Warto interesować się rozwojem sytuacji na Islandii z dwóch kluczowych powodów: po pierwsze, Islandia przedstawia powstanie i wybuch kryzysu finansowego w małej skali oraz z pewnym wyprzedzeniem. Po drugie, system finansowy na Islandii się stopił – sytuacja na Islandii informuje nas więc o tym jakby wyglądało nasze życie gdyby doszło do tego na skalę globalną. Można znaleźć trzeci powód: obserwacja Islandczyków pokazuje co się dzieje z czwartym najbogatszym społeczeństwem na Ziemi gdy zbankrutuje i wykupuje żywność ze sklepów ze strachu przed niedoborami. Gdybym był socjologiem kupowałbym bilet na Islandię bo genialna praca z dziedziny zachowania społeczeństw w sytuacji kryzysowej aż prosi się o napisanie.

Giełda na Islandii spadła wczoraj o 77%. Prawdą jest, że duża część spadku miała charakter techniczny. Trzy największe banki, Glitnir, Kaupthing i Landsbanki, miały łącznie 3/4 udziału w głównym indeksie. Po ich nacjonalizacji zrewidowano ich wartość do zera i tak powstał ten wykres (za Bespoke):

Jednak to nie giełda jest głównym zmartwieniem Islandczyków choć spadła o 89% w tym roku i biorąc pod uwagę płynność na parkiecie nie ma praktycznie sposobu by zamknąć pozycje w islandzkich spółkach. Największe obawy dotyczą kursu korony. Islandzka waluta do wrzesnia straciła kilkadziesiąt procent do euro i dolara w tym roku. W tej chwili handel na koronie praktycznie zamarł a cytowany przez Bloomberg broker walutowy podał oferty kupna i sprzedaży na parę korona/euro na poziomie kupno 300 koron/ sprzedaż 450 koron. Spread, czyli różnica pomiędzy ofertą kupna i sprzedaży wynosi więc 50%. Commerzbank podaje ostatnie notowania euro do korony 1 do 340. Oznacza to, że kurs euro wzrósł w czasie ostatnich kilku tygodni o około 180%.

To nie jest dobra wiadomość dla Islandczyków ponieważ 14% ich długu denominowane jest w walutach obcych. Stopy procentowe na Islandii od dłuższego czasu pozostawały na wysokim, około 15% poziomie, więc banki zachęcały do zaciągania kredytów w jenach i frankach. W efekcie pod koniec września Islandczycy mieli około 244 miliardów koron długu w walutach obcych. Jeśli przeliczymy to na euro po kursie preferowanym przez Bank Centralny, 1 korona do 1/131 euro, to okaże się, że 320 000 mieszkańców wyspy spłaca zadłużenie w wysokości 1.8 mld euro czyli 6 tysięcy euro na osobę. Dotyczy to oczywiście jedynie zadłużenia gospodarstw domowych.

Co to oznacza dla Islandczyków? Raty kredytów, które spłacają wzrosły o kilkadziesiąt procent w tym roku. Kryzys finansowy i de facto brak rynku walutowego sprawił, że utrudniony jest import wszelkich towarów. Ponieważ importerzy muszą zamienić korony na walutę kraju eksportera, a nikt nie chce przeprowadzać takich transakcji na koronie, brak wymiany walutowej wstrzymuje import towarów na Islandię. Zmusiło to rząd do podjęcia decyzji, że transakcje związane z importem żywności i lekarstw mają mieć pierwszeństwo na rynku walutowym. Ponieważ Islandczycy obawiają się dalszego pogorszenia sytuacji to nie tylko wykupują żywność ze sklepów, ale także wstrzymują się z większymi wydatkami konsumpcyjnymi takimi jak zakup sprzętu elektronicznego czy samochodów.

Tak wygląda sytuacja na Islandii zaledwie kilka tygodni po załamaniu się systemu finansowego wyspy.

Podziel się z innymi:
  • Google Bookmarks
  • Print
  • email
  • Wykop
  • MySpace
  • Twitter
  • Technorati
  • Facebook
  • PDF

Podobne zagadnienia omówiłem w tekstach:

  1. Islandia tonie?
  2. Islandia w liczbach
  3. Islandia tonie. Moskiewska pożyczka
  4. Skutki załamania się systemu finansowego na Islandii
  5. Islandia – 9 miesięcy po finansowym Armagedonie
  6. Czy na Islandii są jeszcze jakieś prywatne banki?
  7. Mit człowieka racjonalnego: ultimatum game