Wczoraj polskie media zachwycały się danymi z angielskiego rynku nieruchomości. Stało się tak po opublikowaniu danych Nationwide pokazujących wzrost cen domów w marcu 2009 roku o 0.9% w porównaniu z lutym 2009 roku. Miał być to pierwszy wzrost cen domów w Wielkiej Brytanii od października 2007 roku.

Na stronach RMF można przeczytać: Przełom w Wielkiej Brytanii? Ceny domów w końcu wzrosły! Tymczasem rok do roku ceny spadły o 15.7% (w porównaniu z marcem 2008 roku). Co prawda oznacza to wyhamowanie spadków, które osiągnęły 17.6% w lutym 2009 roku ,ale trudno uznać tę informację za optymistyczną. To nie koniec.

Indeks Nationwide jest jednym z dwóch głównych indeksów cen domów w UK. Drugi indeks publikuje Halifax. W opublikowanym dzisiaj raporcie pokazano spadek cen domów w marcu o 1.9% w porównaniu z lutym 2009 roku. W ujęciu rocznym spadki osiągnęły poziom 17.5%. Ceny wróciły do poziomu z maja 2004 roku.

Naturalnie, powyższy raport Halifax nie musi spotkać się z równym zainteresowaniem co raport Nationwide. Wyraźnie jednak widać, że wyciąganie wniosków na podstawie jednego raportu o miesięcznej zmianie cen domów jest co najmniej lekkomyślne.

Tym bardziej, że nie wiemy jaki był margines błędu w podanych danych. Ta ostatnia kwestia praktycznie umyka uwadze dziennikarzy finansowych zarażonych analfabetyzmem statystycznym. Najlepszym przykładem są dane o sprzedaży domów w USA (zarówno na rynku pierwotnym jak i wtórnym).

25 marca 2008 roku Rzeczpospolita informowała w notatce USA: Sprzedaż nowych domów niespodziewanie w górę: Sprzedaż nowych domów w USA wzrosła w lutym o 4,7 proc., z 322 do 337 tysięcy .

Analitycy prognozowali, że sprzedano 300 tysięcy domów wobec 309 tysięcy korektą w styczniu.

Otóż problem z tymi danymi polega na tym, że obarczone są one prawie 20% marginesem błędu. Nie żartuje. Oto fragment komunikatu amerykańskiego Biura Statystycznego: Sales of new one-family houses in February 2009 were at a seasonally adjusted annual rate of 337,000, according to estimates released jointly today by the U.S. Census Bureau and the Department of Housing and Urban Development. This is 4.7 percent (±18.3%) above the revised January rate of 322,000, but is 41.1 percent (±7.9%) below the February 2008 estimate of 572,000.

Co to znaczy? Nie mniej, nie więcej tylko to, że dane o miesięcznej zmianie sprzedaży nie mają najmniejszego statystycznego znaczenia. Żadnego. Miesięczna zmiana mogła wynieść od -13.6% do +23%.

Statystyczne znaczenie mają dane roczne. W tym przypadku zanotowano spadek sprzedaży o 41.1% przy marginesie błędu równym 7.9%. Czyli roczna zmiana sprzedaży waha się od -33.2% do -49%. Te dane są istotne. Na ich podstawie można stwierdzić, że sprzedaż nowych domów w ujęciu rocznym spadła z klifu.

Naturalnie dane roczne zareagują z opóźnieniem na zmianę trendu. Ale doszukiwanie się zmiany trendu w pozbawionych statystycznego znaczenia danych miesięcznych może narazić inwestorów na większe straty niż spóźnione wejście na rynek.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Wykop

Related posts:

  1. Rynek nieruchomości według raportu dewelopera: cz. II
  2. Rynek nieruchomości według raportu dewelopera: cz. I
  3. Nie ma bańki na rynku nieruchomości w Polsce? Cz. IV
  4. Wizualizacja bańki na rynku nieruchomości w USA
  5. Nie ma bańki na rynku nieruchomości w Polsce? Cz. III Zapasy