Profesor Rene Capetulacion z uniwersytetu w Sedan specjalizuje się w militarnej historii Francji. To wyjątkowo wąska dziedzina nauki i tylko kilkoro naukowców ma cierpliwość przekopywać się przez tysiące stron aktów kapitulacyjnych by odkryć nieznane jeszcze fakty w bezsprzecznie wyjątkowej historii klęsk, pogromów i kompromitacji.
Z tym większą, sadomasochistyczną, przyjemnością przedstawiamy Państwu wywiad z naukowcem. Profesor ukończył właśnie pracę nad monografią wojskowych działań francuskiego ruchu oporu w czasie drugiej wojny światowej.
-Monografia to trochę za dużo powiedziane – opowiada historyk – Nie licząc wstępu i zakończenia, cała praca liczy zaledwie cztery strony. Z całą pewnością działalność francuskiego ruchu oporu w wymiarze militarnym nie była tak okazała jak choćby bezmiar realizowanych przedsięwzięć gastronomicznych i integracyjnych. Chciałbym tylko zaznaczyć, że liczba samych restauracji prowadzonych przez komórki ruchu oporu (zwane we Francji ‘la kuchnia’) wynosiła niemal 4 tysiące. Nie było dnia, żeby w tych restauracjach nie podano Niemcom niedogotowanych trufli czy przesolonych bakłażanów. Ten rodzaj walki często umyka uwadze niektórych historyków.
-Co może więc pan powiedzieć o prawdziwym obliczu Francji z lat drugiej wojny światowej?
-To bardzo dobre pytanie. W powszechnej opinii pokutuje obraz Francuzów z radością kolaborujących z okupantem czy choćby chętnie podejmujących współpracę z Niemcami. Nic bardziej mylnego. Jako historyk nie mam wątpliwości, że duża część moich rodaków współpracowała z faszystami bez widocznego entuzjazmu, część nawet odczuwała w związku z tym pewien dyskomfort spowodowany wątpliwościami natury moralnej.
-To dlatego Francuzi wstępowali do ruchu oporu?
-Kwestia odwagi i honoru, choć mogła odgrywać pewną rolę, nie była najważniejsza. Największy napływ do struktur podziemnych związany był z wielkim nieurodzajem trufli na wiosnę 1943 roku. Ruch oporu posiadał olbrzymie zapasy tego produktu i chętnie dzielił się ze swoimi członkami. Poza tym w związku z ograniczeniami narzuconymi przez hitlerowców w funkcjonowaniu domów rozkoszy, wieczorki integracyjne ruchu oporu były najlepszą okazją na hm… zamoczenie bagnetu – profesor znacząco mruga okiem, po czym dodaje – i to zupełnie za darmo, jako że kierownictwo ruchu oporu zdołało przekonać młode adeptki, że wszystkie te zabawy są – w tym momencie naukowiec zrywa z akademicką powagą i z lubieżnym uśmiechem klepie się po udzie – są częścią ćwiczeń bojowych.
-Wróćmy na chwilę do działań militarnych. Opisał pan nieznaną dotychczas potyczkę oddziału ruchu oporu z armią niemiecką, która wydaje się być jedną największych bitew stoczonych przez Francuzów w czasie drugiej wojny światowej.
-To prawda. Była to także najdłuższa bitwa stoczona przez francuskich żołnierzy od czasów wojen napoleońskich. Sama wymiana ognia trwała około trzydziestu sekund. Do walki doszło gdy duże zgrupowanie powstańców natchnęło się w lesie na trzech, pijanych niemieckich żołnierzy wracających z nocnej libacji do koszar. Zgodnie ze strategią unikania otwartych potyczek z dużymi siłami nieprzyjaciela, dowódca początkowo zarządził odwrót.
-Jak więc doszło do walki? Czy miało to związek z piknikiem integracyjnym, z którego powracali powstańcy?
-W rzeczy samej. Podczas owego pikniku ustalono wymianę powstańców z różnych krajów. Tak w składzie oddziału znaleźli się Włosi, Polacy, Anglicy i przedstawiciele innych narodów walczących z faszystami.
-Czy ten międzynarodowy charakter zgrupowania zdeterminował potyczkę?
-Cóż, proszę to ocenić. Odwrót okazał się niemożliwy, ponieważ Włosi zakładający na tyle oddziału pole minowe nie zrobili mapki. Zresztą nie miało to większego znaczenia bo wcześniej Niemcy zaalarmowani zostali histerycznymi krzykami Czecha, lecz to także nie było decydującym czynnikiem. Wcześniej dwóch pijanych w trupa Polaków rzuciło się na uzbrojonych Niemców z rozbitymi butelkami po Johnnie Walker. Zlikwidowali dwóch przeciwników po czym zaczęli się kłócić o to, kto odważniej walczył. Trzeci Niemiec poddał się dowodzącemu Polakami Anglikowi.
-Nie został jednak wzięty do niewoli?
-Ten żołnierz nie miał najszczęśliwszego dnia. Wkrótce po walce zastał zgwałcony przez Greków i okradziony przez Rosjan. Zginął zanudzony na śmierć opowiadaniem Anglika o londyńskiej pogodzie. Nie była to jedyna ofiara tej potyczki. Oddział powstańców stracił w bitwie włoski batalion saperów, który mimo wszystko zdecydował się na odwrót przez pole minowe. Dla mnie jako historyka najważniejsze jest jednak to, że bitwa ta potwierdza stworzoną przeze mnie tezę, że Francja może wygrywać bitwy jeśli tylko walczący w jej imieniu Polacy, dowodzeni przez Anglików i korzystający z amerykańskiego uzbrojenia już na początku bitwy pozbędą się sojuszniczych oddziałów Włoskich.
-Dziękuję za rozmowę.
Related posts:







