Odpowiedź na tytułowe pytanie wyda się prosta dla każdego kto śledził medialne doniesienia o ubiegłorocznych zarobkach głównego doradcy ekonomicznego prezydenta Obamy – profesora Lawrence Summersa. Ujawniono, że Summers zarobił 5.2 mln dolarów wykonując zadania konsultingowe dla funduszu hedge D.E. Shaw. Całkiem niezła suma jak na pracę na 1/5 etatu. Summers zarobił także 2.7 mln dolarów jako honoraria za wykłady wygłaszane dla przedstawicieli korporacji z Wall Street, w tym Citigroup i Goldman Sachs. W tej ostatniej kwestii niezwykle interesująco przedstawia się zestawienie ilości pieniędzy jaką firmy z Wall Street wydały na wykłady Summersa i ich wyników w zmaganiach z kryzysem finansowym. Naturalnie, korelacja nie implikuje istnienia związku przyczynowo-skutkowego.

W każdym razie powstaje fundamentalne pytanie, które często zadawałem w czasie gdy organizowaniem pomocy dla Wall Street zajmował się były CEO Goldman Sachs – Henry Paulson: czy można oczekiwać, że racjonalnie zachowujący się profesjonalista skrzywdzi rękę, która tak dobrze go karmi? Oczywiście zarobki Summersa są kwestią poboczną. Dużo więcej o postawie administracji Obamy wobec Wall Street można się dowiedzieć z analizy realnych działań amerykańskiego rządu wobec kryzysu finansowego.

Przede wszystkim administracja Obamy, za administracją Busha, propaguje fałszywą tezę, że problemy systemu finansowego w USA polegają na problemach z płynnością, a nie na problemach z wypłacalnością. To istotna kwestia, ponieważ w przypadku przyznania, że największe amerykańskie korporacje finansowe są niewypłacalne najbardziej racjonalnym działaniem byłoby przeprowadzenie kontrolowanego bankructwa tych instytucji. Byłoby to jaskrawym przeciwieństwem bezsensownego pompowania pieniędzy podatników w firmy z Wall Street.

Tezę o tym, że kryzys finansowy jest kryzysem płynności potwierdzić miał test wytrzymałościowy, którego najbardziej niekorzystne dla banków kryteria zostały tak dobrane, że już dziś można powiedzieć, że są scenariuszem nierealistycznie optymistycznym co wykazał profesor Roubini.  W związku z tym wartość analityczna testu wytrzymałościowego najprawdopodobniej oscyluje w okolicach zera. Administracja Obamy korzysta natomiast z wartości marketingowej testu, dopuszczając do kontrolowanych przecieków sugerujących, że wszystkie korporacje są zdrowe (wszystkie zdały test), a jednocześnie utajniając jego szczegółowe wyniki.

Wpływy Wall Street w administracji Obamy stają się wyraźnie widoczne gdy porówna się działania administracji względem Wall Street i Detroit. Administracja Obamy jest bardzo blisko przeprowadzenia kontrolowanego bankructwa General Motors, zdecydowała się na zmuszenie szefa GM do ustąpienia, zawarła już jeden układ z obligatariuszami GM, w którym zmusiła ich do rezygnacji z części swoich roszczeń i przygotowuje się do kolejnego ‘strzyżenia’ wierzycieli GM. Oczywiście, nie zdecydowano się na takie działania względem gigantów z Wall Street.

Symptomatyczna była postawa Obamy i jego doradców w czasie ‘afery bonusowej’ w AIG. Nie tylko okazało się, że wypłacenie bonusów było możliwe dzięki luce prawnej, o której istnienie zadbał Sekretarz Skarbu Geithner, ale administracja Obamy nie była w stanie zrobić nic więcej ponad ‘wyrażanie złości i obrzydzenia’. Obawy części komentatorów, którzy wraz z mianowaniem Geithnera na Sekretarza Skarbu wyrażali obawę, że nie będzie on w stanie zrozumieć, że jego obowiązkiem jest działanie w interesie podatników, a nie sektora finansowego zdają się potwierdzać.

Plan Geithnera, po zignorowaniu marketingowego dodatku w postaci zaangażowania kapitału prywatnego, wydaje się kolejną próbą, po planie Paulsona, dofinansowania sektora finansowego pieniędzmi podatników. Takim działaniem był także bailout AIG, który umożliwił ukryty transfer środków budżetowych do korporacji finansowych poprzez rozliczenie zobowiązań AIG z tytułu transakcji na rynku derywatów w 100%. Umożliwiło to wielu instytucjom całkowite uniknięcie ryzyka związanego z sytuacją finansową AIG. Dotyczy to także firm takich jak Goldman Sachs, który w 100% zabezpieczony był przed upadkiem AIG.

Trudno zdecydować czy taka ugodowa wobec Wall Street postawa administracji Obamy jest podyktowana strachem przed spowodowaniem kolejnego gwałtowanego załamania na rynku (jakie towarzyszyło upadkowi Lehman Brothers) czy też wynika tylko ze skutecznego lobbingu Wall Street, która robi wszystko by amerykańscy podatnicy wykupili z ją z kłopotów. Być może z ekonomicznego (dla USA) i politycznego (dla Obamy) punktu widzenia, byłoby lepiej gdyby Obama zdecydował się skorzystać z doświadczeń… Wall Street i rozpocząć rządy od konserwatywnego bilansu otwarcia, który ujawniłby wszystkie ‘trupy’ w sektorze finansowym.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Wykop

Related posts:

  1. Co zrobić z bonusami na Wall Street?
  2. Bonusy na Wall Street za 2008 rok: koniec złudzeń
  3. Płace na Wall Street – kolejna bańka spekulacyjna?
  4. Tak pracuje, tak się bawi, Wall Street!
  5. Kto ma uratować system finansowy i zreformować Wall Street?