Niezwykle interesująco rozwija się sytuacja na rynku złota. Niedawno złoto przekroczyło barierę $1000 za uncję (po raz pierwszy od marca 2008 roku) i wielu analityków wskazuje, że tym razem będzie inaczej i cena złota utrzyma się powyżej tej okrągłej granicy.
Mnie zainteresowało coś innego. Wall Street Journal doniósł, że trusty inwestycyjne i notowane fundusze inwestycyjne (exchange-traded funds – ETF, w Polsce ich odpowiednikiem są chyba notowane na WGPW certyfikaty inwestycyjne) wygenerowały popyt na 306 ton złota w ciągu pierwszych siedmiu tygodni 2009 roku. Dla porównania, w całym 2008 roku fundusze rynku złota dodały 322 tony złota. Jeżeli tempo gromadzenia złota przez fundusze i trusty utrzyma się, to w 2009 roku staną się one największym odbiorcą złota, zrzucając z pierwszego miejsca producentów biżuterii, który zużyli 2 120 ton złota w 2008 roku. Łącznie, po podwojeniu stanu posiadania w okresie ostatniego roku, fundusze i trusty są właścicielami fizycznego złota o wartości $45 mld.
Gdy porównuję te wiadomości z informacjami o rozmiarach inwestycji inwestorów finansowych na rynku ropy w 2008 roku oraz gdy porównuję atmosferę na rynku ropy wtedy i nastroje na rynku złota dzisiaj, to nie mam wątpliwości, że na rynek złota wpłynęły gorące pieniądze. Tym bardziej, że fundamentalne czynniki nie przemawiają za zwyżką cen złota. Główny odbiorca złota – sektor jubilerski zapewne ograniczy zużycie w obliczu globalnej recesji, zwłaszcza w państwach wschodzących (w tym w Indiach, które generują duży popyt na złoto jubilerskie). Dolar wzmacnia się w stosunku do głównych walut. Światu grozi niebezpieczeństwo deflacji. To nie są czynniki historycznie dobrze wpływające na cenę złota.
Kluczowym impulsem, który napędza cenę złota najprawdopodobniej jest strach przed finansowym Armagedonem. Na drugim miejscu postawiłbym oczekiwania, że polityka monetarna banków centralnych w końcu, po dwóch, trzech latach, doprowadzi do znaczącej inflacji.
Oba te czynniki wydają mi się logicznie niespójne. Najlepszym zabezpieczeniem przed finansową katastrofą jest żyzna ziemia i zapas nasion. Natomiast przykład USA z czasów Wielkiej Depresji i Japonii z ostatnich dwóch dekad pokazuje, że wzrost bazy monetarnej nie musi doprowadzić do wysokiej inflacji.
Czy to oznacza, że uważam, iż złoto jest nieatrakcyjne jako inwestycja? Nie, absolutnie nie. Rynek ropy naftowej stał się gorący, już po przekroczeniu $60 za baryłkę, z pewnością po pokonaniu $100 za baryłkę. Historia pokazała, że kupowanie ropy w tych momentach dałoby przyzwoity zwrot z inwestycji. Po drugie, dla polskiego inwestora, inwestowanie w złoto związane jest ‘lewarem’ w postaci kursu dolara do złotego – co czyni inwestycje w złoto trudniejszą ,ale także bardziej interesującą.
Dodatek: zwróćcie Państwo uwagę na poniższy wykres przedstawiający fazy rynku byka na ropie naftowej i spróbujcie odpowiedzieć, na którym etapie znajduje się teraz złoto…
Jeszcze jeden bonus: inny gorący rynek, gorący jak gorąca czekolada w interesującym wpisie Michała Wojciechowskiego
Related posts:








