Wydaje się, że obiektywna, w miarę dokładna i właściwa (w sensie: zgodna z zewnętrznymi w stosunku do obserwatora danymi) ocena rzeczywistości jest niezbędna do podjęcia racjonalnych decyzji ekonomicznych. Trudno przecież podejmować racjonalne decyzje w oparciu o fałszywe przesłanki. Naturalnie, część decyzji podjętych w ten sposób będzie, zgodnie z prawami losowości, słuszna – nie oznacza to jednak, że będą to decyzje obiektywnie racjonalne.
Do podejmowania racjonalnych decyzji potrzeba więc dostępu do obiektywnych i rzetelnych informacji oraz narzędzia zdolnego do obiektywnej interpretacji tych danych. Problem kluczowych teorii ekonomicznych polega na tym, że większość ludzi nie dysponuje ani obiektywnymi i dokładnymi informacjami (asymetria informacji), ani narzędziem do ich obiektywnej analizy (stronniczość, uprzedzenie).
Tę drugą prawdę potwierdzają liczne badania sondażowe, które jednoznacznie wskazują, że ludzka ocena rzeczywistości jest bardzo stronnicza. Najbardziej znane badania dotyczą zagadnień na styku ekonomii i politologii. Na przykład, pod koniec drugiej kadencji Reagana, w 1988 roku, zapytano Amerykanów czy ich zdaniem inflacja w porównaniu z rokiem 1980 polepszyła się, pozostała na tym samym poziomie czy pogorszyła się. Obiektywne dane wskazują, że wskaźnik inflacji spadł z 13% w 1980 roku do 4% w 1988.
Fakt, ten nie przeszkodził ponad połowie ludzi identyfikujących się w badaniu jako zaangażowani demokraci uznać, że inflacja pogorszyła się. Z tej grupy zaledwie 8% uznało, że inflacja zmniejszyła się.
Oczywiście, taka stronnicza ocena rzeczywistości nie dotyczy tylko demokratów. W 1996 roku zdecydowana większość republikanów była przekonana, że za rządów Clintona deficyt budżetowy powiększył się, choć było to sprzeczne z obiektywnymi danymi.
Zdolność ludzkiego umysłu do samooszukiwania się jest naprawdę duża. Tuż przez wyborami prezydenckimi w USA, w listopadzie 2008 roku, zaledwie 8% demokratów i relatywnie dużo (biorąc pod uwagę rzeczywistą sytuację), bo 20% republikanów było zadowolonych z rozwoju sytuacji w USA. Po inauguracji Obamy, w styczniu 2009 roku, proporcje te odwróciły się. 18% demokratów i 14% republikanów było zadowolonych z rozwoju sytuacji w USA. W lutym 2009 liczba zadowolonych demokratów wzrosła do 20%, a liczba zadowolonych republikanów spadła do 10%.
Jeśli zmianę postaw przedstawioną w powyższym akapicie można tłumaczyć oczekiwaniami co do polityki nowej Administracji (demokraci uznają, że wybór Obamy jest oznaką tego, że sprawy w USA zmierzają w dobrym kierunku – odwrotnie rzecz się ma z republikanami), to dużo trudniej wyjaśnić zmianę oceny działalności szefa FED – Bena Bernanke. Rok temu 61% republikanów było zadowolonych z wpływu działań Bernanke na gospodarkę. Podobne odczucia przejawiało 41% demokratów. Obecnie 64% demokratów darzy zaufaniem działalność Bernanke przy zaledwie 36% republikanach podzielających tę opinię.
Wydaje się logiczne, że nie tylko preferencje polityczne zwiększają stronniczość interpretacji rzeczywistości gospodarczej przez ludzi. Na przykład osoby o dużym zaangażowaniu inwestycyjnym na rynku akcji mogą przejawiać skłonność do optymistycznej interpretacji danych ekonomicznych. Niezwykle interesujące mogłoby być zbadanie wpływu preferencji politycznych na oczekiwania inflacyjne. Natomiast badania nad stronniczością ludzkiego umysłu stanowią kolejny powód by nie używać w modelach ekonomicznych założenia o racjonalności ludzkich zachowań. Przyjmowanie, że ludzkie zachowania są przypadkowo zmienne wskutek asymetrii informacji i defektów analitycznych umysłu wydaje się dużo bardziej sensowne.