W poprzednim tekście na temat mitów i półprawd w powszechnym rozumieniu demografii zwróciłem uwagę na przekłamania związane ze współczynnikiem dzietności. Choć szerzenie szowinistycznej propagandy o wymierających rdzennych Europejczykach i zajmujących ich miejsce islamskich imigrantach świetnie spełnia polityczne interesy niektórych radykalnych środowisk to zupełnie pomija fakt, że od około dwóch dekad obserwuje się wzrost dzietności wśród Europejek równolegle z załamaniem się dzietności w wielu państwach rozwijających się, w tym państwach islamskich. Gwałtowny spadek współczynnika dzietności jest jeszcze silniejszy wśród imigrantów w Europie.
Gigantyczne zmiany demograficzne, które zaszły w ostatnim półwieczu na świecie fascynująco zaprezentował Hans Rosling w czasie TED Talks. Model społeczeństwa z wielodzietnymi rodzinami i krótkiej oczekiwanej długości życia należy do przeszłości w większości państw rozwijających się. (Video na koncu tekstu)
W tym tekście chciałbym zwrócić uwagę na inny mit dotyczący demografii, tym razem z pogranicza demografii i ekonomii. Panuje przekonanie, że ze względu na hojność systemów opieki społecznej, relatywnie niską dzietność oraz starzenie się społeczeństw – systemy emerytalne państw rozwiniętych muszą zbankrutować. Tymczasem, jak wykazał Martin Walker w The World’s New Numbers kilka prostych decyzji politycznych może zlikwidować problem niewydajnych systemów emerytalnych.
Jedna polityczna decyzja, o podniesieniu wieku emerytalnego do 70 lat w Europie praktycznie rozwiązuje problem potencjalnej niewydolności systemu emerytalnego, przynajmniej do czasu gdy średnia długość życia na dobre przekroczy 90 lat. Jest to związane z tym, że cztery rzeczy wpływają na wydajność systemu emerytalnego: średnia długość życia, dzietność, wiek emerytalny i udział składki emerytalnej w pensji. Na przykład, przy dzietności 2.1, wieku emerytalnym 60 i długości życia 78 składka emerytalna musi stanowić 27% pensji. Przy dzietności 1.7, wieku emerytalnym 60, średniej długości życia 83 składka emerytalna musiałaby wynosić 45% pensji (taka jest mniej więcej sytuacja w Europie). Łatwo zauważyć, że podniesienie wieku emerytalnego rozwiązuje potencjalne problemy systemu.
Drugim rozwiązaniem problemu potencjalnej niewypłacalności systemów emerytalnych w państwach rozwiniętych jest zwiększenie siły roboczej w tych państwach poprzez zwiększenie aktywności zawodowej społeczeństw. Nie wszyscy ludzie w wieku produkcyjnym stanowią część siły roboczej, czyli pracują lub aktywnie szukają pracy. Wskaźnik udziału w sile roboczej (wskaźnik aktywności zawodowej) różni się w zależności od państwa i płci (z reguły jest mniejszy dla kobiet). Na przykład, wskaźnik aktywności zawodowej w Polsce to zaledwie 54.1%, dla Unii Europejskiej 58.6%, dla Holandii, Danii i USA 66%. Osiągnięcie przez Unię Europejską 70% (ta wartość jest oficjalnym celem dla polityki społecznej w UE) wskaźnika aktywności zawodowej rozwiązałoby większość napięć w systemie emerytalnym.
Ostatnią rzeczą na jaką warto zwrócić uwagę jest demonizowanie przez media wskaźnika zależności (dependency ratio) czyli wskaźnika pokazującego ile osób niepracujących (a więc w wieku przedprodukcyjnym i poprodukcyjnym) przypada na osobę w wieku produkcyjnym. Na przykład, w 2002 roku w USA 49 osób w wieku nieprodukcyjnym przypadało na 100 osób w wieku produkcyjnym. W 2025 roku liczba ta ma wzrosnąć do 80. To dużo, ale zdecydowanie mniej niż w latach 60′ XX wieku. W 1965 roku na 100 osób w wieku produkcyjnym przypadało 95 osób w wieku nieprodukcyjnym. Naturalnie, różnica pomiędzy rokiem 1965 a 2025 polegać będzie na tym, że w pierwszym przypadku o wysokim wskaźniku zależności decydował udział młodych ludzi (poniżej 15 roku życia) w społeczeństwie, a w 2025 roku decydujący wpływ będzie miała wielkość osób w wieku emerytalnym. Tym niemniej, sama sytuacja, w której na jedną osobę w wieku produkcyjnym przypada jedna osoba w wieku nie-produkcyjnym nie jest wyjątkowo niebezpieczna.
Related posts:







