W amerykańskiej blogosferze popularne stało się zrzucanie odpowiedzialności za wysoki poziom bezrobocia wśród młodych na błędne wybory edukacyjne, które dokonali w swoim życiu. W tym celu blogerzy posługują się anegdotycznymi przykładami uczestników ruchu Occupy Wall Street. Na przykład Joe Therrien, absolwent kierunku pedagogicznego, nauczyciel sztuki teatralnej, który porzucił pracę by zdobyć dyplom z lalkarstwa. Po trzech latach studiów, z 35 000 USD kredytu studenckiego, pozostaje bez pracy ze względu na mały popyt na lalkarzy.

Łatwo dostrzec do jakiej konkluzji zmierza ten argument: rozwydrzeni młodzi ludzie wydają mnóstwo pieniędzy na studiowanie swoich pasji, bez troski o ekonomiczny sens ich edukacyjnych wyborów a potem domagają się od rządu wsparcia gdy nie mogą znaleźć pracy. Zapewne jest w ty myśleniu sporo prawdy. Jak dużo?

Możecie przekonać się sami ponieważ Wall Street Journal udostępniło fantastyczne zestawienie pokazujące poziom bezrobocia oraz zarobki (25,50 i 75 percentyl) absolwentów poszczególnych kierunków wraz z rankingiem kierunków pod względem popularności. Zobaczcie na kierunki, wśród których absolwentów bezrobocie jest najwyższe:

Za Wall Street Journal

Jasne, na liście jest sporo humanistycznych kierunków (psychologia z odmianami, historia USA, lingwistyka, sztuki piękne i tak dalej), których większość z nas, korzystając ze zdrowego rozsądku lub stereotypów, nie oceniałaby wysoko w rankingu przydatności na rynku pracy. Zwróćmy jednak na uwagę, że liście znalazły się technologie militarne, architektura, naprawy i technologie elektryczne i mechaniczne czy zarządzanie systemami informatycznymi i bezpieczeństwem – a więc kierunku, których absolwentów nikt rozsądny nie oskarżałby o dokonywanie wątpliwych z ekonomicznego punktu widzenia wyborów edukacyjnych.

Tak wygląda natomiast czołówka rankingu:

Za Wall Street Journal

W powyższej tabeli także znajdziecie kierunki, których obecność na czele rankingu jest zaskoczeniem.

Myślę, że błędne wybory edukacyjne nie wyjaśniają problemów absolwentów na rynku pracy. Nie zmienia to jednak faktu, że w zwłaszcza w systemach edukacyjnych z publicznym finansowanie edukacji wyższej warto rozważyć wprowadzenie mechanizmów rynkowych, które zmniejszyłyby prawdopodobieństwo wydawania publicznych pieniędzy na kształcenie młodych ludzi w specjalnościach nieposzukiwanych na rynku pracy. Do takiego racjonalizatorskiego rozwiązania ‘przymierzają’ się władze Chin, które zamierzają zamknąć kierunki studiów, wśród których absolwentów notuje się najwyższe bezrobocie.