Pan Mateusz Machaj na stronach polskiego Instytutu Misesa opublikował tekst w obronie rynków finansowych: konkretnie w obronie instrumentów pochodnych i spółek akcyjnych. Tradycyjnie już odpowiedzialnością za kryzys finansowy obarczony został ‘chory system monetarny’ oraz otrzymywanie przez ‘kołchozy z Wall Street pustych pieniędzy tworzonych z powietrza przez System Rezerwy Federalnej’.

Naturalnie zgadzam się z przesłaniem tekstu: to nie rynki finansowe jako takie są winne obecnemu kryzysowi. Chciałbym jednak zwrócić uwagę czytelników na kilka ciekawych szczegółów. Pan Mateusz Machaj napisał: Nie jest więc tak jak niektórzy twierdzą, iż wszystkie te instrumenty są grą o sumie zerowej, na której każda wygrana oznacza taką samą przegraną kogoś innego. Ubezpieczenia przecież nie są procesem, w którym zawsze ktoś wygrywa w takim stopniu jak ktoś inny przegrywa. Niestety, Pan Mateusz Machaj bardzo się myli. Kontrakty terminowe rzeczywiście nie są grą o sumie zerowej. Są grą o sumie ujemnej. Nie wypada zapominać przecież o kosztach transakcyjnych. Nie widzę także specjalnych korzyści w stosowaniu do rynku kontraktów terminowych założenia o subiektywnym charakterze pojęcia wartości – to zagadnienie wydaje się być ‘oczywistą oczywistością’. W rachunku ekonomicznym jednak  strata jednej strony transakcji jest zawsze odrobinę tylko wyższa (koszty transakcyjne!) od zysku drugiej strony. Dużo ważniejsze w dyskusji o użyteczności rynku kontraktów terminowych wydaje się ustalenie jaka część rynku służy rzeczywistemu zabezpieczaniu się a jaka część jest czystą spekulacją. Pewien obraz tego problemu kreślą na przykład dane o odsetku kontraktów terminowych na surowce, które są fizycznie rozliczane. W przypadku ropy naftowej na NYMEX odsetek ten oscyluje w granicach 1% do 2%.

Zastanowiło mnie inne spostrzeżenie autora: Dokładnie tak samo jest z instrumentami pochodnymi – problemem jest to, czego te instrumenty dotyczą i co roznoszą po gospodarce. Dobrym potwierdzeniem tej tezy jest fakt, że nie wszystkie instrumenty na rynku to finansowa broń masowego rażenia. Otóż, wydawało mi się, że autor, jako radykalny przedstawiciel Szkoły Austriackiej, jest zwolennikiem standardu złota i systemu pieniężnego odrzucającego rezerwy cząstkowe. Tymczasem fundamentalną właściwością rynku kontraktów terminowych jest istnienie depozytów zabezpieczających a więc wysokiej dźwigni finansowej! Stąd moje pytanie: czy w systemie 100% rezerw i standardu złota jest miejsce na kontrakty terminowe?

Następnie Pan Mateusz Machaj staje w obronie spółek akcyjnych: Inaczej jest jednak z obecnymi kołchozami na Wall Street, gdzie banki i spółki z nimi powiązane otrzymują puste pieniądze tworzone z powietrza przez System Rezerwy Federalnej, a także są w swojej działalności ochraniane przez parasol państwowy. W wyniku tego wykształca się konsumpcyjna klasa menedżerska, która może przejadać radośnie majątek spółki i nie przejmować się konsekwencjami. Niestety, powyższy fragment ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Konsumpcyjna klasa managerska wykształca się wskutek chorego systemu motywacyjnego wytworzonego na wolnym rynku, który premiuje osiąganie krótkoterminowych zysków kosztem długoterminowej stabilności. Postawa FED i ochrona korporacji z Wall Street przez ‘parasol państwowy’ ma tu niewiele wspólnego. Dlaczego?

Po pierwsze niektóre firmy upadły a więc managerowi nie mogą liczyć, że państwo na pewno przyjdzie im z pomocą. Po drugie, wbrew pozorom, managerowie z Wall Street są ofiarami kryzysu finansowego a pomoc państwa nie uchroniła ich przed stratami. Duża część ich majątku ulokowana została w akcjach spółek, w których pracowali, których ceny dosłownie załamały się w 2008 i 2009 roku. Ci ludzie często stracili 70%-90% osobistego majątku. Po trzecie, to czy firma przetrwa czy nie, a więc ewentualna interwencja państwa, nie ma dla kadry managerskiej większego znaczenia ponieważ NIKT I NIC nie odbierze jej bonusów pieniężnych pobranych za wykreowanie wirtualnych zysków a ewentualna interwencja państwa i ta nie uratuje części ich majątku ulokowanego w akcjach.

Chciałbym zwrócić uwagę czytelników na argumenty z powyższego akapitu. Zachowanie kadry managerskiej banków nie było determinowane antycypowaniem interwencji rządowej. Nie ma żadnych logicznych przesłaniem do podtrzymywania takiej tezy.

W tym miejscu dochodzimy do tradycyjnej recepty środowiska intelektualnego Pana Mateusza Machaja: Te patologie nie są jednak rezultatem formuły spółki akcyjnej, ale chorego systemu monetarnego, który tak jak zakaził rynek instrumentów pochodnych, tak samo zakaża spółki akcyjne. System monetarny! Trzeba wprowadzić standard złota! Fakt, że spełnienie tego postulatu jest mrzonką nie przeszkadza Austriakom traktować go jako cudownego antidotum na wszelkie problemy. Bąble spekulacyjne z XVII i XVIII i XIX wieku wymaże się z kart historii.

Podziel się z innymi:
  • Google Bookmarks
  • Print
  • email
  • Wykop
  • MySpace
  • Twitter
  • Technorati
  • Facebook
  • PDF

Podobne zagadnienia omówiłem w tekstach:

  1. UBS w obronie regionu CEE i Polski
  2. Mit innowacji finansowych
  3. Krótka historia polskiego eksportera
  4. Piekło regulacji finansowych