Już jakiś czas temu zwróciłem uwagę, że jednym z najbardziej pozytywnych skutków kryzysu finansowego może być bardziej efektywna dla rozwoju ludzkości alokacja zasobów kapitałowych w poszczególnych sektorach gospodarki. Konkretnie: przejęcie przez bardziej produktywne segmenty gospodarki uzdolnionych pracowników, którzy do tej pory pracowali lub chcieli pracować w sektorze finansowym.
Ze względu na wysokie płace w sektorze finansowym wielu uzdolnionych ludzi wybierało prace w korporacjach finansowych, a nie karierę jako inżynierowie, naukowcy czy informatycy. Podobnie jak wiele innych osób przekonanych, że sektor finansowy czy prawniczy, pełnią usługowe funkcje w gospodarce, uznaję, że podbieranie przez korporacje finansowe najbardziej uzdolnionych absolwentów, zwłaszcza uzdolnionych matematycznie, nie było najbardziej optymalnym rozwiązaniem z punktu widzenia długoterminowego rozwoju gospodarczego.
Z najnowszych badań naukowych, które przeprowadzili Thomas Philippon z New York University i Ariell Reshef z University of Virginia wynika, że płace w amerykańskim sektorze finansowym były nie tylko wysokie, ale ‘zbyt wysokie’ jeśli wziąć pod uwagę poziom edukacji otrzymujących je pracowników. Innymi słowy, pracownicy sektora finansowego opłacani byli lepiej niż wynikałoby to z poziomu ich edukacji. ‘Przewartościowanie’ płac na Wall Street sięgnęło w ostatnich latach nawet 40%. Ostatnim razem, tak wysokie poziomy osiągnęło… na początku lat 30′ XX wieku. Oto, otwierający oczy, wykres (0.1 oznacza 10%).
Autorzy badań zatytułowanych Wages and Human Capital in the U.S. Financial Industry, 1909-2006 prognozują, że nawet połowa z obecnej różnicy pomiędzy płacami w sektorze finansowym a innymi sektorami może zniknąć w ciągu najbliższych kilku lat. Ze wspomnianej pracy naukowej warto pokazać jeszcze dwa wykresy. Pierwszy wykres śledzi zmianę poziomu płac w różnych segmentach sektora finansowego: kredytowym, ubezpieczeniowym i pozostałych usługach finansowych (bankierstwo inwestycyjne, fundusze inwestycyjne, etc.). Na wykresie wyraźnie widać, że ostatnie trzy dekady oznaczały bezprecedensowy wzrost wynagrodzeń w innowacyjnych, nie-tradycyjnych, segmentach finansów.
Potwierdzałoby to generalną tezę autorów badań, którzy przekonują, że to nie hossy na rynku akcji są odpowiedzialne za wzrost wynagrodzeń w sektorze finansów w latach 20′ XX i w ostatnim ćwierćwieczu, lecz rozwój innowacyjności w finansach połączony z dwiema rewolucjami technologicznymi: elektrycznej z lat 20′ i informatycznej w latach 90′. Rewolucje technologiczne nie tylko zwiększyły popyt na analityków finansowych, ale spowodowały także wysyp nowych ofert publicznych oraz wzrost zainteresowania ryzykownym długiem ‘perspektywicznych’ firm nowych generacji.
Innowacyjności w sektorze finansów sprzyjają mniej ścisłe regulacje. Autorzy wykazali w badaniach ścisły związek pomiędzy poziomem regulacji a wysokością płac w sektorze finansowym. Zależność pomiędzy tymi zmiennymi jest jednak dwustronna. Z jednej strony słaby poziom regulacji sprzyja innowacyjności, także tej ‘idiotycznej’ innowacyjności, której skutki globalny system finansowy teraz odczuwa (sekurytyzacja długu oparta o wzięte z księżyca ratingi), z drugiej wysokie płace w sektorze finansów, będące następstwem tej innowacyjności, sprawiają, że organy regulacyjne mają problem z rekrutacją zdolnych pracowników ponieważ nie są w stanie konkurować z korporacjami finansowymi. Myślę jednak, że poniższy wykres dobrze tłumaczy nastawienie środowiska finansów do problemu regulacji.
Podobne zagadnienia omówiłem w tekstach:
- Bonusy na Wall Street za 2008 rok: koniec złudzeń
- Co zrobić z bonusami na Wall Street?
- Administracja Obamy siedzi w tylnej kieszeni Wall Street?
- Terroryści z Wall Street – populizm czy gorzka prawda?
- Tak pracuje, tak się bawi, Wall Street!
- Całkowity koszt pomocy dla Wall Street
- Wall Street ma sposób na wyniki lepsze od prognoz


