Grzegorz Zalewski napisał o dyskusji toczącej się wokół metodologicznej poprawności raportu, w którym stwierdzono, że 800 000 dzieci w Polsce jest niedożywionych i który przypomniał Polakom, że szczaw jest jadalny.

Prof. Janusz Czapiński zarzuca autorom raportu błędy metodologiczne, między innymi to, że „w grupie szkół, do których się dodzwoniono, prawie 67 proc. było na wsiach”, co nie odpowiada strukturze geograficznej szkół podstawowych w Polsce.

Prof. Dominika Maison, właścicielka Domu Badawczego Maison, który przeprowadził kontrowersyjne badania odpowiedziała na zarzut prof. Czapińskiego: Próba w naszym badaniu jest spójna z danymi Centrum Informatycznego Edukacji, a także z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, które pokazują, że od 67 proc. (wg CIE) do 69 proc. (wg GUS) szkół podstawowych jest zlokalizowanych na wsiach.

Spróbujcie przez chwilę zastanowić się nad powyższą wypowiedzią i odpowiedzieć na pytanie: co takiego przeoczyła profesor Dominika Maison?

Otóż, moim zdaniem, profesor Maison przeoczyła fakt, że badała liczbę niedożywionych dzieci a nie liczbę niedożywionych szkół. To poważne przeoczenie jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że w szkołach w mieście uczy się przeciętnie kilka razy więcej dzieci niż w szkołach na wsi.

Z danych GUS, Oświata i wychowanie w roku szkolnym 2011/2012, wynika, że do przeciętnej wiejskiej szkoły podstawowej uczęszczało 97 uczniów (870 000 dzieci w 9 011 szkołach) a do przeciętnej miejskiej szkoły podstawowej uczęszczało 325 uczniów (1 290 000 dzieci w 3 975 szkołach). Tak więc w miejskich szkołach podstawowych uczyło się 60% dzieci (tabela na stronie 64).

Istnieje oczywiście możliwość, że prof. Maison zdawała sobie sprawę z tego problemu i odpowiednio zważyła wyniki sondażu. Nie uznała jednak za stosowne o tym powiedzieć dlatego przyjmuję, że tego nie zrobiła.

Dopisane: Co ciekawe, z samego raportu wynika, że problem niedożywienia jest tym większy im większa jest miejscowość (7,2% na wsi i 10,7% w mieście powyżej 200 000 mieszkańców). Tak więc dobranie poprawnej próby teoretycznie mogłoby zwiększyć odsetek a więc i liczbę niedożywionych dzieci.