Do dzisiaj myślałem, że są dwa podstawowe rodzaje oprocentowania kredytów hipotecznych: stałe i zmienne. Przy stałym oprocentowaniu klient płaci raty według tego samego oprocentowania niezależnie od wysokości stóp procentowych, przy zmiennym oprocentowaniu klient płaci raty zależnie od poziomu stóp procentowych (konkretnie, zależnego od wysokości stóp procentowych poziomu LIBOR), a oprocentowanie kredytu jakby przywiązane jest do poziomu stóp procentowych.

Okazuje się jednak, że śmietanka polskiego rynku pracy – managerowie polskich banków, korzystając z najlepszej edukacji jaką zdobyli na najlepszych polskich uczelniach i międzynarodowych studiach MBA – stworzyli nowy typ oprocentowania kredytu hipotecznego. To prawdziwy cud inżynierii finansowej, który pozwoliłby uratować niejeden amerykański bank. To oprocentowanie kredytu zależne od widzimisię zarządu. Genialne w swojej prostocie. Cytuję za blogiem Olgierda Rudaka: Wszystko jest zgodne z umową, w myśl której oprocentowanie kredytu uzależnione jest od decyzji zarządu BRE Banku, zaś ‘Zmiana wysokości oprocentowania Kredytu może nastąpić w przypadku zmiany stopy referencyjnej określonej dla danej waluty oraz zmiany parametrów finansowych rynku pieniężnego i kapitałowego w kraju (lub krajów zrzeszonych w Unii Europejskiej), którego waluta jest podstawą waloryzacji.’ (par. 10 ust. 2 umowy).

Bankier.pl informuje: Jest ono (oprocentowanie – T.) bowiem regulowane przez „prezesa BRE Banku”. W jego gestii jest obniżka oprocentowania.

Tak sformułowane umowy podpisali klienci mBanku, którzy zaciągnęli kredyt hipoteczny przed wrześniem 2006 roku. Przypominam, że był to okres, w których świat zmagał się jeszcze z inflacją. Narodowy Bank Szwajcarii od września 2006 roku kilka razy podnosił stopy procentowe. Reagując na te podwyżki zarząd BRE Banku podwyższał oprocentowanie kredytu hipotecznego. W 2008 roku sytuacja się zmieniła. Stopy procentowe obniżono w Szwajcarii z 2.7% do 0.5% w kilka miesięcy. Zarząd BRE Banku nie zauważył tych obniżek. Miał do tego prawo, ponieważ, klauzula wyraźnie oznajmia, że zmiana wysokości oprocentowania Kredytu może nastąpić w przypadku zmiany stopy referencyjnej.

Może, ale nie musi. Sprawą zajęły się już Gazeta Wyborcza i Dziennik. Powstały strony internetowe osób pokrzywdzonych przez mBank. Media donoszą, że w podobnej sytuacji są też klienci MultiBanku. Łącznie, około 20 000 ludzi. mBank w związku z zaistniałą sytuacją zaproponował zmianę sposobu oprocentowaniu kredytów z widzimisię zarządu na LIBOR + marża. Problem w tym, że zaproponował 3.4% marży, a więc ponad 2 razy większą niż średnie marże na rynku. W scenariuszu mBanku klienci, którzy płacą 3.95% zgodnie z widzimisię zarządu mieliby płacić 4.1% (3.4% marży + 0.7% LIBOR). Doprawdy, trzeba międzynarodowego MBA by coś takiego wymyślić. Zostawmy na chwilę konkretne problemy, konkretnych ludzi i spójrzmy szerzej na tę sprawę. Oto kilka moich myśli.

Wiem, że nigdy nie powinno się krytykować ofiar oszustwa za to, że dały się oszukać, ale nie jestem w stanie wyobrazić sobie podpisania umowy, w której zgodziłbym się by oprocentowanie zaciągniętego przeze mnie kredytu (na dużą kwotę i na 30 lat) ustalał, na podstawie własnego widzimisię, zarząd banku. To jakiś absurd! Gdzie był/jest KNF i UOKiK? Jestem ignorantem w sprawie prawa bankowego, ale czy cokolwiek stoi na przeszkodzie by zarząd BRE Banku w związku z niezwykle trudną sytuacją na rynku finansowym ustalił oprocentowanie kredytu na 10%?

Sprawa druga. W pierwszej chwili pomyślałem, że działania banków są głupie, że straty marketingowe, wizerunkowe będą większe niż finansowe zyski z super klauzuli. Potem policzyłem sobie. 20 000 kredytów. Ich średnia wartość zapewne przekracza 300 000 złotych. Różnica w procentowaniu pomiędzy kredytem z klauzulą, a cywilizowanym kredytem to w tej chwili około 2%. Jeden oprocentowany jest na poziomie około 4%, drugi na poziomie 2%. Skorzystałem z kalkulatora kredytowego. Przy 30 letnim kredycie z równymi ratami różnica w wysokości miesięcznych rat wynosi około 320 złotych (dokładnie 1432 złote i 1108 złotych). 320 złotych przez 12 miesięcy da 3840 ekstra zysku z klienta rocznie. Pomnożone przez 20 000 klientów da 77 mln ekstra zysku rocznie. Jest o co walczyć.

Sprawa trzecia. Wszystkie banki z dużą ekspozycją na kredyty hipoteczne denominowane we franku szwajcarskim korzystają z pomocy Narodowego Banku Polskiego, który pożycza im franki na specjalnych, lepszych niż rynkowe, warunkach dzięki umowie o linii swapowej z Narodowym Bankiem Szwajcarii. Innymi słowy, banki, które korzystają z pomocy państwa polskiego nie mają żadnych skrupułów przed wykorzystywaniem polskich obywateli, którzy znaleźli w sobie tę odrobinę naiwności by pozwolić aby oprocentowanie ich kredytu ustalał zarząd.

Sprawa czwarta. Być może dzięki tej aferze Polacy zauważą wreszcie, że z polskim systemem bankowym jest coś nie tak. Tragedią społeczeństwa jest to, że nie potrafi dostrzec, że w tych maleńkich jednoprocentowych różnicach tkwią miliony, miliardy ekstra zysków dla korporacji finansowych zabranych z kieszeni milionów Polaków. Wielokrotnie pisałem o zbójeckich poziomach opłat w OFE i funduszach inwestycyjnych – nawet kilkakrotnie wyższych niż w cywilizowanych krajach. Może więc warto przypomnieć dwie liczby obrazujące ‘przyjazność’ sektora w Polsce. W pierwszym półroczu 2008 polskie banki zarobiły około 8.6 mld złotych. Liczba aktywnych zawodowo Polaków wynosi około 16.9 mln. Oznacza to, że przeciętnie, pracujący Polak oddaje do systemu bankowego około 1000 złotych rocznie. Jeśli weźmiemy pod uwagę przeciętne wynagrodzenie w wysokości około 3400 złotych to otrzymamy 2.5% podatku bankowego.

To niezwykle proste i naciągane obliczania. Na całe szczęście istnieją profesjonalne badania mierzące jak bardzo drogi jest system bankowy. Tworzą je Capgemini, EFMA i ING, a zawarte są w corocznych World Retail Banking Report. Dane jakie zaprezentuję pochodzą z 2005 roku. Wykres pokazuje jaki procent PKB per capita stanowi koszt typowego dla danego kraju koszyka usług bankowych.

Report to the Irish Bankers Federation

Report to the Irish Bankers Federation

Tyle polskie społeczeństwo płaci za niezwykle udaną prywatyzację sektora bankowego w Polsce. Ostatnie pytanie: jaki procent polskich polityków jest na utrzymaniu tego sektora, sądząc po ich aktywności na polu obniżenia kosztów usług bankowych w Polsce?

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Wykop

Related posts:

  1. Nie tylko Ryszard Krauze ma problemy?