W czwartek na wyborcza.biz opublikowano chwytające za serce relacje frankowców,* czyli posiadaczy kredytów walutowych denominowanych w szwajcarskim franku. W artykule znalazła się między innymi taka wypowiedź:

Powiem tak, przed kredytem żyliśmy jak ludzie: narty, urlop w Toskanii, obiad w restauracji. Po kredycie budzimy się właściwie tylko po to, by pracować, i to od piątej rano.

Po przeczytaniu tego fragmentu pomyślałem sobie, że zabiegający o społeczne poparcie frankowcy postąpią mądrze jeśli w swoich publicznych wypowiedziach powstrzymają się od obrażania 70%-80% społeczeństwa, któremu nigdy nie było (i zapewne nie będzie) dane żyć jak ludzie.

W artykule na wyborcza.biz głos zabrała także Pani Martyna, która wraz z mężem nie może znieść presji płacenia raty hipotecznej w wysokości 5,5 tysiąca złotych przy dochodach netto gospodarstwa domowego na poziomie 14 tysięcy zł. Małżeństwo zrezygnowało już z wyjazdu na narty i karnetu na jogę i rozważa ogłoszenie upadłości konsumenckiej (przy wskaźniku kosztu obsługi kredytu do dochodów netto poniżej 40%).

Naturalnie, szacowanie właściwości jakiejś grupy ludzi na podstawie opisywanych w mediach jej przedstawicieli jest działaniem, które naraża podejmujące go osoby na ryzyko popełnienia monstrualnych błędów. Przydałyby się rzetelne dane o zamożności posiadaczy kredytów we frankach.

Na przykład, piszący dla Super Expressu (a wcześniej dla Faktu) publicysta – Łukasz Warzecha autorytatywnie stwierdził w artykule opublikowanym w Wirtualnej Polsce, że opinia o tym, że frankowi kredytobiorcy to w większości ludzie majętni to mit, niepoparty liczbami.

Zajrzyjmy więc do, tworzonego przez Narodowy Bank Polski, Raportu o stabilności systemu bankowego z lipca 2013 roku. Znajduje się w nim ramka omawiająca jakość walutowych i złotowych kredytów mieszkaniowych i sytuację finansową gospodarstw spłacających te kredyty. Możemy w niej przeczytać:

Średnie dochody kredytobiorców spłacających walutowe kredyty mieszkaniowe są istotnie wyższe niż dochody kredytobiorców spłacających kredyty złotowe oraz od średniego dochodu gospodarstwa domowego w Polsce. Średni dochód kredytobiorców spłacających walutowe kredyty mieszkaniowe jest o około 15–18% wyższy niż średni dochód kredytobiorców spłacających kredyty złotowe i o około 65–77% wyższy od średniego dochodu gospodarstwa domowego w 2011 roku.

Powyższe dane zilustrowano w raporcie NBP dwoma wykresami pokazującymi jaki odsetek posiadaczy kredytów złotowych, walutowych i wszystkich gospodarstw domowych mieści się w sześciu przedziałach dochodowych. Wykres po lewej stronie dotyczy struktury ilościowej kredytów, a po prawej stronie wartościowej:

Za NBP

Za NBP

Na wyższy poziom dochodów posiadaczy kredytów walutowych wskazują też wyniki ankiety przeprowadzonej przez NBP. Wykres poniżej pokazuje rezultaty tego badania – średni dochód na osobę w gospodarstwie domowym kredytobiorców, którzy w danym kwartale zaciągnęli kredyty złotowe i walutowe. Jak widać, w całym okresie 2006-2012 kredyty walutowe zaciągały gospodarstwa o przeciętnie wyższych dochodach niż gospodarstwa zaciągające kredyty złotowe. Od drugiej połowy 2008 roku różnica zaczęła dramatycznie się zwiększać co było wynikiem nowego, bardziej konserwatywnego podejścia banków do badania zdolności kredytowej osób zaciągających walutowe kredyty mieszkaniowe.

Za NBP

Za NBP

Tak więc, z opublikowanych przez Narodowy Bank Polski oraz Komisję Nadzoru Finansowego danych o sytuacji finansowej posiadaczy kredytów złotych i kredytów walutowych wynika, że przeciętni posiadacze mieszkaniowych kredytów walutowych to ludzie osiągający znacznie wyższe dochody niż przeciętni Polacy oraz wyższe dochody niż posiadacze złotowych kredytów mieszkaniowych.

Czy ma to jakieś znaczenie w trwającej dyskusji o kredytach walutowych? I tak, i nie. Z jednej strony nie ma żadnego znaczenia jeśli uznamy, jak autor niniejszego bloga, że jakakolwiek dyskusja o systemowych rozwiązaniach kwestii kredytów frankowych, w sytuacji, w której spłacalność tych kredytów nie tworzy systemowego ryzyka (i utrzymuje się na przyzwoitym poziomie), jest pozbawiona sensu. Krótko mówiąc, jeśli nie występuje nadzwyczajna sytuacja to nie ma sensu podejmować nadzwyczajnych środków.

Jeśli ktoś jest innego zdania i uważa, że frankowcy, jako całość, powinni skorzystać z pomocy państwa i podatników, to rzeczywiście mógłby się zastanowić czy pomoc państwa powinna być kierowana do relatywnie zamożnej części społeczeństwa, w sytuacji, w której problemy biednej części społeczeństwa są systematycznie ignorowane. Być może ewentualną pomoc należałoby skierować do wąskiej grupy frankowców znajdujących się w rzeczywistym stresie finansowym?

* Nieśmiało proponuję by osoby o neutralnym stosunku do posiadaczy kredytów we frankach nazywali ich frankowcami, osoby o pozytywnym stosunku nazywały ich franciszkanami a osoby o negatywnym stosunku używały określenia frankiści. Myślę, że takie rozwiązanie uczyni interpretowanie tekstów o walutowych kredytobiorcach znacznie łatwiejszym.