Zastanawiam się czy poglądy polityczne mają istotny wpływ na postrzeganie serialu Mad Men. To wielokrotnie nagradzana opowieść o życiu pracowników agencji reklamowej z Nowego Jorku, której akcja toczy się w latach 60.

Z jednej strony to serial pokazujący świat, do którego wielu ludzi przeniosłoby się w mgnieniu oka. Mężczyźni byli głowami rodzin a największym marzeniem kobiety było znalezienie porządnego męża. Granice pomiędzy poszczególnymi grupami społecznymi, rasowymi czy zawodowymi były wyraźne nakreślone a za ich złamanie groziły surowe sankcje. Molestowanie seksualne i mobbing był częścią prerogatyw kadry managerskiej, rasistowskie i homofobiczne zachowania były w pełni akceptowane.

Z drugiej strony, serial pozwala sobie uświadomić jak diametralnie zmienił się świat w okresie zaledwie pięćdziesięciu lat. To musi być niezwykle bolesna konstatacja dla wszystkich, którzy sprzeciwiają się trwającym zmianom społecznym.

W drugim sezonie w osłupienie wprawił mnie ten fragment: po skończonym pikniku w miejskim parku, mężczyzna z wyższej klasy średniej wyrzuca puszkę po piwie na trawę a jego żona zabiera koc, sprawdza czy dzieci mają czyste ręce i odchodzi do samochodu pozostawiając za sobą stertę wytworzonych śmieci. Tak po prostu.

Sprawdziłem za pomocą Google co Amerykanie pamiętający lata 60. sądzą o historycznej poprawności tej sceny. Zdecydowana większość wyrażała opinię, że trafnie oddano stosunek Amerykanów z lat 60. do środowiska naturalnego. Jeszcze dwa pokolenia temu, przeciętny Amerykanin z klasy średniej nie widział nic niewłaściwego w tym, że wytworzone przez siebie śmieci zostawiał tam gdzie było mu to wygodne: w parku, w lesie, na poboczu drogi.

Podobna zmiana objęła prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. W latach 60. takie zachowanie nie budziło potępienia. W niektórych grupach społecznych było czymś powszechnym. Teraz, z wyjątkiem raczej wąskiej grupy skretyniałych chamów, jazda pod wpływem alkoholu jest w najlepszym wypadku skrzętnie ukrywanym wybrykiem, powodem do wstydu i poczucia winy.

Pomyślałem sobie o tym, podczas jednego z codziennych, porannych spacerów po świeżą bagietkę na śniadanie. Do przejścia mam nie więcej niż 200 metrów, w centrum Krakowa. Praktycznie za każdym razem omijam dwie, trzy psie kupy.

Być może za pięćdziesiąt lat te psie kupy na ulicach polskich miast będą jedynie wspomnieniem. Podzielą los piknikowych śmieci w amerykańskich parkach.

Być może to samo stanie się z wieloma nieakceptowanymi przeze mnie zachowaniami społecznymi, które wydają się nieodłączną częścią współczesnego życia. Amerykańscy siedemdziesięciolatkowie w czasach Mad Mena pomiętali czasy, w których ‘porządna’ kobieta nie mogła samotnie jadać w restauracji, a czarny mężczyzna mógł zostać wychłostany za rozmowę z białą kobietą. Współcześni siedemdziesięciolatkowie w USA pomiętają czasy, w których kobieta nie mogła zostać prezesem dużej firmy a Czarni i Biali tworzyli oddzielne segmenty konsumentów. Co my będziemy pamiętać za 40 lat?