Niedawno przeczytałem tekst eksperta ekonomicznego, zagorzałego zwolennika liberalizmu gospodarczego, który skłonił mnie do głębokiej zadumy taką opinią: Tak, pośród krajów dotkniętych obecnym kryzysem w najmniejszym stopniu znajdują się tylko te, w których rządy nie walczą z kryzysem poprzez napędzanie konsumpcji (Polska, Turcja, Chiny) lub walczą minimalnie (Cypr, Indie), a zamiast tego robią wszystko, aby nie przeszkadzać w produkcji.

W rzeczy samej, niemal 600 mld dolarów, czyli niemal 15% PKB, bodźca fiskalnego w Chinach w żaden sposób nie kwalifikuje się jako napędzanie konsumpcji. Nie jestem pewien czy pisanie o dobrych wynikach chińskiej gospodarki jako o zwycięstwie wolnego rynku jest przykładem totalnej ignorancji czy ideologicznego zacietrzewienia filtrującego wszelkie informacje przeczące wyrytym w umyśle przekonaniom. Tym bardziej, że nawet budzący podziw wzrost gospodarczy w Chinach w ostatniej dekadzie zbudowany został na klasycznie antyrynkowym fundamencie: sztucznie zaniżonym kursie walutowym.

Wydaje się oczywiste, że dobre wyniki chińskiej gospodarki 2009 roku w całości zbudowane zostały na ‘odblokowaniu’ popytu wewnętrznego, ‘rozpędzeniu’ akcji kredytowej oraz bezpośredniemu wspieraniu inwestycji. Chiny mogły sobie pozwolić na takie działania ponieważ mniej więcej od 2004 roku wprowadziły pewne mechanizmy blokujące rozwój popytu wewnętrznego w celu uchronienia gospodarki przed przegrzaniem się. Ograniczono akcję kredytową banków (wprowadzono duże rezerwy obowiązkowe i wysokie wymagania dla kredytobiorców). Rząd prowadził bardzo konserwatywną politykę fiskalną. ‘Zielone światło’ świeciło tylko dla przedsięwzięć skupiających się na produkcji eksportowej.

Wyraźnie pokazuje to zmiana dynamiki chińskiego eksportu i importu. Do 2004 roku import i eksport rosły jednocześnie. Od 2004 roku dynamika wzrostu eksportu znacznie przewyższała przyrost importu. Sytuacja ta miała dwa istotne skutki: eksport netto dokładał do wzrostu chińskiego PKB około 2% rocznie a chiński popyt wewnętrzny pozostał pod kontrolą nie doprowadzając do inflacyjnego przegrzania gospodarki jak stało się to chociażby w państwach bałtyckich.

Gospodarka Chin znalazła się więc w dużo lepszej sytuacji niż wiele innych gospodarek. Złożyło się na to kilka czynników. Chiny nie polegały na kapitale zewnętrznym przy finansowaniu inwestycji. Kryzys kredytowy odciął dostęp do kapitału międzynarodowego w wielu państwach – nie było tak w przypadku Chin.

Popyt na chiński eksport spadł mniej niż popyt na eksport innych państw, na przykład Korei Południowej czy Japonii, ponieważ chińskie towary są konkurencyjne cenowo i ulokowane są z reguły na niskich poziomach cenowych. Potwierdzają to dane statystyczne: w USA import z Japonii spadł w marcu o 40% rok do roku, import z Chin ‘zaledwie’  o 10%.

Istotną cechą obecnej recesji jest to, że handel międzynarodowy doznał dużo większych strat niż produkcja. Dlatego najbardziej dotkniętymi państwami zostały te o dużym udziale eksportu w PKB (warto porównać na przykład Słowację i Polskę, Francję i Niemcy, Indonezję i Korę Południową). Co prawda eksport miał duże znaczenie dla PKB Chin (wzrósł z 300 mld USD w 2000 r. do 1400 mld USD w 2008 r.) ale załamanie eksportu zrównoważył w Chinach gigantyczny rynek wewnętrzny.

Chiński rynek wewnętrzny okazał się wyjątkowo chłonny ponieważ przez kilka ostatnich lat popyt na tym rynku był ‘sztucznie’ ograniczany przez rząd. Na początku globalnej recesji, wszystkie kluczowe podmioty chińskiego systemu gospodarczego dysponowały więc dużymi rezerwami umożliwiającymi rozwój popytu wewnętrznego. Konsumenci dysponowali znacznymi oszczędnościami, banki miały do dyspozycji istotne rezerwy kapitałowe, rząd miał możliwości zwiększenia wydatków budżetowych a cała gospodarka dysponowała gigantycznymi rezerwami walutowymi. Z pewnym opóźnienie w stosunku do początku globalnej recesji tę potencjalną machinę stymulującą gospodarkę wprowadzono w ruch. Z jakim efektem?

Pierwsze wrażenie po zapoznaniu się z danymi chińskiej gospodarki  jest takie, że nie mają one większego sensu. PKB wzrasta o 6% a produkcja energii elektrycznej spada o około 3%? Eksport i import spadają o 25% a produkcja przemysłowa rośnie o 9%? Wartość inwestycji wzrasta o 1/3 przy spadku importu o 25%?

Odpowiedzi należy poszukać w tych danych:

Jest więc jeden podstawowy powód relatywnej siły chińskiej gospodarki: gigantyczny wzrost akcji kredytowej połączony ze wzrostem wydatków budżetowych. Ten proces uruchomił dwie inne tendencje: wzrost konsumpcji indywidualnej oraz wzrost inwestycji, przede wszystkim w sektorze nieruchomości. Napływ nowych pieniędzy na rynek doskonale tłumaczy odbicie na rynku akcyjnym i boom na rynku nieruchomości. Skoncentrowanie inwestycji w sektorze nieruchomości oraz początkowa faza boomu inwestycyjnego wyjasnia paradoks wzrostu inwestycji kapitałowych o ponad 30% przy jednoczesnym spadku importu o 25% (swoje dołożyły ceny surowców). Wzrost konsumpcji indywidualnej tłumaczy wzrost produkcji przemysłowej o 9% w okresie spadku eksportu o 25% (trochę prostej matematyki: produkcja przemysłowa na eksport to około 40% produkcji ogółem, eksport spadł o 25%. By uzyskać wzrost produkcji na poziomie 9% produkcja na rynek wewnętrzny musiała wzrosnąć o 30%)

Podsumowując: postawa chińskiej gospodarki w 2009 roku może imponować. Fundamenty tej relatywnej siły gospodarki Państwa Środka już nie są tak imponujące. O ile wzrost popytu wewnętrznego jest naturalny i potrzebny (w pewnym sensie sprawiedliwy po kilku latach ‘zrzucania’ się setek milionów obywateli CHRL na konkurencyjność chińskiego eksportu) to sposób jego stymulowania, a przede wszystkim skutki uboczne (potencjalne bańki na rynku akcyjnym i nieruchomości) tego procesu budzą uzasadnione ubawy o trwałość chińskiego modelu gospodarczego.