Całkiem przypadkowo, poprzez odnośnik na głównej stronie onet.pl, przeczytałem tekst Korwina-Mikke ‘PER ASPERA – AD ASTRA’. Nie chciałbym polemizować z całym tekstem ponieważ mam wrażenie, że jest on efektem erupcji ogromnej dawki negatywnych emocji człowieka niezadowolonego ze swej pozycji w życiu publicznym, a nie racjonalnej analizy. Kilka pobocznych tez tekstu bardzo mnie jednak zainteresowało i chciałbym wyrazić swoją opinię w trzech zasadniczych kwestiach, a przy okazji pokazać jak łatwo, korzystając z łatwowierności i lenistwa intelektualnego czytelników, zbudować koherentny tekst w oparciu o wzajemnie sobie zaprzeczające spostrzeżenia.
Korwin-Mikke napisał: Dziś Europy już nie ma. Jesteśmy mało ważnym przylądkiem potężnej Azji, zależymy od (też zarażonej rodzinną chorobą – ale jeszcze potężnej) Ameryki. Po pierwsze, z geograficznego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie by uznać Europę za półwysep Azji, co ciekawe, pod względem liczby ludności porównywalny z półwyspem Indyjskim czy Indochińskim. Być może warto wreszcie zaakceptować fakt, że Europa jest niewielkim kontynentem, zamieszkanym przez niewielką liczbę ludzi i fakt, że dużo większa i liczniejsza Azja produkuje więcej dóbr nie jest czymś dziwnym czy niepokojącym.
Zdumiewa mnie łatwość z jaką tysiące ludzi przyjmuje tezę o upadku Europy za słuszną. Wszelkie rankingi mierzące ‘jakość życia’ wskazują na coś zupełnie przeciwnego. Europejczycy stworzyli na swoim kontynencie unikalne środowisko pozwalające im cieszyć się życiem na skalę niespotykaną w historii. Jedynie kilka państw pozaeuropejskich może konkurować w tej dziedzinie ze Starym Kontynentem. Nie dostrzegam także upadku Europy w dziedzinie gospodarczej, kulturowej, naukowej czy ideologicznej. W gruncie rzeczy uważam, że wszystkim współczesnym ludziom brakuje adekwatnej perspektywy czasowej by z przekonaniem mówić o upadku Europy.
Zresztą przekonanie o tym, że Europa powinna dominować na świecie jest czystym szowinizmem. Naukowy paradygmat uznaje, że ludzie są statystycznie równo obdarzeni intelektem, pracowitością i etyką – całym aparatem potrzebnym do rozwoju cywilizacji. Jeśli tak jest, to dominację Europy w wiekach XVI, XVII, XVIII i XIX można uznać za odstępstwo od globalnego długoterminowego trendu rozwojowego. Powrotem do tego trendu jest obecny wzrost gospodarczy Azji, który sprawia wrażenie, że Azja dogania Europę. Ponieważ Azjatów jest więcej i są równie zdolni co Europejczycy, nie widzę powodu by traktować rozwój Azji jako porażkę Europy.
Aktualne dane statystyczne, mierzące wyniki gospodarcze czy naukowe per capita w najmniejszym stopniu nie wskazują na upadek Europy. Oczywiście Europa jako kontynent traci udział w globalnym PKB czy handlu zagranicznym, ale to proces oczywisty ze względu na geograficzne i demograficzne ograniczenia kontynentu.
O ile teza o upadku Europy mnie drażni, to przekonanie o wielkości Azji działa na mnie jak czerwona płachta na byka. Gdzie jest ta potężna Azja? Gdzie jest Azja jako całość? Czy wielka Azja to kraje arabskie żyjące ze sprzedaży ropy i utrzymujące niemal feudalne zależności społeczne? Czy implodujący Pakistan to część potężnej Azji? A Indie, kraj, który przez dwa dni nie mógł sobie poradzić z kilkoma uzbrojonymi terrorystami też jest częścią wielkiej Azji wraz ze swoim nieoficjalnym systemem kastowym i kilkusetmilionową klasą niepiśmiennej biedoty żyjącej w slumsach? Pogrążona w walkach etnicznych Indonezja to też Azja? A Myanmar? Nie ma czegoś takiego jak Azja w kontekście modelu gospodarczego czy społecznego. O ile można mówić o Europie w tym kontekście, to pisanie o potężnej Azji w znaczeniu innym niż zagregowane dane statystyczne państw tego kontynentu jest nonsensem. Przecież dwa najważniejsze kraje Azji: Indie i Chiny, to największa na świecie demokracja parlamentarna i największa na świecie pół-totalitarna dyktatura. Zastanawiam się także czy do wielkiej Azji zalicza się Japonię i azjatyckie tygrysy, a więc państwa w dużym stopniu zeuropeizowane, w których azjatycką pracowitość i kolektywność połączono z europejską kreatywnością i indywidualizmem.
Zresztą teza o potężnej Azji zostanie przetestowana w 2009 roku na płaszczyźnie gospodarczej. Już dziś konsensus analityków przyjmuję, że gospodarki państw Azji nie oprą się spowolnieniu w Europie i w USA, co sugeruje zależność, by nie powiedzieć podrzędność, Azji w stosunku do Euroameryki. Proszę zwrócić uwagę na tę depeszę PAP: Zamknięcie w 2008 roku 4800 fabryk zabawek w Chinach z powodu światowego kryzysu spowodowało utratę pracy przez około 2 mln osób – poinformował we wtorek dziennik ‘South ChinaMorning Post’.
W sumie około 10 mln osób straciło w ostatnich miesiącach pracę w Chinach z powodu globalnego kryzysu finansowego.
Liczba fabryk zabawek w Chinach spadła w zeszłym roku z 8000 do 3200, z czego większość znajduje się w prowincji Guangdong, na południu kraju.
Pan Korwin-Mikke promuje tezy o upadku Europy i wielkości Azji. W tym samym jednak tekście zamieścił taką opinię: Cały XX wiek – to jeden wielki proces niszczenia europejskiej kultury. Bolszewicy i maoiści głosili to zupełnie jawnie – a taki Leon Blum, Róża Luksemburżanka głosili i praktykowali stopniowe zaprzeczanie wszelkim dotychczasowym elementom kultury europejskiej – od wiary chrześcijańskiej i zasady ochrony własności prywatnej – po podważanie pojęcia małżeństwa, rodziny i świętości życia ludzkiego. Cały XX wiek to powolne, ale systematyczne i konsekwentne podważenie tego, co zapewniło nam, Europejczykom, prymat na świecie. Jak rozumiem, wiara chrześcijańska, zasada ochrony własności prywatnej, szacunek dla małżeństwa, rodziny, świętości życia ludzkiego to czynniki, które zapewniły prymat Europejczykom. Z drugiej strony, Europa jest przylądkiem potężnej Azji. Tej samej Azji, w której chrześcijanie stanowią marginalną mniejszość, w której na porządku dziennym jest systemowe uśmiercanie milionów nienarodzonych dzieci (Chiny i Indie) – zapisane jako integralna część polityki społecznej państwa, w której niedemokratyczne rządy nie mają najmniejszego szacunku dla życia ludzkiego, o własności prywatnej nie wspominając (by przypomnieć tylko wysiedlenia kilku milionów ludzi związane z budową Tamy Trzech Przełomów). Jak więc to jest? Albo pan Korwin-Mikke wybrał złe czynniki zapewniające prymat Europejczykom, albo Azjaci znaleźli alternatywną drogę do rozwoju.
Oczywiście dostrzegam oznaki kryzysu w Europie i z podziwem patrzę na rozwój wielu azjatyckich krajów – daleki jednak jestem od demagogicznego wieszczenia upadku Europy. Jestem także dużo ostrożniejszy w szukaniu powodów wspomnianych tendencji, ponieważ przypisując odpowiedzialność za upadek Europy czynnikom powszechnym w szybko rozwijającej się Azji, narażałbym się na zarzuty o brak intelektualnej uczciwości.
Related posts:







