Genezą kryzysu w strefie euro są makroekonomiczne nierównowagi, z którymi borykają się gospodarki EMU, a które najczytelniej wyrażają się w saldzie rachunku obrotów bieżących (ROB). W strefie euro łatwo wyróżnić państwa ze strukturalnym deficytem ROB i strukturalną nadwyżką ROB.

Przyczyną istnienia makroekonomicznej nierównowagi w strefie euro jest zmiana konkurencyjności gospodarek EMU po powstaniu strefy euro. Państwa peryferyjne strefy euro utraciły relatywną konkurencyjność na rzecz Niemiec i innych gospodarek rdzenia strefy euro.

Utrata konkurencyjności związana była z prowadzeniem tłamszącej konkurencyjność polityki fiskalnej i gospodarczej oraz skutkami polityki monetarnej Europejskiego Banku Centralnego (ECB). Państwa strefy euro nie tworzyły optymalnego obszaru walutowego i nie możliwe było prowadzenie polityki monetarnej dostosowanej do sytuacji gospodarczej wszystkich państw strefy euro.

Przed powstaniem strefy euro niezbędne mechanizmem dostosowawczym były wahania kursów walutowych – kursy walut państw, których gospodarki traciły konkurencyjność spadały, zwiększając konkurencyjność eksportu i zmniejszając konkurencyjność importu. Dokładnie taki mechanizm, w postaci gwałtownej przeceny złotego, znacznie pomógł polskiej gospodarce w latach 2008-2009.

Kryzys na rynku długu publicznego jest skutkiem opisanego wyżej problemu strefy euro. Część państw strefy euro przez kryzysem finansowym prowadziło wzorową politykę fiskalną (politykę nadwyżek budżetowych). Dla części państw peryferyjnych problemem nie jest poziom długu publicznego (mierzonego jako odsetek PKB) lecz jego dynamika związana z brakiem znaczącego ożywienia gospodarczego.

Istnieją dwa rozwiązania tych problemów – wewnętrzna dewaluacja albo wyjście ze strefy euro i dewaluacja nowej waluty narodowej. Obydwa rozwiązania wiążą się z bardzo wysokimi kosztami. Wielu obserwatorów uważa, że wewnętrzna dewaluacja jest nierealna z powodów polityczno-społecznych i jedynym rozwiązaniem dla państw peryferyjnych jest powrót do płynnego kursu walutowego.

Jednocześnie, w dyskusji ekonomicznej zaznacza swoją obecność grupa komentatorów, która uważa, że rozwiązaniem problemów gospodarki światowej jest przystąpienie wszystkich państw świata do wspólnej strefy walutowej opartej na złocie.

Fundamentalną cechą standardu złota jest brak mechanizmu dostosowawczego w postaci płynnych kursów walutowych. W standardzie złota, tak w jak w strefie walutowej, państwo tracące konkurencyjność nie może skorzystać ze spadku kursu walutowego. Może dokonać bolesnej wewnętrznej dewaluacji – próby takich działań doprowadziły do Wielkiego Kryzysu w latach 30’ albo opuścić standard złota – tak jak robiły to kolejne państwa w czasie Wielkiego Kryzysu w celu odzyskania konkurencyjności. James Hamilton pokazał, że odrodzenie gospodarcze następowało niemal natychmiast po wyjściu ze standardu złota. W 1936, trzy państwa, które uparcie trzymały się standardu złota (Francja, Holandia i Polska) notowały 6% spadek produkcji przemysłowej gdy reszta świata notowała już solidny wzrost.

Za James Hamilton

Wielu zwolenników standardu złota argumentuje, że jedynym rozwiązaniem problemu strefy euro jest odejście od euro i powrót do walut narodowych. Z jednej więc strony, zwolennicy standardu złota czegoś się nauczyli od lat 30’. Z drugiej strony, ciągle są zwolennikami standardu złota.

Naturalnie, część zwolenników standardu złota będzie argumentować, że problemem nie jest żadna konkurencyjność lecz poziom długu publicznego. Warto im więc pokazać pierwszy wykres z artykułu This Time is Different, który udowadnia, że kryzysy na rynku długu publicznego występowały także w standardzie złota. W XIX wieku zdarzały się okresy, w których nawet 40%-50% państw restrukturyzowało swój dług lub odmówiło jego spłaty:

Za Reinhart i Rogoff

Adam Duda napisał polemikę do powyższego tekstu. Możecie ją znaleźć tutaj.