Prof. Jan Winiecki w artykule dla Money.pl skrytykował tekst autorstwa Mariusza Zawadzkiego Kryzys cofnął Amerykę o 20 lat. W artykule, profesor odnosi się do tekstu dziennikarza Gazety Wyborczej takimi wyrażeniami jak ‘bzdura’, ‘nieuczciwość’, ‘dane z kosza na śmieci’, ‘człek nie zrozumiał’, ‘liczby pasowały do założonej tezy’.

Nie mam zamiaru dyskutować z tymi kontrowersyjnymi tezami prof. Winieckiego (jak tej, że bańkę na rynku nieruchomości wywołały starania rządów aby obniżać standardy kredytów hipotecznych), które nie mogę zweryfikować pokazaniem konkretnych danych (w kwestii standardów kredytów hipotecznych zainteresowani mogą zajrzeć tutaj i tutaj). Skomentuję rzeczy oczywiste.

Prof. Winiecki napisał: Przede wszystkim to, co pisze żurnalista tej gazety jest albo bzdurą, albo nieuczciwością. Jak można porównywać dane o wartości majątku ze szczytu bańki hipotecznej (2007) z danymi po załamaniu (2010)? I to w kraju, w którym ludzie nie trzymają oszczędności w bankach, tylko je inwestują – we własne domy, ale także na giełdzie i w różnego rodzaju funduszach.

Po pęknięciu bańki wartość domów, akcji giełdowych, jednostek funduszy inwestycyjnych spada do rekordowo niskich poziomów, po czym wraz z poprawą koniunktury idzie znowu w górę. Przez trzy lata – pisze ów żurnalista – przeciętna rodzina straciła 40% swego materialnego dorobku. Być może, tylko że nikt robi takich porównań.

Takie porównania robi biuletyn Rezerwy Federalnej. Co trzy lata Rada Gubernatorów Systemu Rezerwy Federalnej (Board of Governors of the Federal Reserve System) sponsoruje Sondaż Finansów Konsumenckich (Survey of Consumer Finances). Ostatnie cztery sondaży odbyły się latach 2001, 2004, 2007 i 2010.

Wyniki najnowszego Sondażu Finansów Konsumenckich komentowały i analizowały najważniejsze media biznesowe na świecie:

Cóż, najwyraźniej prof. Winiecki bardzo specyficznie definiuje wyrażenie ‚nikt’ skoro zalicza do niego najważniejsze globalne media biznesowe. A może wszystkie te media to jedynie anglojęzyczne dodatki do Krytyki Politycznej?

Oczywiście, dane w sondażu są zniekształcone przez pęknięcie bańki na rynku nieruchomości, kryzys finansowy i recesję spowodowane przez to wydarzenie. Rzecz w tym że dane z lat 2004 i 2007 były zniekształcone przez tworzenie się bańki na rynku nieruchomości. Skoro majątek Amerykanów ‚sztucznie’ powiększał się w latach 2001-2007 i znalazło to odzwierciedlenie w danych to nie ma sensu obrażać się na ‚urealnienie’ tych danych, które nastąpiło w okresie 2007-2010.

Jeśli prof. Winiecki nie chce porównywać danych z lat 2007 i 2010 może porównać dane z lat 2001 i 2010. Mediana majątku netto amerykańskich rodzin spadła w tym czasie ze 106 000 USD do 77 000 USD. Spadek o 27%. Mediana majątku netto amerykańskich rodzin znajduje się na poziomie z 1992 roku! Specjalnie dla Profesora, tabela:

Za Federal Reserve Bulletin

Przy okazji znaleźliśmy odpowiedź na rozpaczliwe pytanie prof. Jana Winieckiego: Poza tym same dane użyte przez żurnalistę robią wrażenie wziętych z kosza na śmieci. Skąd wziął – absurdalnie zaniżone – dane, że przeciętna rodzina z klasy średniej w 2007r. miała majątek rzędu 126 tys. dol, a w 2010 r. już tylko 77 tys. dol.?

Można się oczywiście spierać o to czy Mariusz Zawadzki nie powinien napisać ‘majątek netto’. Moim zdaniem, powinien użyć wyrażenia ‘majątek netto’.

Myślę jednak, że przeciętny czytelnik przez słowo majątek rozumie właśnie majątek netto a nie aktywa. Potocznie, zdanie ‘Kowalski ma majątek rzędu 5 mln’ znaczy ‘aktywa Kowalskiego minus pasywa Kowalskiego wynoszą 5 mln’. Nikt nie pomyśli, że ktoś kto ma 10 mln długu i wartą 5 mln ville ma majątek 5 mln.

Zabawna historia, niepozorna tabelka z 17 strony raportu pozwala odnieść się do kolejnego fragmentu tekstu prof. Winieckiego: Dalej sugeruje, że bogacze (obowiązkowa terminologia marksistowska, neo, czy nie neo!) tyle nie stracili, bo mają inne inwestycje, np. na giełdzie, czy w różnych funduszach. Kolejna bzdura.

To proszę spojrzeć na dane o majątku netto najbogatszego (kryterium dochodów) decyla amerykańskich rodzin. Zwiększył się z 1 021 000 USD w 2001 do 1 194 000 USD w 2010. Mało tego, zdołał wzrosnąć (cały czas posługuję się medianą) nawet w okresie katastrofalnych ostatnich 3 lat! 

Profesor kontynuuje: Na giełdzie i w różnych funduszach lokują w USA pieniądze nie tylko bogacze, ale grubo ponad połowa Amerykanów, czyli cała klasa średnia i jeszcze troszkę.

To prawda. Warto jednak wiedzieć, że im wyższe dochody rodziny tym większy jest udział aktywów finansowych, takich jak akcje i obligacje w aktywach tej rodziny. Specjalnie dla Profesora, tabela pokazująca to zjawisko. Z lewej strony mediana wartości aktywów w USD (wśród rodzin posiadających ten typ aktywów), z prawej strony odsetek rodzin posiadających daną klasę aktywów.

Za Federal Reserve Bulletin

Proszę zwrócić uwagę, że akcje obligacje, obligacje oszczędnościowe oraz udziały w funduszach posiada odpowiednio 48%, 8%, 24% i 32% rodzin z najbogatszego decyla (kryterium dochodowe) lecz jedynie 12%, 0%, 11% i 6% rodzin ze środkowego kwintyla (percentyle od 40 do 60). Naturalnie, ze wzrostem zamożności związany jest także wzrost wartości posiadanych aktywów finansowych oraz ich udział w aktywach ogółem!

Powyższe informacje o ekspozycji poszczególnych grup dochodowych na rynek obligacji pozwalają także wyrobić sobie zdanie o kolejnej tezie prof. Winieckiego, że klasa średnia straciła przede wszystkim z powodu spadku realnego oprocentowania obligacji skarbowych.

W odkryciu przyczyn kurczenia się majątku netto klasy średniej pomocna może się także okazać poniższa tabelka, która pokazuje jaki procent wszystkich aktywów stanowi wartość głównego domu:

Za Federal Reserve Bulletin

Ceny nieruchomości spadły o około 22% pomiędzy sondażem z 2007 roku a sondażem z 2010 roku.

Prof. Winiecki dodaje: Działania polityki rządu i polityki monetarnej FED-u są przejrzyste w swoich intencjach. Idzie o wywołanie inflacji i pomniejszenie w ten sposób realnego zadłużenia władz publicznych. Obligacje i zaciągane kredyty spłacane będą, bowiem, inflacyjnym pieniądzem. Politycy unikną wtedy konieczności dokonywania niepopularnych decyzji, gdzie obciąć wydatki mniej, a gdzie więcej.

Tyle, że odbędzie się to głównie kosztem tych, którzy oszczędzają.

Dobrą ilustracją tej tezy będzie wykres inflacji konsumenckiej w USA. W latach 2007-2010 spadła o około 1 pp:

Za Stooq

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na drugą stronę bilansu amerykańskich rodzin, czyli pasywa. Stosunek długu do aktywów, czyli poziom dźwigni finansowej amerykańskich rodzin wynosił 16,4% w 2010 (na każdy 1000 USD aktywów przypada 160 USD długu) roku. Dla najbogatszego decyla wynosił 9,8%, dla klasy średniej (środkowego kwintyla) wynosił 26,5%, dla najbiedniejszego kwintyla wynosił 18,3% (tabela 12, strona 56). Najbogatsi Amerykanie mają więc największe oszczędności netto i najmniejszy udział długu w wielkości aktywów.

Prof. Winiecki twierdzi, że pro-inflacyjna polityka FED pomaga dłużnikom kosztem oszczędzających.