Kierowany przez Bena Bernanke FED zdecydował się na quantitative easing. FED zamierza wpompować w system finansowy około 1 biliona dolarów, w tym zakupić długoterminowe obligacje rządowe za 300 mld dolarów w okresie najbliższych 6 miesięcy, oraz wykupić warty 750 mld dolarów pakiet obligacji opartych na kredytach hipotecznych. Jaki jest cel tych działań?
Bezpośrednim celem FED jest obniżenie rynkowych stóp procentowych. Dokona tego poprzez obniżenie rentowności długoterminowych obligacji i obniżenie oprocentowania kredytów hipotecznych. Planowanym efektem ubocznym tych działań będzie zrzucenie biliona dolarów na amerykańską gospodarkę ‘z helikoptera FED’. W zamierzeniu Bernanke – działania te mają działać stymulująco na gospodarkę. Paradoksalnie, quantitative easing ma dużo większe szanse by zadziałać niż bodziec budżetowy (fiscal stimulus).
Quantitative easing (QE) jest jedyną, znaną współczesnym bankierom centralnym, odpowiedzią na pułapkę płynności (liquidity trap) czyli sytuację, w której obniżenie głównych stóp procentowych w okolice 0% (planeta ZIRP – zero interest rate policy) nie działa stymulująco na aktywność gospodarczą.
Jakie są zagrożenia związane z QE? Najważniejszym problemem jest inflacja. FED operuje w bardzo niewielkim przedziale dopuszczalnego błędu. Jeśli wpompuje w gospodarkę za dużą ilość pieniędzy to obudzi inflacyjnego potwora, jeśli wpompuje za mało pieniędzy to nie pobudzi aktywności gospodarczej. Problem w tym, że rezultaty tych działań znać będziemy dopiero za kilkanaście miesięcy. Pewne trudności stworzy też ewentualne ‘wyciągnięcie’ tych pieniędzy z systemu, zakładając, że QE się powiedzie i amerykańska, a z nią globalna, gospodarka wejdą w fazę odbudowy.
Naturalnie, spór o QE to spór o fundamenty polityki monetarnej i dużo ważniejsze od tego aspektu jest, moim zdaniem, zwyczajne wyjaśnienie mechanizmu tej polityki i zagrożeń z nią związanych. W każdym razie, QE jest ostatnią ‘bronią’ jaką w tej chwili posiadają centralni bankierzy.
W pierwszej reakcji na decyzję FED rynki surowo ‘ukarały’ dolara, który zanotował trzeci w historii największy spadek względem koszyka głównych walut. Zdecydowanie obniżyły się też rentowności długoterminowych obligacji. Powstaje oczywiste pytanie o to, czy FED implementując QE przekreślił los dolara?
Wbrew pozorom, odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista. Anglicy i Helweci już wcześniej rozpoczęli menetyzowanie długu rządowego. Bank Szwajcarii rozpoczął też interwencję na rynku walutowym w celu obniżenia kursu franka. Gospodarka Japonii od dwudziestu lat znajduje się w stanie stagnacji, która obecnie zamienia się w poważną recesje. Co więcej, Japonia także rozważa interwencję na rynku w celu obniżenie wartości jena. Euro obarczone jest poważnymi strukturalnymi problemami, a europejski system bankowy może się okazać jeszcze bardziej zdewastowany kryzysem finansowym niż system amerykański. Krótko mówiąc: rynek walutowy przypomina obecnie konkurs na najmniej brzydką walutę. O słabości dolara decydować będzie słabość innych kluczowych walut.
Co za tym może się okazać bezpieczną przystanią (safe haven)? Niezwykle trudno znaleźć odpowiedź na to pytanie. Oczywistym kandydatem wydawałoby się złoto lecz na tym rynku zaczynają się gromadzić ‘gorące pieniądze’ wieszczące bańkę spekulacyjną – co można jednak traktować jako argument za inwestycją w złoto. Niektórzy analitycy wskazują, że norweska korona może być następcą szwajcarskiego franka. Waluty państw eksportujących surowce naturalne o zdrowej polityce budżetowej i pozytywnym bilansie rachunku obrotów bieżących mogą się okazać świetnym sposobem na ekspozycję na odrodzenie w globalnej gospodarce ale trudno przewidzieć co się stanie z tymi walutami jeśli ‘odbicie’ w gospodarce się opóźni.
Related posts:








