Wiele razy zastanawiałem się dlaczego w Irlandii nie doszło do rewolucji a politycy odpowiedzialni za przerzucenie kilkudziesięciu miliardów euro długów wygenerowanych przez lekkomyślnych bankierów na barki społeczeństwa nie ponieśli za ten czyn żadnej odpowiedzialności.

Myślę, że dzięki prezydentowi Wrocławia jestem bliższy rozwiązania tej zagadki.

Wczoraj prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz, w imieniu miasta przekazał klubowi Śląsk Wrocław dwa miliony złotych. Tak po prostu.

Operacji tej nie przeprowadzono w ukryciu. Odbyła się niemal w świetle kamer. Poinformowały o niej media.

Ktoś zapyta: co w tym dziwnego?

Zacznijmy od tego, że 51% akcji Śląska Wrocław ma Zygmunt Solorz. Biznesman zajmuje drugie miejsce na liście najbogatszych Polaków, z majątkiem 8,5 mld złotych.

Jeśli Solorz jest właścicielem połowy Śląska Wrocław a miasto przekazało Śląskowi dwa miliony złotych publicznych pieniędzy to w pewnym sensie połowa tej kwoty zasiliła majątek Solorza. W pewnym sensie Solorz otrzymał od miasta Wrocław milion złotych, zebranych w podatkach od wrocławskich kasjerek, nauczycieli i drobnych przedsiębiorców.

Moje pytanie brzmi: kto wpadł na pomysł, że człowiek dysponujący majątkiem rzędu 8,5 mld złotych potrzebuje milion złotych dofinansowania?

Spójrzmy na sprawę z innego punktu widzenia: 90% przychodów Śląska Wrocław przeznaczanych jest na pensje piłkarzy. Można więc założyć, że 1,8 miliona złotych, które miasto przekazało klubowi trafi na pensje dla piłkarzy. Piłkarze Śląska zarabiają kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Niektórzy z nich, pewnie 50 000 – 60 000 miesięcznie. Miasto Wrocław dofinansowało ich zarobki kwotą 1,8 mln złotych.

Skąd miasto Wrocław wzięło te pieniądze? Z podatków. Z podatków, które płacą wszyscy Wrocławianie: kasjerki, nauczyciele, lekarze, drobni przedsiębiorcy. Z tych pieniędzy dofinansowało pensje 20-30 bardzo zamożnych ludzi, zarabiających 10 może 20 razy tyle ile zarabia przeciętny Wrocławianin.

Z jakiegoś powodu miasto Wrocław uznało, że powinno pomóc zarabiającemu 60 000 złotych piłkarzowi a nie zarabiającemu 6 000 chirurgowi czy zarabiającemu 3 000 nauczycielowi czy zarabiającemu 600 złotych (na ‘fuchach’) bezrobotnemu.

To wszystko jest jawne, przeciętny Wrocławianin zapewne zdaje sobie z tego sprawę i nic, absolutnie nic, się nie dzieje. Miasto Wrocław wydaje dwa miliony złotych na subsydiowanie miliarderów i milionerów a ludzie mają to gdzieś. Przyzwyczaili się.