Wierzysz, że pieniądze nie dają szczęścia? Uważasz, że wzrost zamożności nie pociąga za sobą wzrostu zadowolenia z życia? Wpojono ci do głowy naukową poprawność Paradoksu Easterlina zgodnie, z którym bogatsze społeczeństwa nie są szczęśliwsze od biedniejszych, a bogacenie się państwa nie wpływa na poczucie szczęścia jego obywateli? Jesteś przekonany, że choć w obrębie danej społeczności bogatsi ludzie są szczęśliwsi od biedniejszych, to po osiągnięciu pewnego poziomu dochodów dalsze bogacenie się przestaje przynosić wzrost zadowolenia z życia? Cóż, najprawdopodobniej padłeś ofiarą propagandy sponsorowanej przez bogate społeczeństwa, której celem było demotywowanie biedniejszych krajów w walce o globalne zasoby gospodarcze…
Ustalmy pewne fakty: stwierdzenie, że pieniądze nie dają szczęścia jest truizmem. Oczywiście, że nie dają. Tak samo jak szczęścia nie daje miłość (gdy ma się raka), zdrowie (gdy jest się bankrutem) i rodzina (gdy przebywa się wraz z nią w obozie dla uchodźców). Dlatego zawsze zastanawiało mnie używanie powyższego truizmu w dyskusjach o sensie bogacenia się. Prawda o tym, bogactwo zwiększa komfort życia, a więc także szczęście (ceteris paribus) wydawała się dla mnie oczywista niemal od zawsze - także w odniesieniu do państw i społeczeństw.
Jednak od lat siedemdziesiątych większość przedstawicieli nauk społecznych uznawała prawdziwość Paradoksu Easterlina i wskazywała, że jedynie relatywna zamożność wpływa na poczucie szczęścia. Innymi słowy, relatywnie bogaty mieszkaniec Sudanu – posiadający 20 kóz i 5 krów może być równie szczęśliwy co yuppie z Manhattanu – tak długo jak nie wie, że ten yuppie wydaje równowartość całego jego majątku na ekskluzywną kolację. Co ciekawe, w badaniach nad przyczynami współczesnych wojen domowych Collier i Hoeffer wykazali, że to nierówna dystrybucja dochodów w obrębie społeczeństwa bardziej niż nominale ubóstwa danego państwa wpływa na zwiększenie prawdopodobieństwa wybuchu konfliktu. Posiłkując się przykładem społeczeństw zachodnich i obywateli Japonii komentatorzy twierdzili, że z zadowolenia z życia związanego z bogaceniem się ograbia ludzi spirala hedonizmu, w którą wpadają: chcą więcej i więcej. Polityczne implikacje Paradoksu Easterlina były gigantyczne: zakwestionowano związek pomiędzy wzrostem gospodarczym kraju (na przykład mierzonym przez PKB per capita) a zadowoleniem z życia obywateli.
Kilka miesięcy temu ukazała się praca naukowa Wolfersa i Stevenson, która wydaje się przewracać do góry nogami to, co naukowcy myśleli o związku zamożności i szczęścia. Trzy fundamentalne wnioski z analizy badaczy z University of Pennsylvania to: 1) bogaci ludzie są szczęśliwsi od biedniejszych, 2) zamożniejsze społeczeństwa są szczęśliwsze od uboższych oraz 3) wraz ze wzrostem zamożności kraju poczucie szczęścia jego obywateli zwykle także się zwiększa. Jednym zdaniem: zamożność ma znaczenie. Wolfers i Stevenson wykorzystali w swoich analizach badania opinii publicznej i dane o zamożności (na poziomie krajów podawane w PKB per capita). Ich badania przyniosły inne rezultaty od analiz Easterlina ponieważ korzystali z pełniejszej bazy danych (choć wciąż niedoskonałej) obejmującej większą liczbę lat i bardziej zróżnicowane pod względem dochodów społeczeństwa.
Najbardziej oczywiste wydają się wnioski w kwestii wpływu zamożności na szczęście w obrębie jednego społeczeństwa. Dane statystyczne nie pozostawiają żadnych złudzeń: wśród Amerykanów o dochodach powyżej 250 000 dolarów rocznie (na rodzinę) aż 90% uznaje siebie za bardzo szczęśliwych. Wśród przedstawicieli gospodarstw domowych o dochodzi poniżej 30 000 dolarów rocznie odsetek bardzo szczęśliwych spada do 42%. Badania z innych państw przynoszą podobne rezultaty.
O ile wnioski z poprzedniego akapitu wydają się oczywiste, to do niedawna powszechnie kwestionowano zależność pomiędzy zamożnością społeczeństwa a poczuciem zadowolenia jego członków. Badania Wolfersa i Stevenson są całkiem przekonywujące. Korzystając z Gallup World Poll, obejmującego ponad 130 krajów oraz danych o Produkcie Krajowym Brutto per capita korygowanym o siłę nabywczą (PPP – purchasing power parity) ekonomiści dowiedli, że istnieje ścisły związek pomiędzy szczęściem a zamożnością (korelacja na poziomie 0.82), związek ten ma charakter linearny (wzrost zamożności o 10% powoduje wzrost zadowolenia o około 10%) oraz wykracza poza magiczny poziom 15 000 dolarów – uznawany za próg zamożności czy satysfakcji, powyżej którego wzrost dochodów nie miał się przekładać na poczucie szczęścia. Oto graficzne przedstawienie tego tematu za NYT:

Za NYT
Co zmieniają powyższe badania? Przede wszystkim pokazują, że starania o wzrost gospodarczy są w gruncie rzeczy działaniami na rzecz zwiększenia zadowolenia z życia obywateli. Oczywiście ludzie nie stają się szczęśliwsi ponieważ mają więcej pieniędzy, ale z powodu rzeczy, jakie mogą za te pieniądze kupić (lepszej opieki medycznej, lepszej edukacji, zwiększonej konsumpcji, etc.). Uderzające jest tu przykład USA, gdzie mimo nominalnego wzrostu PKB per capita w ostatnich 30 latach nie zwiększyło się poczucie zadowolenia z życia Amerykanów. Mogło stać się tak z kilku powodów: większa część Amerykanów zarabia relatywnie mniej niż przed 30 laty (szokujące, ale prawdziwe), wzrost dochodów gospodarstw domowych jest wynikiem aktywizacji zarobkowej kobiet oraz duża część Amerykanów ma problem z zaspokojeniem dwóch podstawowych potrzeb: efektywnej opieki medycznej i wartościowej edukacji.
Related posts:







