Wielu analityków powtarza jak mantrę, że obecny globalny kryzys finansowy jest tak poważny, że praktycznie nie ma instrumentów, które władze (rząd, bank centralny, nadzór finansowy) mogłyby użyć w celu w poprawy sytuacji gospodarczej w Polsce. Przesłanie tej argumentacji jest proste: to nie polskie władze odpowiadają za skalę osłabienia waluty czy spowolnienia gospodarczego, to wina globalnego trendu.

Dlatego warto zwrócić uwagę na raport, który analitycy z Morgan Stanley przygotowali o Chile – latynoamerykańskim państwie, które zdaje sobie wyjątkowo dobrze radzić ze spowolnieniem gospodarczym i kryzysem finansowym. Najpierw kilka faktów: chilijski rynek akcyjny od szczytów zanotowanych w 2008 roku spadł o …16%. To dwa razy lepszy wynik od zanotowanego przez inne rynki regionu oraz 4 do 5 razy lepszy od zachowania giełd Europy Środkowo-wschodniej, w tym giełdy polskiej. Chilijska waluta, od szczytu w marcu 2008, osłabiła się względem dolara o mniej niż 35% (dla porównania: dolar umocnił się do złotego o około 80% od minimalnego poziomu z roku 2008).

Skąd wzięła się siła chilijskiej gospodarki? Z mądrej i odważniej polityki gospodarczej rządu i Banku Centralnego. Przede wszystkim trzeba zauważyć, że Chile okazało się świetnie przygotowane na globalny kryzys finansowy. W kwietniu 2008 roku Bank Centralny Chile rozpoczął akcję akumulowania rezerw zagranicznych, głównie dolarowych, zakończoną we wrześniu w 70% zaawansowania. Chilijczycy kupowali dolara w dołku i gromadzili rezerwy walutowe na krótko przed globalnym kryzysem kredytowym.

W latach 2006-2008 chilijski budżet wygenerował nadwyżkę budżetową w wysokości 21.7% PKB. W tej chwili, chilijskie władze, dysponują rezerwami budżetowymi równymi 15% PKB, co sprawia, że Chile nie tylko nie musi obcinać wydatków, ale bez negatywnych konsekwencji budżetowych może sobie pozwolić na program stymulowania gospodarki równy kilku procentom produktu krajowego. Tym bardziej, że całkowity dług rządowy nie przekracza 6% PKB. W styczniu 2009 ogłoszono program pomocowy warty około 4 mld dolarów, obejmujący obniżkę podatków korporacyjnych, programy rozbudowy infrastruktury, pomoc dla słabo zarabiających rodzin oraz gwarancje kredytowe dla sektora MSP.

Na początku 2009 roku Bank Centralny zdecydował się na agresywne cięcia stóp procentowych. W okresie kilku tygodni stopy obniżono o 350 punktów bazowych do poziomu 4.75%. Analitycy Morgan Stanley spodziewają się dalszych obniżek i osiągnięcia przez stopy procentowe poziomu poniżej 3% w 2009. Oprócz obniżki stóp procentowych, chilijski bank centralny zdecydował się na uruchomienie dolarowych linii swapowych oraz wprowadzenie mechanizmów zwiększających płynność w sektorze bankowym (takich jak rozszerzenie listy papierów wartościowych objętych operacjami repo).

Warto zauważyć, że inflacja w Chile wynosi około 6.3% (dane za styczeń), a jeszcze w październiku sięgała 9.9%. Na szczęście dla chilijskiej gospodarki Bank Centralny tego kraju zdaje sobie sprawę, że stopy procentowe kształtują przyszłą inflację, a do ich ustalania kluczowa jest prognozowana inflacja, a nie obecny poziom tempa wzrostu cen. Dlatego dostrzegając antyinflacyjne środowisko gospodarcze Bank Centralny zdecydował się na agresywne cięcia stóp procentowych, które w przypadku Chile mają relatywnie duże znaczenie ze względu na wysoki stosunek długu do PKB, który wynosi około 80%.

Władzie Chile spodziewają się wzrostu gospodarczego na poziomie 2% do 3% w 2009 i choć są to optymistyczne prognozy, to stan chilijskiej gospodarki, która jako wschodząca gospodarka z dużym udziałem surowców w PKB i w eksporcie teoretycznie jest bardzo narażona na negatywne skutki spowolnienia gospodarczego, wskazuje, że przemyślana polityka ekonomiczna może być kluczowym czynnikiem decydującym o stanie ekonomii.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Wykop

Related posts:

  1. UBS w obronie regionu CEE i Polski
  2. Wieści z wojny ziemniaczano – waniliowej
  3. Idealny sztorm nad Europą Środkową