Zaczynam nową serię tekstów. Cykl ‘Kryzys na wesoło’ będzie kontynuowany – dziś mam większą ochotę coś napisać. Inspiracją do poniższego tekstu jest blog Freakonomics, na którym Steven Levitt zadał w ostatnim czasie dwa niezwykle kontrowersyjne pytania: co mają wspólnego ryż i prostytutki i co mają wspólnego ekonomiści i śmiecie. Na tak postawione pytania odpowiadali czytelnicy bloga, a zabawy z tym było sporo.
Cała afera z ryżem i prostytutkami zaczęła się od tego, że na blogu FreeExchange zasugerowano, że prostytutki są dobrem Giffena. Dobro Giffena to niezwykły produkt, niemal święty Graal ekonomii, towar, na który popyt rośnie wraz z jego ceną (ceteris paribus). Dla wszystkich innych towarów w ekonomii cenowa elastyczność popytu jest ujemna – wraz ze wzrostem ceny popyt spada. Dla dóbr Giffena jest inaczej.
Na dobrą sprawę nie znaleziono jeszcze w naukowy sposób dóbr Giffena, ale wydaje się, że najbliższy spełnienia tej definicji jest ryż, w odniesieniu do najbiedniejszych mieszkańców Azji. Jak to możliwe? Otóż dla najbiedniejszych ludzi ryż jest podstawowym pożywieniem i towarem, na który wydają najwięcej pieniędzy. Gdyby mogli, jedliby więcej warzyw lub mięsa, ale ponieważ są biedni, muszą zaspokajać swoje potrzeby żywieniowe przede wszystkim ryżem. Gdy cena ryżu rośnie, to nie mogą zaspokoić swoich potrzeb korzystając z ustalonego wzorca (na przykład 80% ryż / 20% mięso). Ponieważ ryż jest i tak najtańszym produktem żywnościowym na rynku i ma najlepszy wskaźnik cena do kalorii (studenci więcej wiedzą o tym wskaźniku) są oni zmuszeni ograniczyć konsumpcję innych produktów i kupować więcej ryżu by zmieścić się w budżecie. Stąd przy wzroście cen ryżu wzrasta jego konsumpcja.
Zanudzając czytelników do reszty, podobny efekt występuje (dużo częściej) w przypadku cenowej elastyczności podaży. Istnieją towary, których producenci skłonni są wytwarzać więcej w przypadku spadającej ceny tych towarów. Nieracjonalne? Tylko pozornie. Jeśli biedny farmer czerpie wszystkie swoje dochody ze sprzedaży kawy, a jej cena spada, to żeby wyżywić swoją rodzinę musi produkować więcej kawy by zachować poprzedni poziom dochodów. Powoduje to wzrost podaży kawy i dalsze obniżanie jej ceny. Tak właśnie stało się ze zbożem w USA w czasie Wielkiej Depresji. Co bardziej interesujące, świadkami podobnego zjawiska możemy być obecnie na rynku ropy naftowej.
Powracając do prostytutek i ryżu. Levitt zapytał co mają wspólnego, czytelnicy przesłali swoje propozycje. Kilka najlepszych z nich, od razu podkreślam, że nie pochodzą ode mnie, lecz od czytelników Freakonomics:
- obydwie rzeczy są starsze niż historia
- obydwie rzeczy są ważną gałęzią gospodarki Azji Południowo-wschodniej
- ryż i prostytutki są dobrami, które dobrze się sprzedają w trudnych czasach
- popyt na obydwie rzeczy wydaje się być odporny na recesję
- wzmożony popyt na obydwie rzeczy wykazują młodzi, nieżonaci mężczyźni, zwłaszcza mieszkający daleko od domu rodzinnego
- obydwie rzeczy występują w każdym społeczeństwie
- obydwie rzeczy są wyrzucane (to toss) na podczas wesela
- dzikie i naturalne (wild and dirty) odmiany obydwu sprzedawane są z premią
Trudno uwierzyć, że tego typu dyskusja miała miejsce na stronach NYT – absolutnej stolicy poprawności politycznej w kraju wyznaczającym standardy poprawności politycznej. Oczywiście, w komentarzach wielokrotnie oskarżono autora i komentatorów o seksizm, znieczulicę, szowinizm, etc. . Oskarżenie te okazały się chyba na tyle poważne, że Levitt (niezwykle utytułowany ekonomista, mający za sobą posadę redaktora naczelnego periodyku Journal of Political Economy i laureat John Bates Clark Medal) zdecydował się zapytać o coś innego: co mają wspólnego śmiecie i ekonomiści. Wtedy się zaczęło:
- obydwie rzeczy nie nakarmią w obecnym czasie czteroosobowej rodziny
- obydwie rzeczy były użyteczne jakiś czas temu, lecz są teraz nieprzydatne
- rozwinięte społeczeństwa produkują za dużo jednych i drugich
- obydwie rzeczy mogą wiele powiedzieć o przeszłych wzorach konsumpcji
- kobiety nie lubią wychodzić ani z jednymi ani z drugimi (to take out)
- nie dostrzega się żadnej z tych dwóch rzeczy dopóki coś nie zacznie śmierdzieć
- zarówno ekonomiści i śmiecie występują w telewizji w dużych ilościach w czasie strajku śmieciarzy
- ani śmiecie ani ekonomiści nie potrafią przewidywać przyszłych stóp procentowych
- praca w otoczeniu obydwu tych rzeczy nie jest przyjemna
- Chicago jest znane z obydwu tych rzeczy
- obydwie rzeczy mogą okazać się bardzo wartościowe dla właściwego konsumenta we właściwym czasie
Zobacz także:
Kryzys finansowy na wesoło: cz. 13
Related posts:







