Cóż, może niekoniecznie osiągniesz sukces, może nawet nie zwiększysz szans na jego osiągnięcie, w najgorszym jednak razie osiągniesz te same wyniki przy dużo mniejszym nakładzie czasu. Mam nadzieję, że tytuł tekstu przykuwa uwagę – zagadnienie, o którym chcę napisać jest istotne. Do zajęcia się nim skłoniła mnie dyskusja z DAPI na blogu, która dotyczyła tego, czy analiza informacji innych niż zmiany cen akcji (raporty analityczne, raporty bieżące, sprawozdania finansowe, wywiady z prezesami, etc.) pomaga czy przeszkadza w inwestowaniu.
Pozwolę więc sobie zwrócić uwagę na trzy eksperymenty z ekonomii behawioralnej (choć dwa z nich zostały chyba przeprowadzone przed ukonstytuowaniem się tej dyscypliny), które zajmowały się relacją pomiędzy ilością dostępnych informacji a skutecznością prognoz/inwestycji oraz samooceną zdolności prognostycznych przez uczestników eksperymentu.
Pod koniec lat 80’ grupę studentów Sloan School of Mangament (Harvard) poproszono o wybranie portfela akcyjnego. Następnie podzielono studentów na dwie grupy. Pierwsza grupa, miała jedynie informacje o zmianie cen akcji. Studenci z tej grupy nie mieli dostępu do wiadomości finansowych i nie wiedzieli jakie wydarzenia spowodowały zmiany cen wybranych przez nich akcji. Drugiej grupie zapewniono dostęp do szerokiego źródła informacji finansowych. Studenci z tej grupy oglądali telewizje biznesową, czytali prasę finansową, mogli konsultować swoje decyzje z ekspertami oraz korzystać z rekomendacji analitycznych.
Po zakończeniu eksperymentu okazało się, że grupa odcięta od informacji finansowych osiągnęła średnio dwukrotnie lepsze wyniki inwestycyjne niż grupa korzystająca z pełnej gamy wiadomości finansowych. Wydaje się, że istnieją trzy podstawowe przyczyny takiego wyniku eksperymentu. Po pierwsze, dla większości ludzi nadmiar informacji jest czynnikiem rozpraszającym ich uwagę i uniemożliwiającym skupienie się na rzeczach najistotniejszych. Po drugie, dostęp do informacji finansowych wystawił studentów na niebezpieczeństwo reagowania na ‘szum rynkowy’, co spowodowało, że dużo częściej zawierali transakcje. Po trzecie, świadomość dostępu do informacji rynkowych tworzyła fałszywe poczucie kontroli, impresję posiadania zdolności do wyjaśniania zachowania rynku i przewidywania przyszłych zmian cen.
Ten ostatni punkt nabiera ważnego znaczenia w kontekście innych badań, przeprowadzonych na Yale w 1975 roku, w których poproszono studentów (mężczyzn) o prognozowanie wyników rzutów monetą. Choć brzmi to kuriozalnie, znacząca liczba uczestników uwierzyła, że dzięki praktyce ich zdolności prognostyczne wzrosły, co więcej, była przekonana, że wspomniane zdolności prognostyczne mogą się obniżyć wskutek dekoncentracji.
Wpływem ilości informacji na zdolności prognostyczne zajmowali się także analitycy CIA (to nie pomyłka), którzy zbadali jak ilość informacji wpływa na jakość prognoz ekspertów zajmujących się wyścigami koni. W eksperymencie uczestniczyło ośmiu ekspertów. Każdemu dano do dyspozycji 88 wskaźników dotyczących wyników startujących koni i dżokejów, pogody, torów i tak dalej. Następnie poproszono ekspertów o wybranie 5,10,20 i 40 najbardziej ich zdaniem istotnych wskaźników, na podstawie których chcieliby prognozować wyniki gonitw.
Na tym etapie ekspertom udostępniono realne dane dotyczące 40 gonitw, które już się odbyły i poproszono o prognozowanie pierwszej piątki koni. Każdy z ekspertów prognozował czterokrotnie, raz mając do dyspozycji 5 wskaźników (które wcześniej uznał za najważniejsze), raz z 10 wskaźników i tak dalej.
Kiedy porównano prognozy z realnymi wynikami gonitw okazało się, że skuteczność prognoz nie poprawiła się wraz z dostępem do większej ilości informacji. Konkretnie, skuteczność dwóch ekspertów poprawiła się wraz większą liczbą dostępnych danych, skuteczność trzech ekspertów pozostała taka sama, a trafność trzech ekspertów pogorszyła się
To jednak nie koniec eksperymentu. Ekspertów poproszono także by każdej swojej prognozie przypisali poziom pewności z jaką ją podają (w procentach od 0% do 100%). Okazało się, że choć wraz z większą ilością informacji nie zwiększała się skuteczność prognoz, to znacznie rosło przekonanie o ich skuteczności. Wyniki dla prognozowania zwycięzców gonitw przedstawia poniższy wykres:
Choć analitycy CIA nie doprowadzili eksperymentu do logicznego końca, można założyć, że wzrost pewności siebie przy tej samej skuteczności w najlepszym wypadku prowadził będzie do wzrostu zmienności wyników portfela inwestycyjnego jeśli weźmiemy pod uwagę podstawowe zasady zarządzania pieniędzmi (im bardziej jestem pewny, tym więcej ryzykuję).
Czy to oznacza, że wszyscy inwestorzy powinni skończyć ze śledzeniem informacji giełdowych. Z całą pewnością nie. Jedna z najmądrzejszych porad inwestycyjnych, z jaką się spotkałem, brzmi: każda strategia musi zostać dopasowana do profilu psychologiczno-intelektualnego inwestora (Jack D. Schwager: Market Wizards…) Jednak można powiedzieć, że dla większości inwestorów poświęcanie większej ilości czasu na śledzenie informacji finansowych nie będzie zapewniało żadnej dodatkowej wartości. A jak mówi ludowa mądrość: skoro zarobek taki sam, to po co się męczyć.
Myślę także, że opisana wyżej zasada ma zastosowanie dla sztuki zwanej analizą techniczną. Początkującego analityka łatwo można rozpoznać po dwudziestu wskaźnikach na wykresie (których wskazania przeczą sobie wzajemnie). Z wyników powyższych badań wynika, że jest to droga donikąd, a dużo lepsze wyniki (po uwzględnieniu wartości czasu) osiągną inwestorzy trzymający się zasady KISS.
Podobne zagadnienia omówiłem w tekstach:
- Nie oglądaj telewizji bo będziesz miał glizdy w głowie
- Buffet o gospodarce, giełdzie i inwestycjach
- Oszuści mają się świetnie na warszawskiej giełdzie
- Ile można było zarobić ostatnio na warszawskiej giełdzie?
- Luty 2009 na giełdzie
- Gangsterskie numery na warszawskiej giełdzie
- Zawód: spekulant giełdowy. Cz: I
