Bohaterem dnia zostaje Pan Daniel Mzyk, prezes spółki Paged. Spółki grupy kapitałowej Paged zawarły spekulacyjne opcje walutowe, których wycena na koniec 2008 roku wyniosła -53 mln złotych. Przed opublikowaniem tej informacji kapitalizacja rynkowa firmy Paged wynosiła 46.8 mln złotych (gdy piszę ten tekst jest o 25% mniejsza), a wartość księgowa około 142 mln złotych (dane za serwisem: gpwinfostrefa). Zwracam uwagę czytelników, że ze względu na ponad 5% osłabienie złotego w 2009 roku względem euro ujemna wycena opcji walutowych zawartych przez spółki z GK Paged jest już dużo wyższa.

Paged jest kolejną firmą trafioną opcjami walutowymi. Kilka dni temu o ogłoszenie upadłości z możliwością układu zwróciły się Odlewnie, inna spółka giełdowa. W przypadku Odlewni zobowiązania wynikające z wyceny opcji walutowej przekraczają majątek spółki. Polskie opcje walutowe zainteresowały anglojęzyczną, profesjonalną blogosferę – tu tekst na oficjalnym blogu rynkowym FT.

Nie o samych opcjach pisać będę, lecz o poczuciu przyzwoitości wśród polskich biznesmanów. Daniel Mzyk łaskaw był powiedzieć Parkietowi: Argumenty, które mogą pozwolić nam na unieważnienie umów, (umów opcyjnych z bankami – T.) mamy bardzo mocne. Wcześniej jednak chcemy negocjować. Zapoznałem się szczegółowo z okolicznościami, w jakich zostały zawarte zabezpieczające (zabezpieczające? to jakiś dowcip? – T.) transakcje opcyjne. Mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że w obydwu przypadkach wykorzystano niewiedzę osób, które podpisywały umowy ze strony Grupy Paged. Uważam, że zostaliśmy wprowadzeni w błąd.

Nie mogę oprzeć się pokusie zadania pytania o to, kto ze strony Grupy Paged podpisywał te umowy? Stróż nocny? Sprzątaczka? Operator wózka widłowego? Bo jeśli tak, to sprawa jest jasna. Zarząd Grupy Paged delegował olbrzymie uprawnienia osobom nie posiadającym odpowiednich kompetencji.

Ale stawiam dolary przeciwko orzechom, że to nie magazynier ani lakiernik podpisywał te umowy, lecz dyrektor finansowy lub ktoś bezpośrednio mu podległy. Co więcej, gdyby Grupa Paged miała jakąś kulturę organizacyjną, to wymienione umowy musiałyby uzyskać kontrasygnatę kogoś z zarządu. Być może nawet tak było. Powstaje więc pytanie: jaką wiedzą dysponują członkowie zarządu Grupy Paged, skoro najwyraźniej nie dysponują wiedzą o zarządzaniu ryzykiem finansowym ani o strategiach zabezpieczających eksportową ekspozycję walutową? Innymi słowy: za co, ludzie, który podpisali te feralne umowy pobierają kilkanaście tysięcy pensji miesięcznie?

Paged nie jest pierwszą firmą, która traci na spekulacyjnych transakcjach finansowych. Dużo lepiej zarządzane firmy, z dużo lepszą kulturą organizacyjną straciły na takich transakcjach. Tym co bulwersuje mnie w całej aferze opcyjnej jest jakikolwiek brak odpowiedzialności polskich managerów za swoje błędy. Winne są banki, nieprzewidywalny rynek, prognozy JP Morgan, brak implementacji MiFID, jednym słowem: wszystko, lecz nie brak kompetencji kadry zarządzającej polskimi firmami.

A Pan Daniel Mzyk, absolwent studiów MBA, powinien wiedzieć, że transakcje opcyjne, które w jeden kwartał są w stanie wygenerować 53 mln ujemnej wyceny przy kwartalnych przychodach spółki na poziomie 90 mln nie są transakcjami zabezpieczającymi. Jeśli nie zaakceptuje rzeczywistości, taką jaką ona jest, niech nie implementuje sensownych standardów zarządzania ryzykiem finansowym w Grupie Paged.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Wykop

Related posts:

  1. Wyopcjowani: następny trafiony. Początek serii?
  2. Wyopcjowani – jest kolejna ofiara. Czyżby ktoś wiedział wcześniej?
  3. Nie tylko Ryszard Krauze ma problemy?
  4. Wyopcjowani