Być może rozpoczęła się kolejna część batalii o kształt systemu emerytalnego w Polsce. Prezydent nie podpisał ustawy o Funduszach Dożywotnich Emerytur Kapitałowych. Zrobił bardzo dobrze ponieważ ta beznadziejna, napisana pod dyktando wielkich instytucji finansowych, ustawa w gruncie rzeczy legalizowała kradzież miliardów złotych z kont emerytalnych Polaków. Otóż, legislatorzy założyli, że przeniesienie oszczędności z OFE do zakładu emerytalnego (ZE) kosztować ma Polaka 3.5% CAŁEGO ZGROMADZONEGO KAPITAŁU.
Nie wiem, czy szanowni czytelnicy słyszeli, ale ja nie mam pojęcia o instytucji finansowej w cywilizowanym państwie, która pobiera opłatę w wysokości 3.5% aktywów za założenie rachunku inwestycyjnego. Wydaje się, że nawet prowizje zwykłych funduszy inwestycyjnych są dużo niższe. W tej chwili na kontach OFE znajduje się ponad 132 mld złotych. Na chwilę obecną więc, korporacje finansowe otrzymałyby 4.6 mld złotych za samo przeksięgowanie emerytur z kont OFE na konta ZE. Ta ekstra wypłata, byłaby dodatkiem do zysku z 7% haraczu jaki OFE ściągają obecnie (przed 2004 rokiem ściągały nawet 9% !) od składki emerytalnej każdego Polaka.
Jednym z powodów niepodpisania ustawy był fakt, że nie przewidywała ona utworzenia państwowego ZE, który w opinii prezydenta miałby być gwarantem konkurencyjności na rynku. Argument ten może wydać się śmieszny wielu osobom. Państwowy ZE gwarancją konkurencyjności? Proszę jednak zwrócić uwagę na dane ze strony Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych, a więc instytucji dbającej o interesy OFE, dotyczące wysokości opłat jakie OFE pobierają obecnie. Wśród 14 OFE… 13 pobiera obecnie 7% opłatę od składki – jeśli nie mylę – najwyższą dopuszczoną w ustawie. Jeden OFE pobiera opłatę w wysokości 4%. Pytanie brzmi: czy ktoś nazwałby ten rynek konkurencyjnym?
Przy okazji: ze względu na niemalże identyczną strategię inwestycyjną OFE oraz bardzo zbliżone wyniki inwestycyjne, owe 3% różnicy w opłacie jest według mnie najważniejszym czynnikiem, który powinien determinować wybór OFE. Przypominam, że 1% różnicy w opłacie początkowej, wskutek magii procentu składanego, oznacza emeryturę o 18% wyższą/niższą po 40 latach, przy założeniu takich samych wyników inwestycyjnych. Haracz pobierany przez OFE ma być co prawda ustawowo zmniejszony do 3.5% od 2014 roku, ale do tego czasu racjonalni uczestnicy rynku powinni wybierać OFE z niższą opłatą. Myślę, że naukowe zbadanie tego fenomenu (nieracjonalności zachowań Polaków przy wyborze OFE) pozwoliłoby napisać wyśmienitą rozprawę doktorską.
Skoro przy OFE jesteśmy, to warto zwrócić uwagę na tekst z Trybuny, który przebił się na pierwszą stronę onet.pl. Trybuna informuje: Ponad 20 mld zł straciły w ubiegłym roku powszechne towarzystwa emerytalne (PTE) zarządzające zgromadzonymi w otwartych funduszach emerytalnych (OFE) pieniędzmi przyszłych emerytów (…) Jeśli wierzyć komunikatom Komisji Nadzoru Finansowego, do końca listopada 2008 r. fundusze otrzymały z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych łącznie 116,5 mld zł, zaś ich aktywa wyniosły 132,7 mld. Oznacza to, że od 1999 r. (czyli przez 10 lat) zarobiły zaledwie 16,2 mld! Około jednego procenta rocznie. Otóż, nie sądzę by w ideologicznym zapale dziennikarz Trybuny uwzględnił procent składany i fakt, że aktywa OFE rosły w czasie i raczej nie był to wzrost liniowy. Tym niemniej, nawet po uwzględnieniu tych dwóch czynników, stopa zwrotu OFE obliczona w powyższy sposób wyda się kuriozalnie niska. Stopa zwrotu, liczona według wartości jednostek rozrachunkowych, na 31.12.2008, podana na stronie IGTE wynosi od 127.4% do 158% za okres od 1999 roku. Chętnie dowiem się, czy stopa zwrotu liczona tak jak na stronie IGTE oddaje rzeczywisty przyrost kapitału emeryta z uwzględnieniem całej sumy przekazywanej do OFE, a nie kwoty po odliczeniu opłat i prowizji.
Jestem tego ciekawy ponieważ policzyłem wreszcie co by się stało z pieniędzmi emeryta, gdyby od maja 1999 roku inwestował je na lokacie lub w bonach skarbowych oprocentowanych na poziomie trzymiesięcznego WIBOR. Nie policzyłem żadnych prowizji, ale na rynku pieniężnym są one minimalne. Naturalnie, samodzielnie inwestujący emeryt nie musiałby płacić 7% czy 9% opłaty od składek, lecz inwestować całą kwotę. Wartość WIBOR brałem z ostatniego dnia każdego 3-miesięcznego okresu inwestycji (co było błędem, powinienem brać wartość początkową), założyłem kapitalizację odsetek co 3 miesiące, reinwestowanie zysków. WIBOR 3M wydaje mi się bardzo konserwatywnym benchmarkiem dla tak pomyślanej inwestycji. Bez wątpienia taka inwestycja jest niemalże doskonale bezpieczna – opiera się na lokatach lub krótkoterminowych papierach skarbowych. Stopa zwrotu do 31 stycznia 2009 roku wyniosłaby, uwaga… 162.3%. To czyniłoby zarządzany przeze mnie OFE najlepszym na rynku.
Powstaje oczywiste pytanie: czy spore grono finansistów rzeczywiście musi pobierać setki tysięcy złotych rocznie pensji z pieniędzy emerytów, jeśli przy całym swoim geniuszu nie jest w stanie pobić rynku pieniężnego przy wskaźnikach zmienności portfolio nieporównywalnie gorszych? Tak, naturalnie, jestem skończonym ignorantem ponieważ oceniam wyniki OFE po 10 latach działalności, a ich finezyjne strategie inwestycyjne mają horyzont kilkudziesięcioletni. Problem polega na tym, że jeśli po 40 latach okaże się, że to krytycy systemu emerytalnego mieli rację, to dla milionów polskich emerytów będzie już za późno na jakiekolwiek działania.
Zwracam też uwagę czytelników, jak niewiele miejsca, ta kluczowa dla życia i dobrobytu milionów Polaków kwestia, zajmuje w życiu publicznym, na zmowę wszystkich partii politycznych w kwestii akceptowania absurdalnie wysokich opłat jakie pobierają OFE (nawet 3.5% to nawet dwa razy więcej niż wynoszą one w cywilizowanych krajach), a także na to, jak niewiele czasu zwykły człowiek, gotowy poświęcić pół dnia na znalezienie pralki o 50 złotych tańszej, poświęca na podjęcie racjonalnych decyzji, które będą DETERMINOWAĆ jego życie.
Related posts:







