Cóż, zamierzam przewrotnie odpowiedzieć na to pytanie. Otóż z całą pewnością martwienie się o hiperinflację w sytuacji gdy mierzona rok do roku inflacja znajduje się PONIŻEJ ZERA nie jest bardzo racjonalnym rozwiązaniem. Być może warto poczekać, aż wskaźniki inflacji znajdą się powyżej zera – tak przynajmniej radzi Matthew Yglesias.
Opublikowany wczoraj wskaźnik cen producentów w USA (PPI) zanotował spadek o 5% rok do roku. Naturalnie, duża część tego spadku wynika z załamania cen surowców, ale bardziej stabilny wskaźnik bazowy także znacznie spadł (o 3%). Oznacza to poważną deflację cen producentów. Co więcej, ostatnie dane o wykorzystaniu potencjału produkcyjnego na poziomie 68,3%, a więc około 15% poniżej wskazań sprzed recesji, sugerują, że producenci dysponują minimalną siłą cenotwórczą.
Dziś opublikowany zostanie wskaźnik cen konsumenckich (CPI). Prognozy wskazują na spadek o 0,9% w okresie rok do roku. Jak podał Bespoke, będzie to 10 najniższe wskazanie CPI od początku lat 40′, poprzedzone drugim w historii najniższym odczytem PPI po drugiej wojnie światowej (niższy odczyt miał miejsce w 1948 roku). Zachowanie obydwu wskaźników w ostatnich 60 latach można zobaczyć na poniższym wykresie:
Może więc warto zredukować trochę hiperinflacyjną retorykę? Tym bardziej, że media oraz ideologicznie zaślepieni analitycy i komentatorzy, zdają się zupełnie nie rozumieć pojęcia hiperinflacji. Blog Free Exchange zwrócił uwagę na artykuł z Bloomberga o nowym funduszu zarządzających Black Swan Fund, który zdaniem Bloomberga nastawiony ma być na wykorzystanie możliwości zarobkowych związanych z potencjalną hiperinflacją… to jest wzrostem inflacji w USA, UK, Francji, Japonii i Niemczech powyżej 5%. Na potęgę posępnego czerepu: hiperinflacja w najbardziej łagodnej definicji to skumulowana inflacja w okresie 3 lat powyżej 100% (czyli jakieś 26% rocznie), w najbardziej popularnej definicji (między innymi będący pod ręką Mishkin) to inflacja MIESIĘCZNA przekraczająca 50%.
Jeśli w USA wystąpi inflacja miesięczna na poziomie 50%, to jedyną racjonalną strategią będzie samowystarczalne gospodarstwo rolne w Bieszczadach.
Podobne zagadnienia omówiłem w tekstach:
