Paul Kedrosky w odniesieniu do Planu Geithnera (oznaczanego skrótem PPIP) przypomniał stare powiedzenie ‘Głupek dysponujący planem może pokonać geniusza, który działa bez planu’. Obawiam się, że Paul Kedrosky trafił w samo sedno: największą zaletą PPIP jest to, że istnieje.

Oficjalnie, największą wartością Planu Geithnera ma być zdolność do stworzenia, a raczej przywrócenia, rynku na ‘toksyczne’ papiery wartościowe związane z rynkiem kredytowym. Administracja Obamy wychodzi z założenia, że istnienie aktywnego rynku będzie pierwszym krokiem w celu przywrócenia stabilności systemu finansowego. Rzeczywiście, zaktywizowanie rynku jest dobrym pomysłem. Można w tym momencie zacytować wypowiedź Paula Samuelsona, który zaznaczył, że o ile rynki są nieefektywne w skali makro, to jest w wyznaczaniu absolutnej wartości rynku, to są w stanie efektywnie wycenić podobne aktywa finansowe (efektywne w skali mikro). W PPIP to właśnie prywatni inwestorzy wyceniać będą poszczególne transze papierów dłużnych opartych na kredytach hipotecznych.

Problem polega na tym, że wprowadzenie rynkowej wyceny wyżej wymienionych papierów to niewielki procent tego, co trzeba zrobić by przywrócić stabilność w systemie finansowym. Wytrwale podkreśla to Paul Krugman. Plan Geithnera nie rozwiązuje natomiast najważniejszego problemu systemu finansowego: niewypłacalności ‘żywych trupów’. Co prawda może poprawić sytuację kapitałową sektora bankowego, ale stanie się to kosztem podatników.

Z Planem Geithnera jest dokładnie ten sam problem co z TARP Paulsona. Jeśli prywatni inwestorzy, subsydiowani w planie w Geithnera przez rząd, mieliby zapłacić rynkową cenę za toksyczne aktywa, to banki musiałyby odpisać wiele miliardów dolarów strat. Rząd USA zakłada więc, że rynkowa cena toksycznych papierów nie odzwierciedla ich realnej wartości i dlatego oferuje inwestorom subsydia by zapłacili za toksyczne papiery więcej niż wycenia je rynek. To jedyna sposobność by PPIP pomógł systemowi bankowemu w kwestii niedokapitalizowania.

Tutaj pojawia się kolejny problem. Nikt nie wie lepiej ile warte są toksyczne aktywa niż banki, które są ich właścicielami. Stąd w realizacji Planu Geithnera pojawi się klasyczny problem ‘limonek’, czyli asymetrii informacji pomiędzy sprzedawcą i kupującym. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że ‘żywe trupy’ już dysponują gwarancjami rządowymi na kilkaset miliardów dolarów toksycznych aktywów, to wyda się logiczne, że zaangażują się w PPIP tylko wtedy jeśli otrzymają za toksyczne aktywa cenę znaczenie wyższą od ceny rynkowej lub zdecydują się sprzedawać najbardziej zatrute z ‘toksycznych aktywów’. Naturalnie, prywatni inwestorzy doskonale zdawać sobie będą z tego sprawę i dlatego oferować będą niskie ceny za toksyczne aktywa. Co sprawi, że banki nie będą chciały ich sprzedawać bo pogorszy to ich sytuację kapitałową. Powstaje kolejne zamknięte koło.

Z jednym wyjątkiem, o którym napisał Steve Waldman z Interfluidity. Ustalmy najpierw jak wygląda PPIP. Załóżmy, że istnieje sobie inwestor Gill Bross z PIMCQ. Chce on wyłożyć 10 mld dolarów na uczestnictwo w programie PPIP. Załóżmy, że z drugiej strony bank Citi of America także wchodzi w PPIP. Wystawia toksyczne aktywa wycenianie w swoich księgach na 80 centów za dolara. Analitycy i rynek wyceniają te aktywa na 30c za dolara. PIMCQ zgadza się jednak zapłacić 82c za dolara. Euforia zdobywa serca inwestorów. Prywatni inwestorzy wyceniają toksyczne aktywa bardzo wysoko. Cały kryzys to tylko zły sen.

Rząd dołoży 10 mld dolarów do inwestycji PIMCQ. Następnie transakcja jest lewarowania przez FDIC, który dostarcza 6$ na każdy dolar inwestycji. PIMCQ kupi więc 140 mld dolarów toksycznych aktywów i tyle właśnie ‘zdrowego kapitału’ otrzyma bank Citi of America. Po kilku latach okaże się, że rynek miał rację. Toksyczne aktywa warte były 30c za dolara. PIMCQ straci więc całe 10 mld dolarów, tyle samo straci rząd. FDIC odzyska jedynie 50 mld dolarów z pożyczonych 130 mld dolarów. Podatnik dokapitalizuje więc Citi of America kwotą 80 mld dolarów. Gdy będzie próbował mówić o rabunku w biały dzień Sekretarz Skarbu pokaże mu smutną minę Gilla Brossa i przypomni, że prywatny inwestor stracił WSZYSTKIE zainwestowane pieniądze. Nikt już nie będzie pamiętać, że PIMCQ było właścicielem kilkuset miliardów dolarów obligacji korporacyjnych Citi of America, które zakupiło po super okazyjnej cenie wtedy gdy rynek spodziewał się upadłości banku. Tak właśnie może działać Plan Geithnera.

W tym wariancie od Planu Paulsona różni się tym, że 1/8 strat poniosą prywatni inwestorzy, a rząd dzięki udziale prywatnych funduszy uzyska alibi na dofinansowanie sektora bankowego pieniędzmi podatników. To ci ostatni zostaną z gigantyczni długami do spłacenia. System finansowy wróci do stadium sprzed kryzysu i rozpocznie się odliczanie do następnej kontrolowanej katastrofy, która posłuży kolejnemu transferowi bogactwa od zwykłych obywateli do finansowej oligarchii.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Wykop

Related posts:

  1. To już nie jest plan Paulsona
  2. Plan ratowania systemu finansowego
  3. Zły bank? Zły pomysł. To może nacjonalizacja?
  4. Czy Chiny naprawdę trzymają USA w potrzasku?