W amerykańskich mediach ekonomicznych, a także w blogosferze, rozpoczęła się dyskusja o tym do jakiego poziomu może spaść amerykański rynek akcyjny. W pewnych okolicznościach tego typu rozważania byłyby silnym sygnałem wyprzedania rynku i zbliżającego się odbicia. Specyfika aktualnej sytuacji polega na tym, że o ile inwestorzy antycypują coraz niższe poziomy docelowe dla dołka obecnej bessy, to analitycy cały czas trzymają się hurraoptymistycznych prognoz.
Analitycy najważniejszych instytucji finansowych spodziewają się, że pod koniec 2009 roku S&P 500 będzie na poziomie o 46% wyższym niż jego aktualna wartość. Najbardziej pesymistyczny w swoich przewidywaniach, Barry Knap z Barclays, prognozuje, że S&P zakończy rok 2009 na poziomie 874 punktów, czyli 27% powyżej obecnego poziomu. Najbardziej optymistyczna prognoza, autorstwa Binky Chadha z Deutsche Bank, zakłada poziom 1140 punktów na S&P 500, czyli wzrost indeksu o niemal 66% z obecnych poziomów. Analitycy JP Morgan i UBS prognozuje 1100 punktów, Citigroup i HSBC 1000 punktów, Bank of America i Morgan Stanley 975 punktów, Goldman Sachs 940 punktów, a Credit Suisse 920 punktów.
Pojawiają się najbardziej kuriozalne próby uzasadnienia obecnej wyceny indeksu S&P. Jeden z komentatorów zaproponował by przy obliczaniu wskaźnika Cena/Zysk (C/Z lub angielskie P/E) dla indeksu odrzucić spółki notujące straty. Inny analityk zaproponował ważenie zysków i strat spółek ich kapitalizacją przy obliczaniu indeksowego C/Z. Oczywiście, obydwie propozycje sugerowały, że amerykańskie akcje są bardzo tanie.
Tymczasem, zastosowanie najbardziej konserwatywnej metody obliczania wskaźnika C/Z dla indeksu S&P, to jest użycie średnich zysków spółek z ostatnich 10 lat wskazuje, że amerykańskie akcje nie tylko nie są tanie, ale także, że sporo brakuje im do osiągnięcia atrakcyjnej wyceny wskaźnikowej jaka tradycyjnie kończyła rynki niedźwiedzia. Stosowanie średnich zysków z ostatnich 10 lat, metoda opracowana przez profesora Shillera, pozwala uniezależnić wskaźnik C/Z od cyklów koniunkturalnych ponieważ używa do analizy zysków z okresu boomu oraz z okresu spowolnienia gospodarczego.
Historyczny wykres, obliczonego metodą profesora Shillera, wskaźnika C/Z dla S&P 500 znajduje się poniżej.
Można zauważyć cztery wielkie bąble spekulacyjne, z lat 1901, 1929,1966 i 2000, w czasie których akcje wycenianie były przy bardzo wysokim wskaźniku C/Z. Każda z tych baniek w końcu pękła. Po przekłuciu bąbla spekulacyjnego wskaźnik C/Z dla indeksu S&P 500 osiągał wartość od 5 do 8 zanim na nowo zaczął rosnąć w czasie tworzenia następnej bańki.
Obecnie, wskaźnik C/Z dla indeksu S&P 500 wynosi około 11,8. To zdecydowanie poniżej średniej dla całego okresu, która wynosi 16, ale wciąż dużo powyżej ekstremalnie niskich wartości notowanych poprzednio. Ponieważ rynki akcyjne zmierzają od przewartościowania do niedowartościowania, to można się spodziewać, że dołek bessy ustanowiony zostanie przy niskim wskaźniku C/Z.
Zysk na syntetyczną akcję indeksu S&P 500 wynosi około 57.5 Możemy więc sprawdzić jakie wartości przyjmie indeks dla poszczególnych wskaźników C/Z:
| Wskaźnik C/Z | Teoretyczna wartości indeksu S&P 500 |
| 10 | 575 |
| 9 | 517 |
| 8 | 460 |
| 7 | 402 |
| 6 | 345 |
| 5 | 288 |
Nie wygląda to optymistycznie, prawda?
Niezbyt optymistycznie przedstawia się także teoretyczna wycena indeksu S&P uwzględniająca jedynie prognozowane zyski spółek z 2009 roku. Obecnie prognozy zakładają $64 dolary zysku na syntetyczną akcję indeksu, jednak niemal na pewno zostaną zrewidowane w dół do poziomu pomiędzy $40 a $50. Analitycy Goldman Sachs, Citigroup i Bank of America już zredukowali swoje prognozy do powyższego poziomu.
Jeśli więc założymy, że dołek bessy musi nastąpić w okresie niedowartościowania akcji to stosując niskie wartości wskaźnika C/Z (poniżej 10) otrzymamy prognozę dołka bessy przy wartości S&P 500 pomiędzy 400 a 500 punktów. Takie wartości C/Z nie są niczym nadzwyczajnym w czasie rynku niedźwiedzia. Bessa początku lat 70′ zakończyła się przy C/Z na 11.4 w 1974 roku, następna bessa osiągnęła dno przy C/Z na poziomie 8.5 w 1982 roku.
Innymi słowy, jeśli wziąć pod uwagę wycenę fundamentalną, wartość S&P 500 w przedziale 400 do 500 nie byłaby żadną aberracją. Niestety, na poprzednim zdaniu można zakończyć ‘bezpieczne’ wyciąganie wniosków z powyższej analizy. Niektórzy, w tym właśnie widzą piękno rynku.
Related posts:









