Najpierw wytłumaczę czytelnikom niezorientowanym w finansach o co chodzi z tymi opcjami: Otóż proszę traktować opcje walutowe jak ubezpieczenie. Eksporterzy nie lubią mocnej złotówki, ponieważ ogranicza ich zyski (za sprzedane towary otrzymują mniej złotówek). Zwykli ludzie nie lubią gdy ktoś im kradnie samochód. Dlatego się ubezpieczają. Eksporterzy kupują opcje put na walutę obcą, czyli prawo do sprzedania bankowi tej waluty po określonej cenie, nawet jeśli jej cena na rynku będzie dużo niższa. Zwykli ludzie kupują opcję put na swój samochód, czyli prawo do sprzedania go ubezpieczycielowi po określonej cenie nawet jeśli samochód zostanie ukradziony (albo straci wartość po wypadku).
Na przykład: eksporter ma umowę na dostarczenie statku za 10 mln euro. Gdy podpisywał umowę euro kosztowało 4 złote, a więc umowa opiewała na 40 mln złotych. W okresie roku złoty umocnił się do 3 zł za euro i eksporter otrzyma tylko 30 mln złotych. Jednak dzięki opcji put może sprzedać te 10 mln euro po kursie 4 zł i zainkasować 40 mln za kontrakt.
Wszyscy wiemy, że ubezpieczenie kosztuje. Dlatego niektórzy zwykli ludzie i niektórzy eksporterzy obywają się bez ubezpieczenia, biorąc na siebie ryzyko skutków wystąpienia niekorzystnego zdarzenia. Niektórzy eksporterzy chcieli mieć ubezpieczenie, ale za niego nie płacić. Dlatego banki zaproponowały im by wystawili opcje call na walutę obcą, czyli zobowiązali się sprzedać tę walutę po określonej cenie. Dokładnie tak jakby agent ubezpieczeniowy powiedział Kowalskiemu, że dostanie ubezpieczenie za darmo, jeśli sam Kowalski wypisze polisę na samochód prezesa banku. Agent mógł zapewniać, że nikt samochodu prezesa nie ukradnie bo stoi na parkingu strzeżonym, więc na transakcji stracić nie można. Banki mogły zapewniać, że złoty się będzie umacniać i eksporter nigdy nie będzie musiał sprzedawać waluty po cenach niższych niż na rynku. Ale zdarzył się cud: złoty się osłabił. Ukradziono samochód prezesa banku. Oczywiście samochód prezesa banku był droższy od samochodu Kowalskiego i biedny Kowalski nie ma czym zapłacić. To samo dotyczy eksporterów ponieważ wystawiali więcej opcji call od opcji put.
Na przykład eksporter podpisał umowę na zbudowanie statku gdy euro kosztowało 3 zł. Umowa opiewała na 10 mln euro. Ubezpieczył się więc opcją put na wypadek spadku euro poniżej 3 złotych – mógł sprzedać 10 mln euro po 3 złote. Za to ubezpieczenie zapłacił wystawiając opcje call, zobowiązując się sprzedać 20 mln euro po 3.5 złotych. Oczywiście był przekonany, że euro nie będzie nigdy tyle kosztować, a bank nie będzie chciał kupić 20 mln euro po 3.5 złotych. Minęło pół roku i euro kosztuje 5 złotych. Bank chce kupić 20 mln euro po 3.5 złotych. Eksporter musi kupić 10 mln euro po 5 złotych na rynku i sprzedać bankowi po 3.5 złotych, 10 mln euro otrzymał za statek. Mógł je sprzedać za 5 złotych na rynku, ale musi je odsprzedać bankowi po 3.5 złotych. Eksporter stracił więc 30 mln złotych (20 mln razy 1.5 zł straty), z czego 15 mln nie może być pokryte zyskami z eksportu statku.
Powstają dwa pytania: czy wystawianie opcji call zwiększało, czy zmniejszało poziom ryzyka eksporterów? Oczywiście, że zwiększało. Tak jak wystawienie polisy na drogi samochód prezesa banku zwiększało poziom ryzyka Kowalskiego. Tak więc, czy wszyscy ostrożni ludzie, którzy płacili za ubezpieczenie swojego samochodu gotówką ponieważ obawiali się ryzyka związanego z ubezpieczaniem horrendalnie drogiego samochodu prezesa banku mają teraz składać się na pomoc tym, którzy lekkomyślnie wystawili tę polisę? W imię czego? Nagradzania głupoty?
Problem polega na tym, że praktycznie wszystkie projekty pomocy przedsiębiorcom, których zarządy były na tyle niekompetentne by zaangażować firmy w spekulacyjne (zwiększające ryzyko!) transakcje walutowe, opierają się na tym, że straty tych spółek będą socjalizowane, czyli rozłożone na całe społeczeństwo, a więc głównie na tych ‘normalnych’, stroniących od hazardu i ryzyka ludzi.
Dlaczego tak się dzieje? To prosty mechanizm, który pokazałem w tekście o kapitalizmie kolesiów. Jest 1000 przedsiębiorców, którzy stracili 15 mld złotych, po 15 milionów na osobę. Jest też 38 mln Polaków. Rozłożenie strat na całe społeczeństwo spowoduje rozmycie straty z 15 mln na osobę na 400 złotych na osobę. Jak widać, 1000 nieudolnych przedsiębiorców ma dużo większą motywację i środki finansowe by walczyć o przerzucenie swoich strat na całe społeczeństwo niż poszczególni członkowie społeczeństwa na walkę z lobbingiem przedsiębiorców. Posiłkując się przykładem: Zbigniew Jakubas, którego firmy straciły kilkaset milionów na opcjach miał motywację i środki by lobbować u Waldemara ‘unieważnić opcje’ Pawlaka na rzecz działań rządu w tej sprawie. Informatyk, Tomasz Kowalski, nie ma takiej motywacji do obrony przed nałożeniem na niego dodatkowego 400 złotowego ciężaru.
Related posts:







