Wyobraźmy sobie dwóch ludzi: Piotra i Pawła. W 2007 roku ukończyli studia, założyli rodziny i dostali nową pracę. Piotr na początku roku 2008 roku postanowił kupić mieszkanie na kredyt hipoteczny. Paweł uznał, że mieszkania są przewartościowane, kredyt w złotówkach za drogi, a ryzyko walutowe przywiązane do kredytu we frankach zbyt duże i postanowił wynająć małe mieszkanie. Obaj stracili pracę na początku 2009 roku wskutek restrukturyzacji zatrudnienia w ich firmach w związku ze spowolnieniem gospodarczym.
Ale Piotr jest szczęściarzem. ‘Załapie się’ na wymyślony przez rząd Donalda Tuska program pomocy dla spłacających kredyty hipoteczne osób zwolnionych z pracy. Warunki tego programu są przykładem socjalizowania na całe społeczeństwo ryzyka podejmowanego przez wybrane osoby oraz wynagradzania błędnych decyzji ekonomicznych i karania za podejmowanie rozsądnych decyzji.
Ujawniono dziś, że program pomocy dotyczyć ma wszystkich tracących pracę kredytobiorców (niezależnie od dochodu gospodarstwa domowego), których kredyt hipoteczny nie przekracza 500 000 złotych. Rządowa pomoc ma wynieść od 500 do 1200 złotych miesięcznie i mieć charakter nieoprocentowanej pożyczki. Projekt obowiązywać ma w latach 2009-2010. Spłata pożyczki rozpocznie się po 2 latach i rozłożona będzie na 5 do 10 lat.
Ustalmy najpierw jedną rzecz: program mógł być gorszy. Mógł zakładać bezzwrotną pomoc. Warto jednak zwrócić uwagę, że mimo, iż pomoc ma charakter pożyczki, ma ona wymierną wartość. W uproszczeniu można ją obliczyć w ten sposób: przez dwa lat pomoc wyniesie od 12 000 (500 zł miesięcznie) złotych do 28 800 złotych (1200 złotych miesięcznie). Spłata pożyczki zaczyna się po dwóch latach i trwa od 5 do 10 lat, a więc w rzeczywistości od 7 do 12 lat. Pożyczka jest nieoprocentowana co oznacza, że rząd ‘podaruje’ kredytobiorcom od 2240 złotych (500 złotych i 7 lat) do 9 550 (1200 złotych i 12 lat) przy założeniu średniego rynkowego oprocentowania na 5%. Nie są to duże wartości, ale pomnożone przez tysiące beneficjentów stworzą realny wydatek.
Powstaje zasadnicza wątpliwość: dlaczego polski rząd postanowił faworyzować osoby kupujące mieszkania na kredyt hipoteczny kosztem osób decydujących się na wynajem mieszkania? Rządowy projekt pomocy w rzeczywistości nagradza lekkomyślne podejmowanie ryzyka, którym, przy całym moim współczuciu dla kredytobiorców tracących pracę, jest zaciągnięcie kredytu, którego nie jest się w stanie spłacać.
Innym problemem jest fakt, że program pomocy kierowany jest do relatywnie zamożnych obywateli. Kredyt hipoteczny na 500 000 złotych wiąże się z miesięczną ratą na poziomie około 2 500 złotych. Przy założeniu stosunku raty do dochodów na poziomie 50% oznacza to, że mogły sobie na niego pozwolić gospodarstwa o dochodzie wyższym niż 5 tysięcy złotych miesięcznie. Jeśli się nie mylę, to sporo powyżej średniej. Nieczęsto spotyka się programy pomocowe dla obywateli zarabiających powyżej średniej.
Mam nadzieję, że nie muszę dodawać, że koszty pomocy dla tej grupy społecznej pokryje reszta społeczeństwa. W końcu w ekonomii nie ma darmowych obiadów. Dlatego moim zdaniem, pożyczka powinna być oprocentowana.
Related posts:







