Postanowiłem przybliżyć trochę czytelnikom postać Waldemara ‘unieważnić opcje’ Pawlaka, publikując archiwalny tekst z marca 2008 roku o innym wyśmienitym pomyśle urzędników z Ministerstwa Gospodarki. Tekst, napisany w lekkim, żartobliwym stylu, wyglądał tak:
*****
A było to tak: każdy wie, że w Polsce występuje gigantyczny deficyt węgla. Dlatego ekolodzy wymyślili prawo nakazujące elektrowniom dbanie o to by przynajmniej część spalanego materiału stanowiły surowce odnawialne. W ten sposób elektrownie zostały zmuszone do zastępowania części spalanego węgla… drewnem. Oczywista oczywistość. Polska to jak wiadomo puszcze, knieje, bory i lasy. W dodatku obszary zalesione są strasznie szkodliwe dla środowiska i trzeba je wyciąć. Co prawda drewno daje niższą temperaturę spalania od węgla i sprawia, że turbiny elektrowni nie pracują optymalnie, ale takimi szczegółami nie warto się przejmować.
Oczywiście, jesteśmy w Polsce, więc o tym co jest surowcem odnawialnym a co nie jest decyduje jakiś urzędnik w Ministerstwie Gospodarki – taki urzędniczy Copperfield co stertę spróchniałych desek potrafi zamienić w poszukiwany surowiec odnawialny, a przy okazji z urzędniczej pensji wybudować trzy wille z basenami. No i wymyślili urzędnicy z MG, że surowcem odnawialnym mogą być trociny. To takie małe kawałeczki drewna, które powstają gdy tartaki tną drzewa na deski. Trudno tej decyzji odmówić sensu. W końcu trociny są odpadem produkcyjnym więc mogą bez straty dla środowiska być spalane w elektrowniach. Potem do Ministerstwa Gospodarki wprowadzili się ludowcy.
Czary mary i trociny w marcu przestały być surowcem odnawialnym – przynajmniej zgodnie z nowym projektem przygotowanym w Ministerstwie Gospodarki. Tak się składa, że strasznie ucieszyło to producentów płyt pilśniowych (głównie Grajewo i Kronospan), które dzięki decyzji kierowanego przez Pawlaka ministerstwa nie musiały już konkurować z elektrowniami o zakup trocin. Jak widać, 30% spadek cen trocin od początku 2008 to dla zarządów Grajewa i Kronospanu za mało. Na nowych regulacjach stracą właściciele tartaków – zmniejszy się popyt na trociny więc dostaną mniej pieniędzy za ich sprzedaż. Co zrobią elektrownie?
W tym miejscu poproszę czytelników o skupienie, bo słabe umysły mogą nie wytrzymać potęgi mądrości bijącej z rozporządzenia ministerstwa. Otóż, elektrownie będą kupować całe drzewa bo urzędnicy w Ministerstwie Gospodarki wykreślili co prawda trociny z list surowców odnawialnych, ale zostawili na niej pnie drzew. Każdy głupi wie przecież, że lepiej produkować prąd ze stuletnich dębów niż z jakichś marnej jakości trocin. Nie chcielibyśmy przecież by światło z lampki nocnej pachniało przemoczonymi wiórami. Odświeżająca jodła to co innego.
To nie koniec. Pierwsza wersja ministerialnego rozporządzenia zupełnie wykreśliła trociny z listy surowców odnawialnych. Najnowszy projekt uznał, że trociny nie stracą swoich odnawialnych właściwości jeśli zostaną spalone na miejscu, to jest w elektrowni należącej do firmy, która trociny wyprodukowała. Uważni czytelnicy gorączkowo eksploatują teraz Google by sprawdzić ile tartaków w Polsce posiada przyzakładowe elektrownie. No cóż: żaden. Ale zaraz, jest jedna, jedyna firma w Polsce, prawdziwa perełka, która ma przyzakładową elektrownię, a w procesie produkcyjnym wytwarza sporo trocin. To zakłady papiernicze Mondi. Nie dziwne, że odpowiedzialny za energetykę w Mondi, pan Henryk Drechnowicz, skromnie przyznał Parkietowi: Rzeczywiście, dla nas te przepisy są korzystne. Co za fart, proszę Pana!
Została ostatnia kwestia. Jeśli elektrownie nie mogą spalać trocin, lecz mogą spalać całe drzewa, to kto poza odbiorcami trocin skorzysta na zmianie prawa? Hm, producenci drzewa? A kto jest największym producentem drzewa w Polsce? Lasy Państwowe. Co łączy kierownictwo Ministerstwa Gospodarki z zarządem Lasów Państwowych? Popierają Sprawy Ludzi.
Wbrew pozorom to nie jest historia o korupcji. To opowieść o zepsutym systemie, w którym całoroczne plany i kalkulacje drobnych przedsiębiorców przepadają przy zielonym stoliku. To kolejny dowód, że każdy kto mówi o gospodarce wolnorynkowej w Polsce jest na bakier z rzeczywistością.
*****
Tak wyglądał tekst z 31 marca 2008 roku z drobnymi przeróbkami redakcyjnymi. Próbowałem sprawdzić co stało się z feralnym rozporządzeniem – niestety informacje urywają się na pisanych jeszcze w czerwcu 2008 roku listach protestacyjnych. Ktokolwiek z czytelników wie więcej – proszę o podzielenie się informacjami.
Nieważne zresztą czy urzędnikom podległym Pawlakowi udało się przeforsowanie tego kretyńskiego pomysłu – sama próba takiego działania wystawia świadectwo uczciwości i kompetencji ekipie, która wraz z Waldemarem ‘unieważnić opcje’ Pawlakiem wprowadziła się do Ministerstwa Gospodarki.
Related posts:







