W tym miejscu, moja uwaga do czytelników zwracających uwagę, że wiele wskaźników państw regionu CEE wygląda lepiej od wskaźników dla niektórych krajów strefy euro, na przykład Irlandii i Grecji. Otóż, różnica pomiędzy krajami CEE, a na przykład Irlandią polega na tym, że Irlandia pożycza w euro, drugiej walucie rezerwowej świata, a państwa CEE w mało płynnych lokalnych walutach. O tym jakie to rodzi konsekwencji informuje porównanie sytuacji Islandii i Irlandii. Na tle tej pierwszej Irlandia radzi sobie całkiem nieźle, choć fundamenty gospodarcze nie różnią się tak drastycznie jak na to wskazuje sytuacja finansowa obydwu państw.
Przede wszystkim analitycy UBS wyodrębniają państwa bałtyckie, kraje bałkańskie, republiki byłej Jugosławii (oczywiście bez Słowenii), Ukrainę, Kazachstan i Węgry, jako kraje rzeczywiście zagrożone implozją systemu finansowego. W pozostałych państwach, Polsce, Czechach, Rosji i Turcji sytuacja nie przedstawią się według UBS równie źle. Myślę, że ryzyko kryzysu finansowego na Słowacji nie odbiega od tego dla innych państw ze strefy euro.
Następnie analitycy UBS zwracają uwagę, że większość krótkoterminowego długu skoncentrowana jest w dużych, relatywnie zdrowych gospodarkach. Widać to na poniższym wykresie:
O ile problem wysokiego stosunku krótkoterminowe długu do PKB rzeczywiście skoncentrowany jest w regionie CEE – większość państw wschodzących Azji i Ameryki Łacińskiej nie ma tego problemu (z wyjątkiem Libanu i Izraela) – to przypadku Polski stosunek ten nie przekracza 20% (jest porównywalny z Koreą), a w przypadku Rosji i Turcji stosunek ten bliższy jest 10%. Dla porównania wielkość nagromadzonego przez gospodarki Łotwy i Estonii krótkoterminowego długu (do 1 roku) przekracza 50% ich PKB.
Podobny podział, na państwa w miarę stabilne i kraje zagrożone, przedstawia się gdy dokona się analizy wzrostu dźwigni finansowej na jakiej operują gospodarki regionu. Miarą tej dźwigni jest stosunek kredytów do PKB. Miarą jej zmiany jest zmiana tego stosunku w latach 2001-2008. Poziom lewarowania gospodarki polskiej i tureckiej wzrósł w tym czasie o kilkanaście procent podczas gdy ten sam wskaźnik dla państw bałtyckich, Ukrainy i Bułgarii wzrósł od 40% do 60%.
Także w innej mierze ryzyka systemu finansowego Polska wypada bardzo przyzwoicie. Stosunek kredytów do depozytów nie przekracza 100%.
Jedynie jeden wskaźnik wyraźnie wskazuje na słabość Polski i zapewne ten czynnik sprawia, że od czasu do czasu pojawiają się plotki o pożyczce IMF dla naszego kraju. Jeśli założy się odcięcie od obcego kapitału przez najbliższe 12 miesięcy, a następnie obliczy potrzeby kapitałowe kraju, na które składają się deficyt na rachunku obrotów bieżących oraz krótkoterminowy dług zapadający w tym okresie, a następnie porówna się tę wielkość z rezerwami walutowymi państwa, to obliczy się w ten sposób ‘dziurę’ w finansowaniu. Większość krajów wschodzących zupełnie nie ma tej ‘dziury’. W przypadku Polski wynosi ona około 8% PKB i jest to główny czynnik ryzyka dla systemu finansowego naszego kraju.
Reasumując, według UBS gospodarki poważnie zagrożone implozją systemu finansowego są na tyle małe, że możliwe jest międzynarodowa pomoc, która zapobiegnie katastrofie. Jeśli pomoc okaże się skuteczna i nie nastąpi efekt domina, to duże gospodarki powinny same sobie poradzić z kryzysem finansowym. Gdzie widzę słaby punkt w rozumowaniu analityków UBS? W zbyt optymistycznej ocenie sytuacji w Rosji.
Related posts:












