Jakże cienka jest czerwona linia oddzielająca Bałtyckiego Tygrysa od Europejskiej Argentyny. Tak cienka, że niemal niewidoczna. W końcu jeszcze rok temu Łotwa, w III kwartale 2007 roku mogła chwalić się wzrostem PKB powyżej 10%. W III kwartale 2008 roku wzrost PKB na Łotwie był już negatywny. No cóż, okazuje się, że nie powstało jeszcze takie państwo, które będzie w stanie trwale i stabilnie rozwijać się przy deficycie na rachunku obrotów bieżących przekraczającym 20%.

W przedświątecznym tygodniu, Łotwa zagwarantowała sobie pakiet ratunkowy, zwany dla zmyłki pakietem stabilizacyjnym, w wysokości, uwaga, $10.5 mld czyli 7.5 mld euro. By czytelnicy lepiej pojęli astronomiczne rozmiary tej kwoty w kontekście wielkości łotewskiej gospodarki warto zauważyć, że $10.5 mld dolarów to 39% nominalnego PKB Łotwy w 2007 roku. Gdyby podobną pożyczkę w stosunku do polskiego PKB otrzymał nasz kraj, to wynosiłaby ona około 164 mld dolarów! $2.4 mld udostępnił Łotwie IMF, $4.3 mld UE, $0.55 mld Bank Światowy, a pozostałą kwotę konsorcjum kilku państw na czele z krajami nordyckimi.

Nie będę zajmował się w tym tekście próbą odpowiedzi na pytanie o to, co się stało, że na Łotwie się zepsuło. Przyznaję jednak, że pytanie to jest niezwykle interesujące w kontekście faktu, że wiele kontrowersyjnych środowisk w Polsce, całkiem przypadkowo przeciwnych Unii Europejskiej i przychylnych Rosji, przez kilka ostatnich lat przedstawiało Łotwę jako przykład gospodarki, na której Polska powinna się wzorować. Warto więc śledzić to, co stanie się na Łotwie w 2009 roku. Zachęcam też do zapoznania się z tekstem Edwarda Hugha, który dostarczył mi zarówno danych statystycznych jak i inspiracji.

To o czym chcę napisać jest dużo ważniejsze ponieważ dotyczy przyszłości. Tak się składa, że Polska i Łotwa mają bardzo dużo wspólnego. Wymienię trzy takie rzeczy. Polska i Łotwa leżą w regionie świata zwanym Europę Środkowo-Wschodnią (CEE – proszę zapamiętać ten skrót), który doświadczył znacznego wpływu kapitałów zagranicznych w pierwszej dekadzie XXI wieku, a który porównywany jest już (wczoraj na amerykańskim CNBC) do Azji Południowo-Wschodniej około roku 1997. Polska i Łotwa chcą wstąpić do strefy euro i temu celowi podporządkowują zarówno średnioterminową politykę fiskalną jak i monetarną, przy tym łotewski łat jest już przywiązany (peg) do euro. Po trzecie, zdecydowana większość sektora bankowego w Polsce i na Łotwie należy do kapitału zagranicznego. Dodałbym czwarty punkt, władze Polski i Łotwy rządzą w imieniu międzynarodowych wierzycieli tych państw, a nie obywateli tych państw, ale nie chcę by ten makroekonomiczny tekst nabrał charakteru politycznego.

Za fistfulofeuros.net

Za fistfulofeuros.net

Oto co się stało na Łotwie. Wraz z przyjęciem pakietu stabilizacyjnego Łotwa zdecydowała się na działania dostosowawcze. Dwa główne punkty tych działań to: radykalnie konserwatywna polityka fiskalna mająca na celu zmniejszenie deficytu budżetowego oraz zdecydowane cięcia płac w sektorze publicznym. Jest jeszcze trzeci punkt: utrzymanie dotychczasowej polityki monetarnej, co oznacza, że po pierwsze nie będzie dewaluacji łata, a po drugie utrzymany zostanie peg pomiędzy latem a euro (Mam nadzieję, że wszyscy się domyślili, że łat – LVL -to łotewska waluta).

Podsumujmy: łotewska gospodarka wkroczyła w recesję, łotewski rząd zdecydował się na radykalne cięcia wydatków budżetowych oraz na radykalne obniżenie dochodów ludności poprzez cięcia płac w sektorze publicznym. Podniesiony zostanie VAT. Co to oznacza dla popytu wewnętrznego chyba wszyscy wiedzą. Ale to nie wszystko. Teoretycznie, łotewska gospodarka mogłaby rozwijać się przez eksport. Byłoby to niezwykle trudne w okresie największego globalnego spowolnienia po drugiej wojnie światowej, ale wykonalne jeśli łotewskie towary byłyby konkurencyjne, czyli tanie, na globalnym rynku. Z łatem przywiązanym do euro i utrzymywanym na sztucznie wysokim poziomie w celu spełnienia kryteriów konwergencji nie będzie to jednak możliwe.

Za fistfulofeuros.net

Za fistfulofeuros.net

Łotwa wkracza w recesję  z polityką dosłownie miażdżącą popyt wewnętrzny (wydatki rządowe w dół, płace sektora publicznego w dół, VAT w górę, bezrobocie w górę, stopa oszczędności w górę kosztem konsumpcji) oraz polityką utrzymującą niską konkurencyjność eksportu poprzez peg walutowy, co nie tylko pozbawi łotewską gospodarkę możliwości wzrostu przez eksport, ale praktycznie załamie bezpośrednie inwestycje zagraniczne, których jedynym celem przy zmiażdżonym popycie wewnętrznym mogłoby być tworzenie zdolności produkcyjnej z myślą o eksporcie. Trudno się więc dziwić, że Ministerstwo Finansów Łotwy prognozuje, że gospodarka skurczy się w 2009 roku o 5%. Ponieważ po III kwartale 2008 łotewski PKB skurczył się rok do roku o 4.9%, uważam powyższą prognozę za optymistyczną.

O co więc chodzi? W największym skrócie, problem z dewaluacją łata polega na tym, że duża część długu sektora prywatnego na Łotwie denominowana jest w walutach obcych, przede wszystkim w euro (skąd my to znamy?). Dlatego też dewaluacja łata spowodowałaby duże trudności z obsługą tego długu, przede wszystkim z obsługą długu hipotecznego. Ale to nie koniec problemu. Zdecydowana większość sektora bankowego należy do kapitału zagranicznego, co oznacza, że w przypadku masowych trudności z obsługą długu największe straty poniosłyby zagraniczne banki, przede wszystkim szwedzkie. Inne argumenty przeciwników dewaluacji, których wśród ekonomistów zliczyć można na palcach jednej ręki, to przypominanie, że dewaluacja może mieć działanie proinflacyjne, oraz że dewaluacja pogorszy sytuację sąsiadów Łotwy i w pewnym sensie spowoduje dewaluacyjne domino w CEE.

Przewrotność łotewskiej łamigłówki makroekonomicznej polega na tym, że argumenty przeciwników dewaluacji są prawdziwe. Dewaluacja postawi w wyjątkowo trudnej sytuacji podmioty zadłużone w walucie obcej, spowoduje duże straty banków, będzie działać proinflacyjnie i zmusi Estonię i Litwę do podobnego działania, tzn. dewaluacji. Problem polega na tym, że przy spadku PKB na poziomie 5%, radykalnie obciętych płacach i wzrastającym bezrobociu problemy ze spłatą kredytów pojawią się także bez dewaluacji. Zresztą obciążane całego społeczeństwa kosztami spłaty kredytów hipotecznych zaciągniętych przez jego bogatszą część jest nie tylko wątpliwe etycznie ale i ekonomicznie. Warto też podkreślić, że największym problemem Łotwy na ten moment jest groźba deflacji, której sprzyjać będą nie tylko zewnętrzne warunki makroekonomiczne, ale także załamanie popytu wewnętrznego.

Za fistfulofeuros.net

Za fistfulofeuros.net

Profesor Krugman zwrócił uwagę na inny problem: In fact, I’d be a bit more specific than Hugh: other things equal, a nominal devaluation and a real depreciation achieved through deflation should have exactly the same effect on debt service (unless some of the debt is in lats rather than euros, in which case devaluation would do less damage.) Krugman uważa, że deflacja spowodowana implementowaniem radykalnego programu dostosowawczego będzie miała równie negatywny wpływ na obsługę długu co dewaluacja – dotyczyć będzie jednak także długu denominowanego w lokalnej walucie.

Tym, co naprawdę uderza w planie ratunkowym dla  Łotwy jest brak jakichkolwiek rozwiązań stymulujących gospodarkę. Do spłaty pożyczek zaciąganych w IMF i UE Łotwa potrzebować będzie dochodów pochodzących z rozwijającej się gospodarki. Tymczasem konstrukcja planu ratunkowego nie pozwala na oczekiwanie znaczącej poprawy na Łotwie przez najbliższe kilka lat. Jedyna droga do poprawy sytuacji – rozwój eksportu – byłaby dostępna tylko w przypadku dewaluacji łata. Z powodów politycznych jednak, to jest w skutek presji zagranicznego kapitału obecnego w łotewskim sektorze bankowym oraz w skutek dążenia do wejścia do strefy euro za wszelką cenę, opcja ta jest obecnie niedostępna.

Wydaje się więc, że Łotwa podzieli los Argentyny z początku obecnej dekady. Do dewaluacji w końcu dojdzie – wtedy gdy łotewskie społeczeństwo zapłaci już cenę za jej brak, a zagraniczne banki działające na Łotwie się do niej przygotują. Polska znajduje się w dużo lepszej sytuacji niż Łotwa. Zjawiska, które zmiażdżyły łotewską gospodarkę występują w naszym kraju w mniejszym nasileniu. Nie znaczy to jednak, że Polska jest odporna na kryzys.

Niestety, bardzo duże znaczenie w przezwyciężaniu kryzysu  będzie mieć postawa rządu i RPP. Gdy obserwuję działania tej ostatniej, o co najmniej kilkanaście tygodni spóźnionej z radykalną obniżką stóp procentowych (z absurdalnie wysokiego poziomu), to obawiam się, że nie unikniemy łotewskich błędów gdy przyjdzie wybierać pomiędzy ERM a istnieniem polskiego eksportu. Zresztą, polska łamigłówka monetarno-fiskalna skomplikowana jest dramatycznie poprzez problem opcji walutowych – ewentualne osłabienie złotówki nie będzie korzystne dla wszystkich eksporterów.