Zastanawialiście się kiedyś co sobie myśli przeciętny Polak, który wchodzi na antypisowski portal informacyjny i widzi dwa albo trzy teksty o porażce aukcji koni w Janowie?

Wczoraj zadałem sobie to pytanie. Próba znalezienia na nie odpowiedzi doprowadziła do sformułowania hipotezy, że rozłożenie hodowli koni arabskich w Polsce (za antypisowskimi mediami przyjmuję to za fakt) może zwiększać poparcie społeczne PiS. Wiem, że jest to kontrowersyjna opinia, z daleka pachnąca lepką na przyciągnięcie uwagi. Opiera się jednak na dwóch prostych i rozsądnych założeniach.

Po pierwsze zakładam, że przeciętny Polak ma gdzieś to co się dzieje z hodowlą koni arabskich w Polsce. Myślę, że kondycja państwowych stadnin koni nie znalazłaby się nawet w pierwszej setce rzeczy, które Polaków interesują, które uważają za istotne, które traktują jako ważne kryterium oceny ludzi sprawujących władzę.

Po drugie dla przeciętnego Polaka traktowanie przez antypisowskie media i polityków opozycji nieudanej aukcji koni arabskich jako istotnego wydarzenia jest cennym sygnałem, że on i cała antypisowska opozycja żyją w różnych światach, mają różne wartości i różne interesy. Z punktu widzenia opozycji trudno o gorszy scenariusz niż ten, w którym potencjalni wyborcy dochodzą do wniosku, że opozycja zamiast zajmować się ważnymi sprawami poświęca olbrzymią uwagę kompletnym duperelom.

Katastrofalna aukcja koni w Janowie to i tak nie jest najbardziej absurdalny kij, którym próbowano lać PiS po głowie. Niedawno wydarzeniem dnia było skrytykowanie przez pisowskiego dziennikarza Przystanku Woodstock i krytyczny stosunek polityków PiS do tej imprezy. Zdaję sobie sprawę, że Przystanek Woodstock to cudowne dziecko niepodważalnego autorytetu opozycji – Jurka Owsiaka i atak na imprezę jest atakiem na Jurka a skoro jest atakiem na Jurka to jest atakiem na wszystkie wartości, na których opozycji zależy. Problem opozycji i antypisowskich mediów może polegać na tym, że nie rozumieją, że większość Polaków ma Przystanek Woodstock w dolnej części pleców. W tej dolnej części pleców znajduje się tuż obok sumy dotacji, którą z budżetu państwa otrzyma teatr Krystyny Jandy. Nad sumą dotacji dla teatru Pani Jandy jest cała półka z ciężkimi losami telewizyjnych celebrytów, którzy przez pisowskie zmiany utracili atrakcyjne finansowo etaty w państwowych mediach. Na prawo od losu telewizyjnych celebrytów, którzy stracili lukratywne kontrakty z telewizją publiczną jest dramat pani Holland, która musiała przejść dodatkowe pięćset metrów by dotrzeć na spotkanie w kawiarni w centrum Warszawy.

Chciałbym podkreślić, że problem z wymienionymi wyżej występkami PiS nie polega jedynie na tym, że nic nie obchodzą zwykłych obywateli lecz na tym, że poświęcanie im potężnej ilości uwagi przez polityczną i medialną opozycję sprawia wrażenie, że ma ona zupełnie odmienne priorytety od rzeczy ważnych dla zwykłych Polaków. Spróbujcie sobie wyobrazić reakcje człowieka z pensją minimalną, który wchodzi na antypisowski portal i widzi artykuł krytykujący 500+ i trzy teksty broniące kontraktu telewizyjnego celebryty zwolnionego w ramach pisowskich zmian.

Dodatkowym problemem może być znudzenie ludzi krytyką. Jeśli krytyka ma charakter totalny to w powodzi błahych pretensji, wyolbrzymionych afer i wyimaginowanych kryzysów zniknąć mogą naprawdę mocne i ważne zarzuty. Ten efekt ułatwił moim zdaniem wyborcze zwycięstwo Trumpa w USA.

Nie jestem specjalistą od marketingu politycznego. Rozumiem, że w dużym uproszczeniu liczą się trzy rzeczy:

  • poparcie społeczne dla danej kwestii
  • rozłożenie tego poparcia w grupie zaklepanych wyborców, potencjalnych wyborców i nieosiągalnych wyborców
  • ważność danej kwestii dla wyborców

Rozumiem także, że na podstawie tych kryteriów każda rozsądna siła polityczna powinna podzielić potencjalne tematy medialne na trzy grupy:

  • żrą
  • nie żrą
  • żrą ale nas

Do tej pory poświęciłem sporo uwagi środkowej kategorii. Specyficznym osiągnięciem polskiej opozycji, zarówno politycznej jak i medialnej, jest wałkowanie kwestii z ostatniej kategorii. Od razu do głowy przychodzą mi dwa zagadnienia:

  • uchodźcy
  • reparacje

Od 60% do 70% Polaków jest przeciwko przyjmowania przez Polskę uchodźców. Nic nie wskazuje na to by społeczne nastawienie w tej kwestii miało się zmienić. Wręcz przeciwnie, kolejne doniesienia o zamachach terrorystycznych i słabych wynikach integracji ekonomicznej i społecznej będą zwiększać anty-uchodźcowy sentyment. Mało tego, moim zdaniem kwestia uchodźców jest dużo ważniejsza dla przeciwników przyjmowania niż dla zwolenników przyjmowania: myślę, że jest dużo więcej ludzi, którzy nie zagłosują na partię bo ta chce przyjmować uchodźców niż ludzi, którzy nie zagłosują na partię bo ta nie chce przyjmować uchodźców. Krótko mówiąc kwestia uchodźców dużo bardziej rozgrzewa przeciwników niż zwolenników. Mimo to, zarówno medialna jak i polityczna opozycja regularnie atakuje PiS za twardą postawę w sprawie prowadzenia niezależnej od Brukseli polityki ds. uchodźców.

Podobny problem jest z reparacjami. Około 2/3 Polaków uważa, że Niemcy powinni wypłacić reparacje. Nie pojmuję co sprawia, że opozycyjni politycy i dziennikarze wchodzą w rolę adwokatów niemieckich interesów. Niemcy są potężnym państwem, dysponują kilkakrotnie większą od Polski siłą gospodarczą, polityczną i kulturową. Bez większych problemów, samodzielnie obronią się przed polskimi roszczeniami i nie potrzebują w tej kwestii pomocy polskiej opozycji. Nie mam pojęcia na kim chcą zrobić wrażenie politycy i dziennikarze opozycji, którzy w sprawie reparacji stanęli po stronie Niemiec zamiast zająć rozsądne, pro-Polskie stanowisko. „Z punktu widzenia historycznej sprawiedliwości Polsce należą się reparacje ale z prawnego punktu widzenia sprawa jest skomplikowana i należą ją prowadzić ostrożnie” brzmi moim zdaniem dużo lepiej niż  „musimy milczeć w sprawie reparacji bo jak nie będziemy siedzieć cicho to Niemcy nas zniszczą a może nawet zagarną Zachodniopomorskie”.

Czy są w ogóle jakieś dostępne dla opozycji kwestie, które zwrócą uwagę potencjalnych wyborców? W Polsce takim zagadnieniem zawsze będzie arogancja władzy i nepotyzm. Moim zdaniem, w obecnej kadencji nic nie kosztowało PiS więcej niż przesuwanie Misiewicza z jednej synekury na drugą. Szczęśliwie dla opozycji w Polsce są tysiące „misiewiczów”, przynajmniej według Pulsu Biznesu. Wystarczy na każdy skrócony cykl medialny w czasie obecnej kadencji. Tym bardziej, że każdy „misiewicz” jest niekompetentny i odpychający na swój własny sposób by sparafrazować Tołstoja. Można znaleźć więcej atrakcyjnych dla opozycji tematów: zmiana potencjału obronnego polskiej armii albo ewentualne wyjście Polski z Unii Europejskiej to kwestie, które pierwsze przychodzą mi do głowy.

To właśnie PiS świetnie pokazuje jak w epoce krótkich cykli medialnych pielęgnować zabójczą dla przeciwników narrację. Kolejne odsłony afery taśmowej utrzymują ostrość wizerunku opozycji jako:

  • nieudaczników (bo przez kilka lat dali się podsłuchiwać kelnerom)
  • pasożytujących na zwykłych Polakach (żłopiących wódkę premium za publiczne pieniądze)
  • i ułatwiających kręcenie lodów znajomym politykom i biznesmenom

Nie mam kontaktów medialnych i politycznych, które dałyby mi dostęp do danych pozwalających rygorystycznie podzielić sporne kwestie polityczne na trzy zaproponowane grupy. Klasyfikacja, którą zrobiłem odbija zapewne moje osobiste uprzedzenia i skrzywienia. Jestem jednak przekonany, że bez sporządzenia takiej klasyfikacji i bez zdyscyplinowanego promowania kwestii, które żrą i unikania kwestii, które żrą ale opozycję, antypisowski blok polityczny i medialny nie może nawet marzyć o powrocie do władzy.

Tematem na zupełnie osobny tekst jest kwestia tego dlaczego antypisowski blok jeszcze tego nie zrobił, skoro w popularnej opinii, dysponuje kompetencyjną przewagą nad PiS. Otóż moim skromnym zdaniem wynika to ze specyficznej sytuacji, w której opozycja jest bardziej arogancka niż władza i jest autentycznie przekonana, że to społeczeństwo powinno zrobić krok w stronę opozycji a nie na odwrót. Przynajmniej ta część społeczeństwa nie dotknięta „ogromem zakompleksionej ciemnoty” by zacytować jednego z opozycyjnych autorytetów intelektualnych, Pana „trzeba było się ubezpieczyć” Cimosiewicza.