Media poinformowały wczoraj, że Komisja Europejska pozwała Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE za limity inwestycyjne nałożone na zagraniczne inwestycje Otwartych Funduszy Emerytalnych. Gazeta.pl doniosła: KE uważa, że nałożone na OFE limity inwestycyjne w odniesieniu do inwestycji w aktywa zagraniczne stanowią ograniczenie swobodnego przepływu kapitału, czyli są sprzeczne z podstawową zasadą wspólnego unijnego rynku.
Zgodnie z ustawą o OFE z 1997 r., mogą one zainwestować maksymalnie 5 proc. wartości aktywów za granicą i inwestycje te mogą obejmować tylko niektóre kategorie aktywów. Ponadto przy inwestycjach zagranicznych obowiązują mniej korzystne zasady obliczania opłat za zarządzanie i kosztów transakcji. Przepisy te sprawiają, że takie inwestycje są mniej atrakcyjne w porównaniu z inwestycjami w Polsce.
Moja uwaga: nie mam wątpliwości, że limity inwestycyjne nie zostały wprowadzone w celu ochrony emerytów. Zostały wprowadzone w celu ochrony i stymulowania polskiego rynku kapitałowego. Twórcy reformy emerytalnej wypowiadali się nawet w tym ‘duchu’. Dlatego, w pewnych okolicznościach byłbym gorącym zwolennikiem zniesienia limitów inwestycyjnych.
Konkretnie, uznałbym zniesienie limitów za pożądane gdyby:
- sektor OFE podlegał zasadom wolnej konkurencji i nie był rynkiem oligopolistycznym;
- celem OFE było jak najlepsze inwestowanie pieniędzy emerytów, a nie osiąganie maksymalnych zysków dla swoich udziałowców kosztem interesu emerytów;
- aktywa OFE były zarządzane przez kompetentnych managerów o wysokich standardach etycznych;
Jestem jednak przekonany, że OFE wykorzystują swoją oligopolistyczną pozycję w celu maksymalizacji zysków kosztem długoterminowych interesów emerytów i powierzają zarządzanie aktywami niekompetentnym i nieudolnym managerom. Dlatego każde ograniczenie, którego skutkiem ubocznym jest minimalizowanie potencjalnych strat w aktywach OFE, które mogłyby zostać wyrządzane wskutek nieuczciwości lub lekkomyślności zarządzających uznaję za leżące w interesie uczestników OFE.
Zdaję sobie oczywiście sprawę, że obecne ograniczenia trudno pogodzić z zasadą swobodnego przepływu kapitału. Wydaje mi się jednak, że wiem jak rząd i parlament może sobie z tym poradzić. Przynajmniej w krótkim okresie.
Otóż, przez ostatnie kilka miesięcy analitycy powtarzają jak mantrę, że powinno się brać kredyt denominowany w walucie, w której osiąga się dochody. Proszę wybaczyć prostactwo mojego myślenia, ale imperatyw nakazujący oszczędzanie w walucie, w której będzie się wydawać oszczędności wydaje mi się równie sensowny.
Dlatego uważam, że nie istnieje na świecie instytucja, która mogłaby podważyć prawo polskiego rządu do wydania przepisu, które nakaże OFE gromadzenie pieniędzy emerytów w aktywach denominowanych w walucie, w której wypłacana będzie emerytura. Niestety, taka konstrukcja prawna będzie mieć sens tylko do momentu przyjęcia przez Polskę euro. Co dalej?
Wtedy jedynym rozsądnym rozwiązaniem będzie liberalizacja rynku OFE. Prawdziwa konkurencja wymusi na OFE efektywne zarządzanie powierzonym im kapitałem, Bez uwolnienia rynku OFE zniesienie limitów inwestycyjnych niewiele zmieni. Nauczeni działać stadnie zarządzający OFE, których głównym zmartwieniem jest nie odstawać od reszty, nie wykorzystają nowych możliwości do optymalizacji strategii inwestycyjnych ze strachu przed ewentualną porażką. Czy istnieją przesłanki do takiego myślenia? Oczywiście. Przy obecnych limitach w wysokości 5% OFE ulokowały poza granicami… 0.6% aktywów.
Podobne zagadnienia omówiłem w tekstach:
- Czy OFE strzeliły sobie w stopę?
- Rozrzutny ZUS (a o OFE cisza)
- System emerytalny i wyniki OFE
- Otwarte Fundusze Emerytalne – kolonializm XXI wieku?
- Czy Otwarte Fundusze Emerytalne są wielkim oszustwem?
- Zły bank? Zły pomysł. To może nacjonalizacja?
- Zysk z inwestycji kapitałowych na emerytury – wreszcie dobry pomysł PO