Najlepszy komentarz jaki przeczytałem po uchwaleniu planu Paulsona brzmiał mniej więcej tak: Jaki będzie najlepszy możliwy scenariusz? Poważna, długotrwała recesja. Najgorszy? Dalsza implozja systemu finansowego połączona z długotrwałą i poważną recesją. Obawiam się, że nie jest to pesymistyczna opinia.
Plan Paulsona jest najprawdopodobniej najgorszym z możliwych planów uzdrowienia systemu finansowego. Co więcej, w niewielkim stopniu przyczyni się do poprawy sytuacji makroekonomicznej, co najwyżej zdoła zahamować dalsze negatywne oddziaływania zatoru kredytowego na gospodarkę albo zaledwie powstrzyma wzrost tych niekorzystnych wpływów kryzysu finansowego. Tymczasem, opublikowane w tym tygodniu dane makroekonomiczne kreślą obraz USA jako kraju znajdującego się w recesji (lub na granicy recesji), w którym negatywne tendencje w gospodarce gwałtownie przyśpieszyły we wrześniu.
W poniedziałek Biura Analiz Ekonomicznych podało raport o wydatkach i dochodach osobistych Amerykanów. Częścią tego z reguły ignorowanego raportu są dane o PCE (osobistych wydatkach konsumpcyjnych) w ujęciu miesięcznym. To niezwykle ważne informacje ponieważ amerykański PKB w 71% składa się z wydatków konsumpcyjnych (inne ważne pozycje w raporcie to wydatki rządowe, export/import, zapasy i inwestycje, te ostatnie będą słabe). Z analizy miesięcznych danych o wydatkach konsumpcyjnych w lipcu i sierpniu dokonanej przez Calculated Risk wynika, że 3 kwartał 2008 roku może pierwszym okresem od ostatniego kwartału 1991 roku, w którym konsumpcja osobista spadnie rok do roku w USA. Prognozowany spadek realnej konsumpcji w 3 kwartale 2008 roku może sięgnąć 2.4%.
We wtorek podano dane o zmianie cen domów według indeksu Case/Shiller. Spadek cen domów w 20 największych obszarach miejskich w USA wyniósł 16.3% w okresie ostatnich 12 miesięcy i wykazuje tendencje do przyśpieszania. Oznacza to, że do dołka na rynku nieruchomości jeszcze daleka droga. Od szczytu, ceny domów w niektórych obszarach metropolitarnych spadły już o 1/3. W tej statystyce przodują Phoenix, Las Vegas. Miami, San Diego i Los Angeles. Warto zauważyć, że spadek indeksu od szczytu wyniósł ‘tylko’ 19.5% co może oznaczać, że rynek znajduje się w połowie spadku, które ma sprowadzić nadmuchane ceny nieruchomości do rozsądnych rozmiarów (coraz więcej analityków szacuje ten spadek na 40% od szczytu)
W środę opublikowano wartość indeksu ISM w przemyśle. Spadł on w przeciągu miesiąca o 6.4 punktu i osiągnął wartość 43.5 punktu, najniższą od października 2001 roku. W okresie ostatnich 30 lat każde zejście indeksu ISM dla przemysłu poniżej 45 punktów zapowiadało recesje.
W tym samym dniu podano dane dotyczące sprzedaży nowych samochodów we wrześniu, która spadła w porównaniu z wrześniem 2007 roku o 22% w przypadku samochodów osobowych i o 31% w przypadku lekkich ciężarówek (w tej kategorii są SUV). Okazało się, że wrzesień był pierwszym miesiącem od lutego 1993 roku, w którym sprzedano w USA poniżej 1 mln samochodów. Roczna sprzedaż samochodów utrzymująca się w ostatniej dekadzie w przedziale 14 – 17 mln zmierza ku 13 milionom. Ford zanotował spadek sprzedaży samochodów o 34%, Chrysler o 33% a GM o 16%. Sprzedaż SUV Forda spadła o 57%! Sprzedaż Toyoty runęła w dół 33%, Porsche 45%, Volvo 51%. Zwłaszcza spadek sprzedaży importowanych, energooszczędnych samochodów budzi niepokój gdyż wskazuje, że spadek sprzedaży nie ma związku ze zmianą preferencji lecz z obcinaniem wydatków konsumpcyjnych.
W czwartek opublikowano raport o liczbie nowych bezrobotnych, która zbliżyła się do pół miliona i wyniosła 497 000. Opublikowano też zmianę zamówień fabrycznych, która wyniosła -4%.
W piątek podano do wiadomości Nonfarm payrolls, które wykazały spadek zatrudnienia o 159 000 we wrześniu. Nie są to jeszcze katastrofalne dane ale potwierdzają duże problemy na rynku pracy. Bezrobocie pozostało na poziomie 6.1% dzięki temu, że ponad 100 000 Amerykanów opuściło siłę roboczą. Goldman Sachs prognozuje, że bezrobocie osiągnie 8% w 2009 roku. Co więcej, najszerszy miernik bezrobocia, tzw. U6, wskazał bezrobocie na poziomie 11%, największe od 1994 roku. Spadek ilości miejsc pracy ma miejsce równolegle ze spadkiem średniej tygodniowej ilości godzin (o 0.5% do 33.5) i wzrostem ilości zatrudnionych na pół etatu z powodu ekonomicznych (o 337 000). Oznacza to, że redukcja zatrudnienia jest większa niż sugerują to dane NFP, po prostu pracodawcy zamiast zwalniać pracowników przesuwają ich na ½, ¾ etatu.
Co z tego wszystkiego wynika? USA wkraczają w okres poważnego i długotrwałego spowolnienia gospodarczego. Wrzesień był miesiącem, w którym negatywne tendencje znacznie się nasiliły. Oznacza to, że bez względu na powodzenie planu Paulsona dołek dekoniunktury w USA jest jeszcze przed nami. Co więcej, obecne spowolnienie ma miejsce w czasie załamania na rynku kredytowym i niskich stóp procentowym, kilka miesięcy po poważnym działaniu rządu stymulującym gospodarkę. LIBOR osiąga historycznie wysokie rozmiary, rynek pieniężny zamarł.
Trudno się spodziewać by w takiej sytuacji gospodarczej firmy poprawiały swoje wyniki finansowe. W związku z załamaniem na rynku surowców naturalnych obniżą się wyniki firm z tego sektora (korporacje naftowe, producenci metali), które w dużym stopniu kontrybuowały w zbiorowe wyniki szerokiego rynku akcyjnego w pierwszych trzech kwartałach 2008 roku. Trudno się spodziewać by rynek dyskontował tak trudną sytuację gospodarczą zaledwie 30% spadkiem od szczytu. Każdy ruch spadkowy w kierunku 45% do 55% od szczytu będzie mieć fundamentalne uzasadnienie. To czy taki ruch będzie mieć miejsce zależy jednak od rynkowych nastrojów.
Tekst nie ma charakteru analizy rynkowej. W inwestowaniu posługuję się price action i opieram się na krótkoterminowych trendach. Uważam, że posługiwanie się obrazem makroekonomicznym na tak zmiennym rynku jest bardzo nierozsądną taktyką.
Related posts:







