Fascynuje mnie rozpowszechniona wśród wielu inwestorów wiara w nie dającą się złamać rynkową siłę surowców. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że przynajmniej ostatnie dziesięciolecia gospodarczych dziejów ludzkości (może nawet stulecia) dostarczają niezwykle mocnych empirycznych dowodów przeciwko traktowaniu surowców jako efektywnej inwestycji długoterminowej.
Ceny surowców naturalnych mają potężnego wroga, którym jest postęp technologiczny. Rozwój technologii działa na ceny surowców kilkoma kanałami. Przede wszystkim zmniejsza surowcochłonność gospodarki. Po drugie, postęp technologiczny zmniejsza ceny pozyskania surowców (wydobycia lub wytworzenia). Po trzecie, umożliwia eksploatację wcześniej niedostępnych złóż a więc przeciwdziała ograniczoności zasobów surowców. Po czwarte, w przypadku większości surowców metalicznych postęp technologiczny umożliwia odzyskanie już zużytych surowców. W przypadku niektórych metali, na przykład ołowiu, stopa recyclingu przekracza już 70%. By uzupełnić niedźwiedzi obraz rynku surowców, zwłaszcza metali, trzeba jeszcze wspomnieć o nadchodzącym w najbliższych dekadach ‘peak population’ czyli osiągnięciu maksymalnej liczby ludności na świecie i odwrócenie trendu zmiany liczby ludności.
Ceny surowców broni jedynie ograniczoność zasobów. Dotyczy ona jednak tylko surowców nieodnawialnych (a więc nie dotyczy surowców rolniczych, leśnych, etc).
Dlatego ceny surowców od początku XX wieku znajdują się w trwałym trendzie spadkowym, którego aberracją była hossa na rynku towarowym w pierwszej dekadzie XXI wieku, spowodowana krótkotrwałą nierównowagą na rynku, spowodowaną nagłym wzrostem popytu z Chin i innych państw wschodzących i niemożliwością szybkiego dostosowania produkcji do nowej sytuacji popytowej. Mimo ostatniej hossy, realne ceny surowców są na poziomach o 75% niższych niż były pod koniec lat 40′ XX wieku, co pokazuje poniższy wykres sporządzony na podstawie danych Commodity Research Bureau:
Oryginalny wykres, bez uwzględnienia inflacji wygląda tak:
Related posts:









