kredytu.

Tutaj zaczyna się taka historia. Największy polski bank wystawia takie zaświadczenia w formie dokumentu elektronicznego na podstawie art. 7 ustawy Prawo Bankowe (DZ. U. z 2002r., Nr 72. Poz. 665 z późn. zm.)

Na dokumencie znajduje się dopisek: Nie wymaga podpisu ani pieczęci.

Co ciekawe, na zaświadczeniu jest także taka formułka: PKO BP SA nie ponosi odpowiedzialności za skutki decyzji podjętych w oparciu o niniejsze zaświadczenie.

Otóż, drugi największy polski bank za żadne skarby nie chce zaakceptować takiego dokumentu. Domaga się uwierzytelnienia. Dzwoniłem do kilku znajomych: nie tylko Bank Pekao SA nie akceptuje elektronicznego zaświadczenia o zadłużeniu z PKO BP SA.

Sytuacja wygląda więc tak, że Pan Kowalski by otrzymać kredyt musi namówić Pana Nowaka by postarał się o pieczęć i podpis pracownika banku wydającego zaświadczenie. Formalność? Ani trochę. Żaden zwykły pracownik banku nie uwierzytelni tego zaświadczenia. Sprawa trafia więc w końcu do kierownika oddziału. Z opowiedzianej mi historii wiem, że w PKO BP są kierownicy oddziałów, którzy przybijają pieczątkę i piszą ‘zaświadczenie wydano’ i są tacy, którzy twierdzą, że nie leży to w ich kompetencji. A w ogóle to zaświadczenie w formie dokumentu elektronicznego (wydrukowanego) jest zgodne z Prawem Bankowym i procedurami PKO BP i oni nie widzą powodów do interwencji.

W opowiedzianej mi historii, Pan Nowak trafił w końcu do osoby o jeden szczebel powyżej kierownika oddziału (ten odmówił pomocy, twierdząc, że leży to poza jego kompetencjami). Manager wyższego szczebla bez większych problemów uwierzytelnił dokument, nie zapominając dodać, że 1) zaświadczenie jest zgodne z Prawem Bankowym i de facto nie potrzebuje uwierzytelnienia, 2) kierownik oddziału miał prawo odmówić przybicia pieczątki i podpisania się na zaświadczeniu.

Jeden tylko doradca finansowy, z którym rozmawiałem miał w ostatnim czasie kilku klientów, którzy stracili sporo czasu i nerwów by obejść biurokratyczną niekompatybilność największego i drugiego największego banku w Polsce.

Nie wiem, który bank w tym sporze ma rację. Wydaje się jednak jasne, że procedury biurokratyczne dwóch największych banków w Polsce znacząco utrudniają życie klientom. Myślę, że o problemie powinno się zawiadomić instytucję nadzorującą system bankowy w Polsce. Niech albo zmusi wszystkie banki do akceptowania zaświadczeń w formie dokumentu elektronicznego (ta opcja jest o tyle kontrowersyjna, że to zaświadczenie wydaje się banalnie łatwe do podrobienia) albo niech zmusi PKO BP to uwierzytelnienia tych dokumentów – przybicie pieczątki i napisanie ‘zaświadczenie wydano’ trwa 30 sekund.