Jeszcze kilka lat temu stawiano model gospodarczy bałtyckich tygrysów (Estonii, Łotwy i w mniejszym stopniu Litwy) jako przykład znakomitej pro-wzrostowej polityki gospodarczej. Bałtycki model gospodarczy łączono, przynajmniej w Polsce, z liberalizmem gospodarczym i stawiano jako dowód, że liberalizm gospodarczy się opłaca.
Osoby, które zadały sobie trud bliższego przeanalizowania sytuacji w państwach bałtyckich, doskonale zdawały sobie sprawę, że coś co w debacie publicznej nazywane jest liberalizmem gospodarczym, miało jedynie pośredni wpływ na bałtycki cud gospodarczy – mianowicie, umożliwiło przyciągnięcie do państw bałtyckich olbrzymich (w stosunku do wielkości tych gospodarek) ilości kapitału zagranicznego i to właśnie ten kapitał napędzał wzrost gospodarczy.
Warto o tym pamiętać czytając informacje o postawie estońskiej i łotewskiej gospodarki w pierwszym kwartale 2009 roku. PKB Estonii spadł w pierwszym kwartale 2009 o 15.6% a PKB Łotwy zmniejszył się o 18% w tym samym okresie. W całym 2009 roku, gospodarki tych dwóch państw mają się skurczyć o odpowiednio 10.5% i 13.2% (prognoza EBOR). Gospodarka Litwy skurczyła się w 1 kwartale 2009 roku o 12.6%.
W państwach bałtyckich jak na dłoni widać niebezpieczeństwa związane z rozwojem otwartych na rynek globalny gospodarek, dysponujących małym rynkiem wewnętrznym, w oparciu o napływ kapitału zagranicznego. Taki rozwój odbywający się przy dwucyfrowym deficycie na rachunku obrotów bieżących, prędzej czy później, z reguły w czasie globalnego zawirowania na rynkach finansowych, kończy się gospodarczą katastrofą.
By zrozumieć rozmiar gospodarczej katastrofy w państwach bałtyckich wystarczy spojrzeć na inne dane statystyczne: w Estonii produkcja przemysłowa spadła o ponad 25% w pierwszym kwartale, eksport spadł o 29% w styczniu i o 25% w lutym. Problemy Estonii, i wszystkich państw bałtyckich, pogarsza naturalnie peg walutowy z euro, który sprawia, że ewentualne osłabienie bałtyckich walut (takie, jakie miało miejsce na złotym) nie poprawia konkurencyjności gospodarek tych państw.
W tym miejscu pojawia się pewien fundamentalny problem: państwa bałtyckie mimo dużych kosztów gospodarczych zdecydowały się utrzymywać peg walutowy z euro ponieważ chciały jak najszybciej wejść do strefy euro. Katastrofa gospodarcza, która ma teraz miejsce sprawia jednak, że prawie na pewno nie będą w stanie spełnić kryteriów z Maastricht dotyczących wysokości deficytów budżetowych ( w czasie recesji spadają dochody budżetowe i zwiększa się deficyt).
Państwa bałtyckie stoją więc przed dwoma bardzo ważnymi decyzjami. Muszą podjąć decyzję o tym czy dewaluować swoje waluty by przywrócić konkurencyjność swoich gospodarek. Takie rozwiązanie może jednak uniemożliwić szybkie przyjęcie euro a także spowodować efekt domina w regionie CEE, o którym zaraz napiszę. Muszą także zdecydować czy postawią na konserwatywną politykę budżetową, oznaczającą bardziej dotkliwą recesję i duże prawdopodobieństwo niepokojów społecznych, czy też zaryzykują przetrwanie recesji przy dużych deficytach budżetowych, co może oznaczać porażkę ich aspiracji do strefy euro oraz zamknięcie dostępu do międzynarodowej pomocy finansowej. Doprawdy, w państwach bałtyckich można w tej chwili wybierać tylko mniejsze zło jeśli chodzi o politykę gospodarczą.
W tej chwili tylko Łotwa dysponuje zatwierdzonym pakietem pomocy finansowej(7.5 mld euro, głównie z MFW, ale także z Unii Europejskiej). Jednak płatności w ramach tego pakietu zagrożone wskutek zbyt wysokiego deficytu budżetowego na Łotwie, łamiącego umowę ramową podpisaną w grudniu 2008 roku. O tej umowie i postawie Międzynarodowego Funduszu Walutowego pisałem w grudniu, prezentując zagrożenia jakie stały wtedy przed łotewską gospodarką. Jeśli Łotwa nie otrzyma czerwcowej ‘raty’ z MFW w wysokości 1.7 mld euro to realny stanie się scenariusz zakładający bankructwo Łotwy – w tym przypadku, zapewne restrukturyzację długu.
Drugim źródłem niepewności jest ewentualna dewaluacja, która choć poprawi konkurencyjność gospodarek państwa przeprowadzającego dewaluację to będzie mieć katastrofalny wpływ na kredytobiorców zadłużonych w walutach obcych, a co za tym idzie całego sektora bankowego i całej gospodarki. Dewaluacja może wywołać także efekt domina gdy inne państwa zdecydują się na podobny krok by chronić konkurencyjność swojego eksportu. Dewaluację mogą odczuć także państwa, w których sektor bankowy był dużym inwestorem w państwach bałtyckich (głównie Szwecja) a także inne państwa regionu Europu Środkowej i Wschodniej – te ostatnie poprzez zmianę nastawienia międzynarodowego kapitału.
W tej chwili wydaje się, że prawdopodobieństwo scenariusza ‘b v d’ (bankructwo albo dewaluacja) jest wysokie dla Łotwy. Sytuację tego państwa może poprawić jedynie zdecydowane działanie Międzynarodowego Funduszu Walutowego lub/i Unii Europejskiej.
Related posts:








