Chrystia Freelend wygłosiła prezentację o globalnych nierównościach ekonomicznych.

Co prawda, Freeland popełniła merytoryczny i wizerunkowy błąd wrzucając do jednego worka beneficjentów rabunkowych prywatyzacji w regionie post-sowieckim, feudalnego systemu polityczno-społecznego na Bliskim Wschodzie, mafijnego charakteru wielu afrykańskich państw, konsekwencji istnienia systemu kapitalizmu kolesiów (na przykład w postaci ogromnych publicznych subwencji dla zbyt dużych by upaść instytucji finansowych) w państwach rozwiniętych oraz kreatywności, przedsiębiorczości i efektu sieciowego technologicznych miliarderów, ale nie zmienia to faktu, że poruszony przez nią problem jest istotny.

Wychodzę jednak z założenia, że nie ma znaczenia jak ważny jest problem – nic nie usprawiedliwia posługiwania się słabymi argumentami. Dlatego rozczarowałem się gdy już w drugiej minucie prezentacji Freeland podaje jako przykład ekonomicznej nierówności fakt, że majątek dwóch najbogatszych Amerykanów w 2005 roku – Billa Gatesa i Warrena Buffetta był większy niż skumulowany majątek najmniej zamożnych 40% Amerykanów, 120 mln ludzi.

Nie sądzę by Freeland podała błędny argument. Te obliczenia mogą być poprawne. Rzecz w tym, że nie mają znaczenia. Dlaczego?

Myślę, że mój prywatny majątek jest większy niż skumulowany majątek około 20%-25% amerykańskich gospodarstw domowych. Nie, nie jestem miliarderem.

Argument opiera się na banalnym tricku. W każdym społeczeństwie, kilka, kilkanaście, czasem „niskie” kilkadziesiąt procent społeczeństwa ma ujemny majątek netto. Zgodnie z Survey of Consumer Finances z 2010 roku, około 25% amerykańskich gospodarstw domowych miało negatywny majątek netto.

Tak więc drogi czytelniku, jeśli nie masz kredytu a posiadasz na przykład samochód i trochę oszczędności, to masz większy majątek niż skumulowany majątek 1/4 najmniej zamożnych Amerykanów. Rzecz w tym, że ta informacja nie ma większego znaczenia.

To normalne, że w państwach z płatnymi (i drogimi) studiami wyższymi spora część młodych ludzi ma ujemny majątek netto (nawet przy wysokich dochodach). Jeśli weźmiemy pod uwagę, że dla większości ludzi zakup nieruchomości jest największą (najbardziej wartościową) życiową inwestycją a kilka lat temu byliśmy świadkami przekłucia sporego spekulacyjnego bąbla na rynku nieruchomości to możemy się spodziewać, że ujemna wartość netto (różnica pomiędzy rynkową wartością nieruchomości a pozostałym do spłacenia kredytem hipotecznym) milionów nieruchomości sprawi, że majątek netto milionów gospodarstw domowych będzie negatywny.

Myślę, że spora część, dobrze zarabiającej polskiej klasy średniej, która na szczycie bańki na rynku nieruchomości kupowała mieszkania i brała kredyty we frankach ma ujemny majątek netto.

Warto też pamiętać, że nierówność majątkowo będzie zawsze dużo większa niż nierówność dochodowa z tego prostego powodu, że majątek podlega akumulacji (często przez pokolenia) a więc jest bardziej podatny niż dochody na czynnik wieku.

Nie zmienia to oczywiście faktu, że nierówności ekonomiczne (zarówno majątkowe jak i dochodowe) przybierają niepokojące rozmiary, zdecydowanie przewyższające poziomy, które szacują Amerykanie oraz, które uznają za społecznie korzystne.