Gdańsk jest chyba najbogatszym miastem w Polsce. Dziś przeczytałem, że miasto dofinansowuje wakacje w Egipcie do kwoty 40 000 złotych za osobę. Nie sądzę by te atrakcyjne warunki dotyczyły wszystkich gdańszczan ale jednemu spryciarzowi się udało.

Spryciarzem jest Jan Lisewski, gdański kitesurfer, który chciał przepłynąć z Egiptu do Arabii Saudyjskiej. Nie udało mu się. Zaginął na morzu. Odnaleziono go po wielogodzinnej akcji ratunkowej, której kosztów nie znamy i nie wiemy czy zostaną pokryte przez polskie władze, a więc polskiego podatnika.

Zabawna historia: okazuje się, że spryciarz, który zdołał przekonać urzędników by wydali 40 000 złotych, zabranych innym mieszkańcom Gdańska w ramach podatków, na pokrycie kosztów jego prywatnych wakacji w Egipcie, nie okazał się na tyle rozgarnięty by nauczyć się obsługiwać lokalizator GPS. Najwyraźniej, wyciągnięcie od gdańskich urzędników 40 000 złotych na wakacje w Egipcie jest łatwiejsze niż obsługa prostego urządzenia elektronicznego. Cytuję fragment wypowiedzi konkurenta Pana Lisewskiego do organizowania wakacji na koszt gdańskich podatników, prezesa Klubu Wysokogórskiego: Cały ten wyczyn z wielkim logiem miasta Gdańska, na szczęście szczęśliwie zakończony, tak mocno nagłośniony przez media, miał żenujący charakter, który z pewnością odbije się złowrogim piętnem na wizerunku gdańskich podróżników.

Zastanawiająca jest decyzja gdańskich urzędników o przyznaniu kwoty czterdziestu tysięcy złotych na to przedsięwzięcie, podczas gdy podania gdańskich alpinistów o chociażby dwa tysiące złotych spotykały z odmową.

Drodzy czytelnicy z Gdańska, wszystko przed Wami. Przed wakacjami udajcie się do władz miasta i powiedzcie, że w zamian za promocję miasta (przez całe wakacje nosić będzie koszulki i czapeczki z logiem miasta) oczekujecie 40 000 złotych dofinansowania. Może się uda. W końcu Gdańsk to bogate miasto.

To nie jest przecież tak, że gdańscy urzędnicy fundują z pieniędzy podatników prywatne wakacje Panu Lisewskiemu a nie mają na przykład pieniędzy:

No cóż, wakacje życia Pana Lisewskiego były ważniejsze od tych bzdurnych spraw powyżej.

Naprawdę, życie zwolenników wolnego rynku i przeciwników ‘dużego rządu’ jest w Polsce zbyt łatwe. Skorumpowani i niekompetentni urzędnicy robią wszystko by przekonać Polaków, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zrównanie z ziemią wszelkich urzędów.

Jestem pełen szacunku dla uczciwych gdańszczan, którzy lojalnie płacą lokalne podatki zdając sobie sprawę, że mogą być one wykorzystane na finansowanie ‘wakacji życia’ dla jakiegoś spryciarza. Niestety zdaję sobie sprawę, że podobnie wygląda sytuacja we wszystkich miastach, które posiadają departamenty ‚promocji’.