Znana konserwatywna publicystka z USA napisała wczoraj niezwykle zabawny tekst, w którym dowodzi, że wzrost zainteresowania piłką nożną jest oznaką moralnego upadku amerykańskiego społeczeństwa. Jeśli macie pięć minut czasu na przeczytanie czegoś tak ignoranckiego, że kilka razy w trakcie czytania sprawdzicie czy nie jesteście na The Onion, to śmiało, zapoznajcie się z tekstem pani Coulter.

Ten artykuł przypomniał mi o wiekopomnym osiągnięciu innego konserwatywnego komentatora i tropiciela politycznej poprawności czyli felietonie pana Zdorta o biegactwie. Pan Zdort nie tylko zdemaskował w swoim tekście polityczno-poprawną genezę słowa półmaraton (nic nie wspomniał o półbutach, w których biegają uczestnicy półmaratonu) ale także pokazał intelektualną odwagę wyznając, że bieganie zawsze uważał za rozrywkę dla ludzi o, powiedzmy, niezbyt subtelnej umysłowości.

Już wtedy wpadłem na pomysł napisania niniejszego tekstu, który z powodu wiosennego lenistwa odłożyłem na półkę. Tekst muszę rozpocząć od ważnego oświadczenia: lubię piłkę nożną i lubię biegać. Nie dlatego jednak poświęcam uwagę tym dwóm trywialnym w gruncie rzeczy problemom. Są one moim zdaniem świetnymi przykładami dominującej w mediach, po obydwu stronach ideologicznej barykady (w Europie i w Polsce to lewicowi intelektualiści wyśmiewają piłkę nożną jako rozrywkę dla prymitywnych mas), postawy intelektualnej.

Kilkuletnie dzieci mają olbrzymie problemy zrozumieć i zaakceptować fakt, że inni ludzi lubią potrawy, które one nie znoszą. Mam kilka dziwnych upodobań kulinarnych więc dosyć łatwo jest mi dostrzec tę postawę. Kilkuletnie dzieci są intelektualnie i emocjonalnie niezdolne do zrozumienia, że ktoś może jeść coś co im nie smakuje – przecież kalafior albo brukselka są obrzydliwe! Skoro dla nich są obrzydliwe to muszą być obrzydliwe i wszyscy inni ludzie na pewno odczuwają tę samą obrzydliwość co one. Gdzieś w procesie socjalizacji dzieci uczą się, że ludzie mają różne preferencje. Jedni lubią czekoladę, inni lubią brukselkę, pewnie są tacy co lubią brukselkę w czekoladzie.

Najwyraźniej, duża część ludzie mediów, medialnych ekspertów i intelektualistów przespała ten okres w procesie socjalizacji. Są emocjonalnie i intelektualnie niezdolni do spojrzenia na świat z perspektywy innych ludzi nawet w tak trywialnych sprawach jak wybór rozrywki czy ulubionej dyscypliny sportowej. W pewnym sensie wypełniają część definicji palanta z fantastycznego tekstu Erica Schwitzgebela: Palant wykazuje karygodną niezdolność do zrozumienia punktu widzenia otaczających ich ludzi i traktuje ich jak stworzonych do manipulowania pionków albo idiotów, z którymi trzeba się użerać, a nie etycznie i poznawczo równe mu podmioty.

Zakładam naturalnie, że w swoich felietonach Coulter i Zdort przekazali swoje szczere, prawdziwe przemyślenia a nie pisali ignoranckiego, kontrowersyjnego tekstu w celu przyciągnięcia uwagi i podwojenia liczby kliknięć i komentarzy. Bez wątpienia, regularność z jaką niektórzy politycznie niepoprawni buntownicy publikują swoje niepokorne, oryginalne i kontrowersyjne opinie (w cotygodniowym felietonie) nie pozwala na zignorowanie tej hipotezy.

Jeśli jednak spora liczba medialnych komentatorów i intelektualistów naprawdę nie jest w stanie zrozumieć powodów, dla których część ludzi preferuje piłkę nożną od baseballu albo bieganie od jazdy na rowerze (w moim przypadku istotną rolę odgrywa ból mojego płaskiego tyłka wywołany kształtem rowerowego siodełka) i zaakceptować, że różne od ich prywatnych wyborów preferencje, nie muszą oznaczać moralnego zdeprawowania albo intelektualnej ułomności to oznacza to fatalną wiadomość dla ludzi, którzy poważnie traktują ich opinie w istotnych kwestiach społecznych i ekonomicznych.

Nasze ideologiczne stanowisko w większości kwestii społecznych i ekonomicznych jest wynikiem naszych, czasem ukrytych czasem jawnych, preferencji etycznych. Co więcej, o ile relatywnie łatwo jest dostrzec powody preferowania jednej dyscypliny sportu od innej to poznanie i zrozumienie preferencji leżących u podłoża poparcia dla konkretnych rozwiązań społecznych i ekonomicznych wymaga sporego wysiłku intelektualnego. Tylko naiwna osoba może oczekiwać, że komentator, który nie jest w stanie zrozumieć powodów, dla których część ludzi biega a nie jeździ na rowerze będzie w stanie uwzględnić w swojej analizie ważnych problemów społecznych (na przykład kwestii praw osób o innej orientacji seksualnej) etyczne założenia stojące za wrogą mu ideologiczną postawą.

Dlatego moim zdaniem nie należy niedoceniać znaczenia wspomnianych wyżej opinii i argumentów w trywialnych, marginalnych kwestiach. Analizowanie stanowisk komentatorów w mało złożonych, łatwych do zrozumienia kwestiach może być najprostszym sposobem na poznanie ich etycznych preferencji, intelektualnej i emocjonalnej dojrzałości i rzetelności procesu myślowego, który prowadzi ich do konkretnych opinii. Oszacowanie tych trzech intelektualnych i emocjonalnych właściwości pozwoli nam szybko ocenić czy w ogóle warto zawracać sobie głowę opiniami tych ludzi w złożonych kwestiach społeczno-ekonomicznych.