Przez ostatnie kilkanaście tygodni kluczowym elementem pro-wzrostowej narracji na rynku finansowym były zielone gałązki (green shoots) czyli pierwsze oznaki ożywienia gospodarczego. Jednym z głównych punktów tej narracji był majowy raport z rynku pracy, który informował, że amerykańska gospodarka utraciła w maju ‘zaledwie’ 345 000 miejsc pracy. Rynek wpadł wtedy w euforię z powodu danych z rynku pracy praktycznie dwa razy gorszych od raportów publikowanych w czasie TEJ SAMEJ recesji przed upadkiem Lehman Brothers.
Opublikowany wczoraj raport z rynku pracy za czerwiec nie pozostawia jednak złudzeń co do miejsca, w którym znajduje się amerykańska gospodarka. W czasie obecnej recesji amerykańska gospodarka utraciła 9 mln pełno-etatowych miejsc pracy. Liczba bezrobotnych Amerykanów wyniosła 14,7 mln w czerwcu 2009 roku. Główna stopa bezrobocia wzrosła z 9,4% do 9,5%. Najbardziej szeroki miernik bezrobocia (U-6) wzrósł do 16,5% z 16,4%. Śmiało można już stwierdzić, że jest to najgorsze załamanie na amerykańskim rynku pracy po II wojnie światowej.
W tym miejscu warto zwrócić uwagę na zupełnie pomijane przez komentatorów dane o średniej długości tygodniowego czasu pracy. Te informacje są ważne z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze, zmiana tego wskaźnika oznacza zmianę ilości przepracowanych ogółem godzin a więc determinuje zmianę wytworzonych ogółem produktów. Jest więc czynnikiem ułatwiającym prognozowanie zmiany PKB. Po drugie, jest to wskaźnik wyprzedzający w stosunku do danych o nowych miejscach pracy, zatrudnieniu i bezrobociu. Dlaczego? Otóż, w momencie ożywienia gospodarczego pracodawcy najpierw pozwalają dłużej pracować pracownikom a dopiero później zatrudniają nowe osoby.
Średnia długość tygodniowego czasu pracy spadła o 0.8% do 33 godzin z 33,1 godzin w maju. To najmniejsza wartość od 1964 roku! Zgodnie z wyliczeniami Davida Rosenberga, gdyby korporacje chciały utrzymać średnią długość tygodnia pracy na niezmienionym poziomie przy tym samej ilości wytworzonych dóbr i usług musiałyby zlikwidować 800 000 etatów! Przypomnę, że zmiana miejsc pracy w czerwcu wyniosła -467 000. Średnia długość tygodniowego czasu pracy jest chyba najbardziej lekceważoną informacją ekonomiczną w USA. Tym bardziej, że w entuzjastycznie przyjętym raporcie za maj także poinformowano o spadku tygodniowego czasu pracy.
Raport z rynku pracy przyniósł też niezwykle mocne przesłanie dla propagatorów tezy o nieuchronnej hiperinflacji. Średnie tygodniowe zarobki spadły o 0,3% w czerwcu i osiągnęły roczne tempo spadku 1,6%. Jeszcze dwa lata temu ten wskaźnik rósł w tempie rocznym o ponad 5,2%. Czy ktoś słyszał o hiperinflacji w środowisku spadku tygodniowych dochodów ludności i załamania cen nieruchomości? Wysoka inflacja bez inflacji płacowej jest praktycznie niemożliwa.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na kilka innych informacji związanych z wczorajszymi danymi z rynku pracy. Do rekordowego poziomu 2,5% wzrosła różnica pomiędzy stopą bezrobocia mężczyzn i kobiet (10,5% i 8%). W związku z tym, że w obecnej recesji pracę traci więcej mężczyzn niż kobiet to utraty miejsc pracy na dochody ludności i skłonność do konsumpcji jest istotny ze względu na fakt, że mężczyźni zarabiają więcej i okupują lepiej płatne prace.
Stosunek liczby zatrudnionych do populacji w wieku produkcyjnym spadł do 59% i znajduje się na poziomie z początku lat 80’ ubiegłego stulecia. Praktycznie załamał się długoterminowy trend wzrostu aktywności zawodowej Amerykanów trwający od lat 60’ XX wieku i mający związek z aktywizacją zawodową kobiet (32% w latach 60’ i 50% obecnie). Konsekwencje tego zjawiska dla dochodów ludności i aktywności gospodarczej są naturalnie silnie negatywne.
Wzrosła także średnia długość trwania bezrobocia. Po wzroście o 2 tygodnie osiągnęła poziom 24,5 tygodni. Oczywiście, im dłużej ludzie są pozbawienie pracy tym silniejsze muszą być strukturalne problemy w gospodarce.
Na te problemy wskazuje także struktura utraconych miejsc pracy czyli ich dystrybucja w różnych sektorach gospodarki. Najwięcej etatów utracono w przemyśle co wydaje się bardzo negatywną informacją z dwóch powodów: utracone miejsca pracy znajdowały się w REALNEJ sferze gospodarki oraz utracone etaty były lepiej płatne niż miejsca pracy w handlu lub części sektora usług.
Podsumowując: rację ma Wojciech Białek, który w dzisiejszym Parkiecie napisał, że bezrobocie jako wskaźnik koniunktury gospodarczej ma charakter opóźniony. Są jednak elementy rynku pracy, które zmieniają się jednocześnie ze zmianą koniunktury gospodarczej: na przyklad liczba godzin w tygodniu pracy. Co więcej, trend na amerykańskim rynku pracy wskazuje, że do przesilenia brakuje jeszcze więcej niż 2,3 miesięcy. Już teraz powoli oswaja się społeczeństwo z terminem jobless recovery, czyli odrodzeniem gospodarczym, które nie poprawi rynku pracy (to coś jak wyleczenie grypy bez ‘zbicia gorączki’ i zlikwidowania kataru). Takie odrodzenie ze swojej definicji musi być rachityczne ponieważ rynek pracy oddziałuje zarówno na zagregowaną produkcję jak i na konsumpcję.
Related posts:











